USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Historia to tylko legenda, co do której wszyscy się pogodzili?
 
Autor Wiadomość
Doctor_Who
Użytkownik
#1 - Wysłana: 30 Cze 2011 17:50:48 - Edytowany przez: Doctor_Who
Chciałbym powrócić do dyskusji w starym stylu na temat paralel między problemami przedstawionymi w ST, a naszym prawdziwym światem. Bądź co bądź, takie dyskusje to przynajmniej dla mnie sól tego forum i są znacznie ciekawsze niż doszukiwanie się tysięcznej różnicy między obwodem torpedy protonowej w x odcinku serii n i y odcinku serii następnej.

Czy bowiem ST zasłużyłby na miano serialu ''kultowego'' (wyświechtanie to niestety brzmi w dzisiejszych czasach, gdy słowem ''kultowy'' wyciera sobie gębę każdy marketingowiec promujący kolejną wytupę spod krzaka jako ''hit sezonu'') i ambitnego, gdyby do takich refleksji nie skłaniał.

Chodzi mianowicie o problem poruszony - z różnych stron - choćby w odcinku Voyagera Living witness

Muzeum

(odtwarzanie prawdziwego przebiegu kontaktu z Voyagerem)

czy też w filmie First Contact

(zderzenie wyobrażenia o Cochranie z oryginałem)

Cochrane

Mam na myśli oczywiście pytanie w jakim stopniu nasze pojęcie o historii jest prawdziwe, a na ile zniekształcone? Mówi się, że historia to fakty. Jednakże tak naprawdę nie istnieje fakt bez jego interpretacji. Interpretacja ta zaś staje się zatem immanentną cechą
każdego "faktu". Podstawa teorii znaku. Czy w takim razie historia to zbiór wydarzeń uznanych za prawdziwe, zależnie od tego kto ją spisuje?

Jak w końcu będą postrzegać Waszym zdaniem nasz wiek XX/XXI następne pokolenia?
Elaan
Użytkownik
#2 - Wysłana: 30 Cze 2011 18:17:07 - Edytowany przez: Elaan
Doctor_Who:
Czy w takim razie historia to zbiór wydarzeń uznanych za prawdziwe, zależnie od tego kto ją spisuje?

Choć w teorii istnieje pojęcie " prawdy obiektywnej " , to w praktyce jest ona chyba nieosiągalna . W naturze ludzkiej bowiem leży tworzenie wyobrażeń na temat tego co badamy , nieświadomie więc nawet najbardziej rzetelny historyk będzie próbował interpretować fakty zgodnie ze swą wizją .
Inna sprawa to ludzka skłonność do idealizowania historii w imię wyższych celów i z najszlachetniejszych pobudek - abyśmy stawali się lepsi wzorując się na niej - przykładem Zefram Cochrane .
Trek jest zresztą lustrzanym odbiciem tej zasady , a rolę wzorca dla nas pełni tu przyszłość , ku której powinniśmy dążyć . Roddenberry zapobiegł też sprytnie przy okazji pokusom fałszowania historii - wszak zawsze można sprawdzić rzeczywisty przebieg wydarzeń za pomocą Strażnika Czasu .
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 30 Cze 2011 18:20:44 - Edytowany przez: Q__
Doctor_Who

Doctor_Who:
Mam na myśli oczywiście pytanie w jakim stopniu nasze pojęcie o historii jest prawdziwe, a na ile zniekształcone? Mówi się, że historia to fakty. Jednakże tak naprawdę nie istnieje fakt bez jego interpretacji. Interpretacja ta zaś staje się zatem immanentną cechą
każdego "faktu". Podstawa teorii znaku. Czy w takim razie historia to zbiór wydarzeń uznanych za prawdziwe, zależnie od tego kto ją spisuje?

Polecam zbiór opowiadań Anny Brzezińskiej "Wody głębokie jak niebo" (fantasy to jest zresztą). Autorka - historyk z wykształcenia - pokazuje tam m.in. jak prawda zmienia się po wiekach w - nieraz przekłamany o 180 stopni - mit.
(Jest to zresztą, tak czy siak, literatura godna plecenia.)

Ten sam problem wystepuje w tle monumentalnego cyklu malazańskiego Eriksona ("w cywilu" archeologa). Ot np. pewna rasa dąży - jak wierzy - do wspaniałej przyszłości bazując na swych mitach głoszących dawną chwałę. Nikt z jej przedstawicieli jednak nie pamięta/nie wie, że prawda o ich przeszłości jest dość paskudna tylko została pokryta krzepiacymi ducha kłamstwami.

