Temat jest, oczywiście, formą hołdu dla zmarłego Barry'ego Jennera, ale w postawionym w nim pytaniu nie ma - częstej przy żałobnych okazjach - przesady. Oglądaliśmy bowiem w Treku wielu admirałów GF, ale zazwyczaj albo okazywali się ukrytymi niebezpiecznyni wariatami/kanaliami, albo byli "tylko" niezbyt sympatyczni (Nechayev, awansowany Kirk) lub niezbyt kompetentni. A nawet jeśli nic z powyższego, to migali przez chwilę na ekranie (często w podwójnym znaczeniu, bo i z centralnym dla serii statkiem łączyli się zdalnie) i trudno w sumie orzekać o ich zaletach...
Właściwie jedynym wyjątkiem od tej zasady jest właśnie admirał William Ross. Pojawia się dość często by widz zdążył go poznać i polubić. Nie robi nic jawnie durnego, ani zbrodniczego. Nikim nie pomiata... Wzorzec admirała? Podyskutujmy o tym.
ps. Drobne wprowadzenie w temat:
http://www.youtube.com/watch?v=SyNbgWgBzHo