USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Wokół DS9
 Strona:  ««  1  2  3  ...  8  9  10  11  12  13  14  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#301 - Wysłana: 12 Paź 2014 20:42:16
Q__:
Mav, Queerbot - coś do Waszego ogródka?

To nic zaskakującego. Wiadomo, że DS9 to anty-Trek
Q__
Moderator
#302 - Wysłana: 12 Paź 2014 22:40:35
Mav

Mav:
To nic zaskakującego.

A jednak jakiś tam impakt medialny ma:

"Sirtis referred to “Star Trek: Deep Space Nine” as “Deep Sleep Nine,” and when one fan questioner called “Next Generation” the best TV show ever, Shatner said, “I agree with you, with the exception of the show that I was on.”"

"Roddenberry was an unabashed optimist about humanity’s future, and he had definite rules for what his characters would and wouldn’t do – he wasn’t interested in delving into politics and other issues that might have required a more pessimistic or darker outlook."
http://blogs.wsj.com/speakeasy/2014/10/11/star-tre k-the-next-generation-cast-holds-reunion-at-new-yo rk-comic-con/

"Im Rahmen der Dreharbeiten habe er rausgefunden, dass Gene Roddenberry ein Edikt für AutorInnen erlassen hatte, nachdem es keine zwischenmenschlichen Konflikte auf der Enterprise-D geben dürfe. Die Konfilkte in "Star Trek: The next Generation" mussten immer von außerhalb kommen, z.B. durch Aliens. Dies wäre für die AutorInnen extrem schwierig gewesen. Nach Roddenberry's Tod habe man dieses Edikt zurückgezogen, wodurch sie die inhaltliche Ausrichtung von "The next Generation" und aller Serien danach entschieden verändert habe.

Patrick Stewart findet, dass dies nicht zum Nachteil der Serie gewesen wäre. Im Gegenteil, die Sendung sei dadurch interessanter geworden. Brent Spiner fügte außerdem hinzu, dass Rick Berman Roddenberry's Ideale weiter beachtet hätte. Oftmals hat er sich gegen eine spezielle Szene ausgesprochen, da diese zu weit von Gene's Idealen entfernt gewesen wäre.

Einen interessanten Einblick, wie "Star Trek" sich entwickelt hätte, wäre Gene Roddenberry nicht so früh verstorben gab Marina Sirtis. Sie erzählte:

"Wenn Gene noch am Leben gewesen wäre, hätte es 'Deep Space Nine' nie gegeben. Als ihm die Idee präsentiert wurde, hat er absolut Nein gesagt. Er meinte "Star Trek" handele von der Erforschung des Weltalls und nicht von einem Hotel im Weltraum. Es wäre also nie etwas daraus geworden.""

http://www.trekzone.de/content/dt/news/2014-10-12- 1-roddenberry-war-gegen-deep-space-nin.htm
Q__
Moderator
#303 - Wysłana: 14 Paź 2014 00:27:52 - Edytowany przez: Q__
Swoją drogą ciekawe jest jak często w Zachodnim fandomie (choćby pod tym tekstem o wypowiedzi Sirtis, ale przebija to również z tekstów, które przywołuję w poście #302) pojawia się krytyka roddenberry'owskiej idei Treka, z czym zresztą zgadzają się i dawni Roddenberry'ego podwładni (jedni kręcąc DS9, inni - jak Patrick Stewart - twierdząc, o czym też jest powyżej, że późne TNG było lepsze i domagając się więcej akcji, więcej krwistych - niekoniecznie krwawych, acz to też - wątków zbudowanych na konfliktach itd.).

Rozumie się łatwiej w świetle tego tak negatywne przyjęcie przez fandom TMP i takie odcięcie się od tegoż filmu epigonów (począwszy od Meyera), aczkolwiek nie rozumie się - jeśli jest się mną - czemu niezadowoleni nie przerzucili uwagi na jakąś inną franczyzę, albo nie stworzyli jej sobie od zera, po swojemu. Wolę już chyba Straczynskiego i jego Fivers (w większości niezadowoleni Trekerzy/ex-Trekerzy) z uczciwym postawieniem sprawy: tworzymy nowy, własny świat, cokolwiek w opozycji (nawet jeśli stan taki został wymuszony przez Bermana, który wolał zamiast B5 robić z kolegami DS9), zamiast podczepiać się pod cudze, sprawdzone, logo.