Istotne są również rozważania Dukaja w "Lodzie" o przeszłości rozmywającej się w niedookreśloność prawie jak niepewna przyszłość.

To dotyczy, przynajmniej na dziś, realnego świata, bo w Treku - jak słusznie powiedziała już Elaan - są metody weryfikacji.
Hanz
Użytkownik
#4 - Wysłana: 30 Cze 2011 18:31:50
Doctor_Who:
Czy w takim razie historia to zbiór wydarzeń uznanych za prawdziwe, zależnie od tego kto ją spisuje?

Niestety w większości przypadków tak to wygląda; zgodnie z sławnym "historię piszą zwycięzcy", w innych wypadkach pomija się niewygodne fakty jak choćby fakt iż Piłsudski rabował pociągi - nie umniejszam jego zasług ale czemuż ukrywa się ta mniej chlubną przeszłość? Takich przypadków jest o wiele więcej.

Dodatkowo im dalej w przeszłość tym interpretacja gra większą rolę, i tu też wychodzą niezłe kwiatki; przykładem niech będą jedna z wykopalisk, gdzie znaleziono dziwne naczynie ceramiczne które patrząc z góry miało kształt ósemki - prowadzący zaraz wysnuł teorię o kultowym naczyniu używanym w obrzędach, z błędu wyprowadziła go starsza kobieta wtrącając się gdy prowadzący chwalił się mieszkańcom ze w okolicy znaleziono "taaaki unikat" - otóż naczynie miało służyć do dojenia kóz a kształt ósemki był po to żeby można było łatwo przytrzymać nogi kozy. Tutaj się udało ale ile znalezisk ma taką wymyśloną na biegu funkcję, którą z braku lepszej wszyscy przyjęli za prawdziwą?

A jak będą nas postrzegać następne pokolenia? Z jednej strony okres ogromnego skoku technologicznego,z drugiej ciągłe wojny, kryzysy, większe i mniejsze epidemie - jakie wnioski na tej podstawie wyciągną tego nie mam pojęcia Mam tylko nadzieje że wykażą się dużym obiektywizmem i napiszą naszą historię taką jak naprawdę byłą - bez zbędnego idealizowania postaci, ukrywania pewnych wydarzeń itp
Elaan
Użytkownik
#5 - Wysłana: 30 Cze 2011 19:12:06 - Edytowany przez: Elaan
Doctor_Who:
Jak w końcu będą postrzegać Waszym zdaniem nasz wiek XX/XXI następne pokolenia?

To też intrygujące pytanie . Ale odpowiedź na nie nie jest prosta ani zbyt dla nas chwalebna .
Opiszą nas zapewne jako rozdartych między pragnieniem globalnej wspólnoty , a zażartą obroną każdego aspektu społecznej i kulturowej odrębności , prowadzącą w efekcie do nacjonalizmu i zbrodni .
Jako pokolenie przechodzące od hekatomby krwawych konfliktów do bezmyślnego konsumpcjonizmu czasów pokoju .
Wyda im się paradoksem , że to właśnie owe konflikty napędzały nasz rozwój w zakresie technologii i ich pokojowego wykorzystania oraz wymuszały postęp i zmiany w sferze społeczno - kulturowej .
Dojdą zapewne do wniosku , że konflikt zbrojny był dla nas nieodzownym elementem istnienia - i choć to brzmi to niewiarygodnie - przetrwania .
Madame Picard
Moderator
#6 - Wysłana: 30 Cze 2011 19:26:35 - Edytowany przez: Madame Picard
Doctor_Who

Jest oczywistą oczywistością, że nie ma "gołych" faktów, każda opowieść jest interpretacją. Z czasem ta interpretacja się mitologizuje, zaczyna żyć własnym życiem, i mieć coraz mniej wspólnego z rzeczywistością, na podstawie której powstała. Jest tak samo oczywistą oczywistością, że odnośnie wszystkich przekonań o świecie - włącznie z tym, że świat w ogóle istnieje - tego, co jest i co było, panuje wśród ludzi jako taka intersubiektywna zgoda.
Ale od tego właśnie jest nauka, historia także, żeby te przekonania poddawać w wątpliwość, badać, sprawdzać, jak jest i jak było.

