KorrdKorrd:
parę razy przejął dowództwo nad Voyagerem i niestety głownie wtedy było widać potencjał tej postaci.
Chętnie zobaczyłbym co miało miejsce między scenami "Before and After", jak o tym mowa... Tzn. jak wyglądało przejęcie przezeń dowództwa i utrzymanie się na kapitańskim fotelu... Czy budził opór załogi jak Spock w "The Galileo Seven" (i "Mind-Sifterze")? Czy wyszło to jakoś naturalnie? Wystarczyły słowa? A może musiał użyć pięści? No i ciekawe jest, że on tam przyjął zasady GF w sumie, był wyraźnie kapitanem Floty, nie kapitanem-po-prostu... Czyżby efekt miłości do Kaśki (
"uczczę JĄ w ten sposób")? A może niechęć do antagonizowania - liczebniejszych niż ex-Maquis - załogantów z GF?
Swoją drogą: Maquis to - w oczach
porządnych Fedków - przestępcy, a więc wedle tamtejszych pojęć - wariaci (pamiętajmy, że wedle siatki pojęciowej UFP nie ma zasadniczo czegoś takiego jak zbrodnia do ukarania, są skłonności do wyleczenia; przynajmniej w czasach Roddenberry'ego*). Ciekawe zatem co
zrobiono z tym fantem gdy Kaśka podjęła decyzję o przyjęciu ich do załogi? Był na Voyagerze pracujący nad nimi - poza kadrem - Doradca, czy może uznano, że najlepszą terapią będzie praca tzn. służba?
* Inna sprawa, że nie jest to prowadzone konsekwentnie... Zgoła na odwrót, rzekłbym...
MaveralMaveral:
Mój brat kiedyś ochrzcił go "komandor Czek-Koktajl" i od tej pory już na zawsze został w naszej rodzinie komandorem Koktajlem
Ja go znów przezywałem fonetycznie - Chichotaj

. Zabawne zresztą, że jest w nas - fanach, taka skłonność do przezywania (niekoniecznie nielubianych, zresztą, bohaterów).
Maveral:
Co do zdolności przywódczych, to mimo wszystko chyba za dużo u niego bezpiecznych zagrań.
Dlatego wspominałem o "Year of Hell" - wersji wydarzeń jaką tam widzimy (fakt, potem wymazanej

) on się tam zachowuje trochę jak Spock w w/w "The Galileo Seven", jak wzorowy, opanowany XO, ale nie jak dowódca... Bada, czeka, szuka okazji, ale nic nie decyduje... Tyle, że umie posłuchać - przejawiającego inicjatywę - Parisa (Spock miał z tym
słuchaniem kłopot)...
Umiejętność słuchania swoich ludzi - rzadka, a cenna u dowódcy, cecha - może dzięki temu dałby sobie radę?