BTW. nurtuje mnie teraz bardziej na ile AND była zmarnowanym dziedzictwem Roddenberry'ego, na ile zaś kolejnym epigońskim pomysłem - w tym wypadku Wolfe'a - przebranym w cudze piórka.

ps. Inna sprawa, że skoro już w/w przebranie/podczepienie nastąpiło nie czuję się w prawie sugerować fanom tego co Berman czy Abrams sprzedali pod logo ST, jakoby byli miłośnikami czegoś gorszego czy niepełnowartościowego (bo zrodzonego z gwałtu na cudzej wizji), przeciwnie, uważam, ze różnica zdań i gustów jeśli ciekawie wyartykułowana i podparta sensowną argumentacją może tylko dobrze zrobić forum.
Znaczy: ludzie, jeśli chcecie kochajcie choćby i Renegades!
Mav
Użytkownik
#304 - Wysłana: 14 Paź 2014 01:05:31
Q__:
aczkolwiek nie rozumie się - jeśli jest się mną - czemu niezadowoleni nie przerzucili uwagi na jakąś inną franczyzę, albo nie stworzyli jej sobie od zera, po swojemu.

Wiadomo, że Trek miał i ma wielu fanów na świecie, więc Star Trek w tytule gwarantował w pewnym sensie sukces, a na pewno brak problemów z uzyskaniem gotówki na serial od wytwórni.

Q__:
TMP

Z tym TMP, to jest taki problem, że nie wiadomo do końca na ile był to pomysł G.R. wynikający z nazwijmy to głosu jego serca, a na ile narzucona przez niego samego względem siebie misja stworzenia ambitnego filmu SF? Czy naprawdę on tego chciał, czy czuł, że musi chcieć?

Myślę, że mimo wszystko to właśnie pierwsze sezony TNG są najbliższe jego wizji, nie ujmując nic TMP.
Q__
Moderator
#305 - Wysłana: 14 Paź 2014 09:47:38 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Wiadomo, że Trek miał i ma wielu fanów na świecie, więc Star Trek w tytule gwarantował w pewnym sensie sukces, a na pewno brak problemów z uzyskaniem gotówki na serial od wytwórni.

Pytałem retorycznie. Względy płynące z tego, że petunia nie omlet czy jakoś tak i z legalnych możliwości to ja znam. Chodziło mi o prawo - za przeproszeniem, bo nie lubię wielkich słów - moralne.

Mav:
Z tym TMP, to jest taki problem, że nie wiadomo do końca na ile był to pomysł G.R. wynikający z nazwijmy to głosu jego serca, a na ile narzucona przez niego samego względem siebie misja stworzenia ambitnego filmu SF? Czy naprawdę on tego chciał, czy czuł, że musi chcieć?

Myślę, że mimo wszystko to właśnie pierwsze sezony TNG są najbliższe jego wizji, nie ujmując nic TMP.

Tylko, że znów wczesne TNG to jest często adaptowanie historii napisanych uprzednio na potrzeby szykowanej Phase 2, pod nową załogę i usiłujący się szarogęsić (czasem nawet z pozytywnym skutkiem - to on przeforsował obsadzenie Stewarta) Berman - nadzorca z ramienia Paramountu.

Tak w zasadzie nie wiem czy kiedykolwiek dostaliśmy czystą wizję Roddenberry'ego, ale zdaje się, że da się ją sobie zrekonstruować wyciągając część wspólną z dwu pierwszych sezonów TOS (z "The Cage" włącznie, a raczej na czele), TMP (wersji powieściowej i filmowej) i pięciu i pół sezonów TNG (z większym naciskiem na te powstałe przed dołączeniem do ekipy Pillera*), do czego dojdą nam pewne elementy TAS (z którego jednak sam G.R. nie był - koniec końców - zadowolony) i - być może - dwu pierwszych sezonów AND.