Co do historii, to nie ma przecież jednej jedynie słusznej jej interpretacji. Są w historii różne szkoły, różne opinie, różne nurty, różne interpretacje. Im więcej jest źródeł, tym dokładniej możemy obejrzeć minioną epokę z różnych punktów widzenia. Nie wydaje mi się, aby istniały ugruntowane i niepodważalne interpretacje dawnych wydarzeń. Chyba że w szkolnych wykładach, gdzie mówi się, że Słowacki wielkim poetą był, amen. Jeśli są źródła, to przecież łatwo się dowiedzieć, że był taki, taki, taki i jeszcze taki.

Dlatego też te przywołane przez Ciebie sytuacje z Treka wydają mi się dość naciągane. Przecież musiały istnieć źródła i na temat pierwszego kontaktu z Voyagerem, i na temat Cochrane'a, a jeśli tak, to nie wierzę, że ktoś do nich nie dotarł.

Owszem, może być tak, że władza kładzie łapę na tych źródłach i każe wierzyć w wersję historii, jaką sama przedstawia. Ale po pierwsze, taka praktyka wbrew pozorom nigdy nie jest całkowicie skuteczna, a po drugie, nie jest to chyba przypadek tych sytuacji z Treka.
Może być też tak, że jakaś wersja historii jest przyjęta przez szerokie kręgi społeczeństwa, a jeszcze dodatkowo oficjalnie wspierana przez państwo. Ale to nie oznacza, że odmienne interpretacje nie przenikają do ludzi. Gdyby tak było, to Hanz nigdy by się nie dowiedział, że Piłsudski rabował pociągi.
Eviva
Użytkownik
#7 - Wysłana: 30 Cze 2011 20:04:14
Czy dobry był? Czy zły?

Czy więcej wziął? Czy dał?

Ktoś kiedyś powie,

Tak jak kronikarz będzie chciał...



Lecz nie zabraknie uszu, wystarczy krat,

Gdy na srebrnikach stoi tron...

Trudno ukryć radości blask,

Gdy szary jest każdy kąt...



I coraz trudniej będzie spokojnie spać,

Bo anioł-stróż we wszystkich snach

Gdy ktoś, kogo boimy się

Poczuje też zwykły strach...



Czy dobrze to? Czy źle?

Kto rację miał? Kto ma?

Pomyśleć warto,

Kiedy kroniki jeszcze brak


tekst L. Makowiecki
Elaan
Użytkownik
#8 - Wysłana: 30 Cze 2011 20:50:56 - Edytowany przez: Elaan
Madame Picard:
Przecież musiały istnieć źródła i na temat pierwszego kontaktu z Voyagerem, i na temat Cochrane'a, a jeśli tak, to nie wierzę, że ktoś do nich nie dotarł.

Skoro tak , to dlaczego załoga Enterprise nie wie jak naprawdę wyglądał Cochrane i Deanna musi dowiadywać się tego z poświęceniem godnym podziwu ?
Gdyby znali prawdę o twórcy napędu Warp , knajpa byłaby pierwszym miejscem , gdzie by go szukali .
Doctor_Who
Użytkownik
#9 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:04:11 - Edytowany przez: Doctor_Who
Madame Picard

Madame Picard:
Przecież musiały istnieć źródła i na temat pierwszego kontaktu z Voyagerem, i na temat Cochrane'a, a jeśli tak, to nie wierzę, że ktoś do nich nie dotarł.

Łatwo to sobie wyobrazić w Federacji, natomiast w przypadku sytuacji z Living Witness właściwie za mało wiemy jakie manipulacje nagromadziły się przez stulecia, żeby rozsądzić dlaczego doszło do takiego a nie innego efektu końcowego. Ponadto dostępu do Strażnika też przecież nie mieli.

W przypadku Fedków natomiast sprawa wydaje mi się o tyle zabawna, że nie posądzam ich o jakieś manipulacje ile o patrzenie na Cochrane'a z punktu widzenia obowiązującego w ich czasach ideału człowieka.

Tak samo jak niektórzy dziś robią, przykrawając go do współczesnych wartości i standardów, ze Spartakusa wręcz obrońcę praw człowieka i orędownika zniesienia całkowitego niewolnictwa. Zaś wspominając dokonania okrętów odkrywających nowe lądy, nie chcemy pamiętać, że zazwyczaj szeregi ich załóg rekrutowały się z przestępców i szelm, dla których ucieczka na statek płynący na koniec ówczesnego świata bywała często sposobem na ucieczkę przed stryczkiem.