* o dalszych Roddenberry miał rzec Gerroldowi:

"Anyway, this is the way Star Trek is running itself now. Stories are done solely under the guidance of Michael Piller and Rick Berman. It is their responsibility now, and I could not possibly step in and violate that arrangement."
http://www.canonwars.com/STCanon.html#III-B-2

Wypadnie mi tu zresztą zacytować fragment dyskusji użytkowników Memory Beta:

"Gene Roddenberry never had creative control or royalty ownership in his contract to that studio. In reality, Roddenberry was betrayed around 1970 when he stopped getting a regular paycheck for the show. IF you think that watching post-Roddenberry Star Trek is an abomination, try to remember that Roddenberry only wrote two or three episodes, and worked on a year-and-a-half of the Original Series, cocreated TAS and TNG, and helped with the early drafts of The Motion Picture. Roddenberry excused himself from day-to-day work on TOS season 3, he was excluded from working creatively on Star Trek II, III, IV, V and VI and was forced to retire for health reasons after half-a-year of TNG."
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Forum:"Star_Trek _is_Being_Stolen"

ps. Przywołajmy jednak dla równowagi i jedną z tych opinii, że DS9 jest najlepszym z Treków, a Abrams ocalił franczyzę zrujnowaną przez TNG:
http://spinoff.comicbookresources.com/2011/01/30/1 0-things-to-hate-about-star-trek-the-next-generati on/
I drugą reprezentatywną dla silnie krytycznych wobec roddenberry'owskich założeń TNG (stojących natomiast po stronie tzw. buntu scenarzystów przeciw nim):
http://futureprobe.blogspot.com/2009/10/beware-haw aiian-shirted-saviors.html
http://futureprobe.blogspot.com/2012/07/roddenberr ys-box.html
Q__
Moderator
#306 - Wysłana: 25 Lis 2014 12:24:37
Ha! Ciekawa rzecz mi się wygooglała - artykuł pokazujący jak witano DS9, gdy się rodziło:
http://articles.latimes.com/1993-01-03/news/tv-786 _1_star-trek
(Przewija się przy tym przez ten tekst pytanie czy Roddenberry by DS9 zaakceptował?)
Dathon
Użytkownik
#307 - Wysłana: 26 Lis 2014 23:20:47
Q__
Moderator
#308 - Wysłana: 30 Gru 2014 19:21:17 - Edytowany przez: Q__
Q__
Moderator
#309 - Wysłana: 12 Sty 2015 21:10:39
Jeszcze raz o "In the Hands of the Prophets", a raczej - jak tytuł każe - refleksje osnute wokół w/w odcinka:
http://www.realclearscience.com/blog/2013/06/creat ionism-in-schools-wisdom-from-star-trek.html
Q__
Moderator
#310 - Wysłana: 20 Kwi 2015 14:39:38
Cykl b. ciekawych artykułów o urokach DS9:
http://priorityonepodcast.com/category/articles/de ep-dive-nine/
(Zaglądajcie pod ten link systematycznie, cykl dopiero się rozkręca...)
Q__
Moderator
#311 - Wysłana: 5 Maj 2015 20:15:59 - Edytowany przez: Q__
O kolorystyce DS9 (w opozycji do TNG):
http://io9.com/5959983/star-trek-deep-space-nine-w as-literally-darker-than-tng
Zacytujmy zresztą:

Here's how he describes the lighting on The Next Generation:

Well, we looked at through muslin over the ceiling and it had some plexiglass up there as well, so you were able to get a nice ambient light coming down from the top, but then we went with very large sources which helped round things out and then anytime we shot Michael Dorn and what we called the turtle head, you get a little stronger top light which would then accentuate those bumps that he had on that large forehead, so that gave a little more…

And here's how the sets were lit on Deep Space Nine:

Because you could have light depravation after a while, especially on Deep Space Nine with dark, dark, gray sets and low lights and contrast... It was actually a choice that was consciously made to make it darker and grittier. They were not as pristine a ship as the enterprise was. And, I think that the characters and the places that they traveled…it was a darker, a little seedier environment than the pristine world the enterprise was (in).