Dobrym przykładem w sztuce takiego trafienia kulą w płot jest - moim zdaniem - adaptacja Tristana i Izoldy Kevina Reynoldsa, gdzie autor skądinąd próbując oddać wiarygodnie materialny wymiar życia we wczesnym średniowieczu (kostiumy, dekoracje), wykłada się całkiem na niezrozumieniu mentalności ówczesnych ludzi. W rezultacie Izolda jest całkiem współczesną kobietą pragnącą niezależności. Źródłem cierpień Tristana jest nie fakt, że nawiązując romans z żoną swego króla, łamie kodeks rycerski, zdradza suwerena. Po prostu najzwyczajniej w świecie po ludzku dręczą go wyrzuty sumienia, będących efektem świadomości tego, iż oszukuje człowieka, który wiele dla niego zrobił. Król Marek natomiast sportretowany został niejako jako pierwszy wielki demokrata na drodze pokojowej dążący do pojednania zwaśnionych plemion.

Tu natomiast już dochodzimy do problemu, na ile świadomość historyczna i nasza wiedza o przeszłości jest pełna i czy potrafi przez to wyłapać takie dysonanse.

W Lemowskim Powrocie z gwiazd opisany jest mianowicie film ''historyczny'' z przyszłości, którego akcja dzieje się w wieku XX. Jego bohater z rana we fraku wchodzi do baru, na stołku przysiada poły fraka i sączy piwo przez słomkę. Wiedzą, że ''coś jest nie tak'' dysponuje na tyle niewielki procent widowni, że producenci mogą się z nim nie liczyć (tak samo jak w hollywoodzkim Quo Vadis Marek Winicjusz odwiedza Petroniusza i wita go swojskim jankeskim "hello", po czym ten w ten sam sposób mu odpowiada. Do szczęścia brakowało chyba tylko tego, żeby obaj panowie klapneli sobie na tych leżankach i Petroniusz zagaił do Winicjusza ''to co, może po whiskey" ?).
Eviva
Użytkownik
#10 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:16:57 - Edytowany przez: Eviva
Doctor_Who

To, o czym napisałeś, to niestety bolączka wielu współczesnych filmów "historycznych". Roznegliżowana i wymalowana jak k...szon dziewoja z tatuażami, biegająca z łukiem po lesie, zostałaby w średniowieczu spalona na stosie - a widzowi wciska się ją jako "bojowniczkę króla Artura". W epoce muszkieterów dama łapiąca za szpadę i udająca dzielnego rębajłę zostałaby zamknięta w klasztorze dla poprawy obyczajów. Nie są to moje dywagacje - coś niecoś o tamtych czasach i ich obyczajowości wiemy i o ile można, dla przykładu, zaakceptować Marion w męskim przebraniu, to Marion w mini z gołymi nogami i biustem nieomal na wierzchu (widziałam taką wersję) źle by skończyła.
Doctor_Who
Użytkownik
#11 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:22:45 - Edytowany przez: Doctor_Who
Eviva

Pół biedy jeżeli reżyser sobie robi zgrywę i mówi jakoby do przeciętnego widza ''I ty nie wiesz jak drzewiej bywało, i mnie to g...uzik obchodzi, bo ten film jest i tak dla draki''.

Czasem jednak takie ingerencje mają podłoże ideologiczne, a czy wtedy to już nie podpada jako fałszowanie historii??

Pytanie do FederacyjnegoMSZ. Pewnie będzie wiedział.

Jak w filmach z bloku wschodniego o II WŚ witali się żołnierze nazistowscy?
Eviva
Użytkownik
#12 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:34:02 - Edytowany przez: Eviva
Doctor_Who:
Jak w filmach z bloku wschodniego o II WŚ witali się żołnierze nazistowscy?

A nie mówili "Zdrastwcje"? W każdym razie mówili przez "Wy", to wiem na pewno.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#13 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:35:17
Doctor_Who

Oglądając siedemnascie mgnień nocy nie zwrociłem uwagi, ale pewnie Witajcie Towarzysze..
Doctor_Who
Użytkownik
#14 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:38:06 - Edytowany przez: Doctor_Who
Eviva

Fedek milczy, więc odpowiem. Większość Niemców należała do NSDAP, która była partią narodowo ale socjalistyczną i obowiązywała tam forma "Parteigenosse" czyli towarzyszu (partyjny). Natomiast w pierwszym lepszym filmie spotyka się zazwyczaj dwóch panów, w klapach obydwu tkwią znaczki partyjne i jeden do drugiego per "Herr". Władza ludowa, a tym bardziej sowiecka mogła pozwolić by ''towarzyszenie'' przeszło.

EDIT: A tego w ''Siedemnaście...'' faktycznie nie pamiętam... Ale to już było po niejakiej odwilży...
Eviva
Użytkownik
#15 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:40:32
FederacyjneMSZ

Stirlitz mawiał "Informacja do przermyślenia"
Madame Picard
Moderator
#16 - Wysłana: 30 Cze 2011 21:51:27
Elaan:
dlaczego załoga Enterprise nie wie jak naprawdę wyglądał Cochrane i Deanna musi dowiadywać się tego z poświęceniem godnym podziwu ?

Bo scenariusz pisały matołki.

Doctor_Who:
W przypadku Fedków natomiast sprawa wydaje mi się o tyle zabawna, że nie posądzam ich o jakieś manipulacje ile o patrzenie na Cochrane'a z punktu widzenia obowiązującego w ich czasach ideału człowieka.

To podobno doborowa załoga flagowca. Wypadałoby wiedzieć coś więcej niż wypis ze szkolnej czytanki.

Sami tu piszecie, że "nie mówi się i nikt nie wie, że coś tam było tak", a Wy jakimś cudem wiecie. Znaczy, że ta wiedza jest dostępna.

Nie wierzę, że nie było żadnego historyka, który dotarł do źródeł o tym, jaki był Cochrane, nawet jeśli część ludzi by nie chciała tego wiedzieć. Zwróćcie uwagę, jak modne są badania i publikacje odbrązowujące postacie historyczne.
Jurgen
Moderator
#17 - Wysłana: 1 Lip 2011 08:34:07 - Edytowany przez: Jurgen
Madame Picard:
Dlatego też te przywołane przez Ciebie sytuacje z Treka wydają mi się dość naciągane. Przecież musiały istnieć źródła i na temat pierwszego kontaktu z Voyagerem, i na temat Cochrane'a, a jeśli tak, to nie wierzę, że ktoś do nich nie dotarł.

A tam. My źródłami dysponujemy (i to jakimi: dokumenty z szacunkami strat i zniszczeń z obu stron, filmy, zdjęcia, o relacjach naocznych świadków nie wspominając) i co? I dalej wierzymy w "swoją" wersję historii. Choćby bombardowania w czasie drugiej wojny światowej...

Madame Picard:
To podobno doborowa załoga flagowca. Wypadałoby wiedzieć coś więcej niż wypis ze szkolnej czytanki.

W treku w ogóle - poza wyjątkami w postaci Parisa i Rikera - ci oświeceni "nowi federacyjni ludzie" zadziwiali swoją niewiedzą i ignorancją co do czasów mniej więcej nowożynych (XVIII-XX w., nawet XXI bo przecież na sądzie Q to Data musiał im tłumaczyć, o co chodzi). Najlepszym przykładem jest załoga Kirka w STIV. No ale chyba chodziło o to, żeby pokazać, jacy to oni są fajni w stosunku do naszych czasów.

PS Swoją drogą, czy lata 80-te to nie były już czasy, co do których trek miał "swoją historię" odmienną od naszej (np. wojny eugeniczne, statki hibernacyjne)? A idąc dalej, co z VOYem i "Future End" (o ile dobrze pamiętam tytuł odcinka?)
Madame Picard
Moderator
#18 - Wysłana: 1 Lip 2011 16:09:48
Jurgen:
My źródłami dysponujemy (i to jakimi: dokumenty z szacunkami strat i zniszczeń z obu stron, filmy, zdjęcia, o relacjach naocznych świadków nie wspominając) i co? I dalej wierzymy w "swoją" wersję historii.

Słowo-klucz: wierzymy.
To, że pewne grupy chcą wierzyć w swoją interpretację historii, nie zabrania innym szukać i dowiadywać się o sprawach z innego punktu widzenia.

Piszecie tak, jakby społeczeństwo było monolitem i panowała w nim jedynie słuszna wersja historii. Tylko Wy jakimś cudem dowiedzieliście się o innej. Naprawdę sądzicie, że jesteście takimi wybrańcami? Bo ja myślę, że wielu ludzi wie to samo, co wiecie Wy.
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Historia to tylko legenda, co do której wszyscy się pogodzili?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!