He notes that even when they went to a planet on DS9, it was usually not a place with a lot of sunlight



I próba zrozumienia zasad gry w Chula z "Move Along Home":
http://io9.com/star-trek-ds9-played-the-most-dange rously-idiotic-game-482540203
Q__
Moderator
#312 - Wysłana: 14 Sier 2015 11:04:34
Q__
Moderator
#313 - Wysłana: 31 Sier 2015 22:20:12
B. ciekawa analiza piątego sezonu DS9:
http://trekclivos79.blogspot.com/2015/08/this-plac e-where-i-belong-deep-space.html

(Co by nie gadać widoczna w nagłówku tejże analizy scena z Dukatem i piłeczką jest świetna.)
Q__
Moderator
#314 - Wysłana: 22 Wrz 2015 08:39:00
Ależ pochwała DS9 - zdaniem autora powinna być wzorcem dla uwspółcześniającego reBootu ST i to wzorcem nie wymagającym w sumie poprawek:
http://www.forbes.com/sites/alexknapp/2011/10/27/h ow-to-reboot-star-trek-for-modern-tv/
(Acz przyznał, że TNG miewało lepsze odcinki.)
Q__
Moderator
#315 - Wysłana: 18 Lis 2015 12:01:33
Q__
Moderator
#316 - Wysłana: 20 Lis 2015 14:32:18 - Edytowany przez: Q__
Cóż... wziąłem się za ten szósty sezon DS9, w całości (co niech wytłumaczy czemu tak późno w nocy zamieszczałem tu swoje posty) i - muszę szczerze przyznać, że demonizowałem go.
Właściwej wojny mamy tam sześcioodcinkową story arc (właściwie siedmio, bo dochodzi "Call to Arms"), przy czym "Rocks and Shoals" i "Sons and Daughters" w swych głównych wątkach są bardziej standalone'ami w klasycznym stylu, continuity dotyczy wątków tła.
Po odbiciu Stacji mamy w zasadzie z powrotem klasycznego Treka (co oznacza i klasyczne buraki ) tyle, że z mroczniejszym klimatem, bo gdzieś tam toczy się wojna (ale to - zazwyczaj - tylko nieznacznie większy mrok niż ten, który wątki klingońskie TOS i cardassiańskie późnego TNG znały). W zasadzie tylko w dwu epizodach ten wojenny klimat wychodzi na plan pierwszy - w "In the Pale Moonlight" (acz o stratach wojennych tam raczej słyszymy, niż widzimy je), bo determinuje postępowanie Sisko i Garaka (choć umiałbym sobie wyobrazić podobny, nawet mroczniejszy w sumie, odcinek o budowaniu pokojowej koalicji), oraz w odcinku "Valiant" (choć i z tego dałoby się zrobić pokojową misję eksploracyjną przekształcającą się w pewnym momencie w desperacką walkę). No i w początkowej scenie - mówiącego w sumie o czymś zupełnie innym - znakomitego "Far Beyond the Stars". Poza tym zagrożenie ze strony Dominium używane jest jako fabularny pretekst, zamiast Obcych odcinka.
And one more thing: jeśli chodzi o sprawę Wormhole'a nie wycofam się ze swoich zarzutów tak łatwo, ale muszę przyznać, że jest to mniej sknocone niż zapamiętałem. Wojska i sprzęt klonujący Dominium trafiają na Cardassię jeszcze na pokojowym etapie zdarzeń (bierność GF/UFP do tego momentu można w sumie uznać za typowo Federacyjną). Gdy dochodzi do eskalacji Wormhole zostaje zamknięty - najpierw własnymi siłami (co można uznać za mieszczące się w ideologii Federacyjnej samodzielności demonstrowanej i wobec Q), bo zaminowany. Gdy to zawodzi Ben gada z kim trzeba.
Podsumowując: eksperyment z sześcio/siedmioodcinkowcem nie każdemu się musi podobać, sceny bitew nadal mam za kiepskie i przebajerzone, a przy tym idące na łatwiznę (nie-Roddenbery'owska, nadmiarowa, ilość obecnych na ekranie jednostek, efekciarstwo, brak sensownej taktyki) i niezbyt mi się podoba mroczno-depresyjny skręt Sisko (zasadniczo zgadzam się z tym co pisała na ten temat ongiś Madame Picard), ale ogólnie większa część tego sezonu to jest klasyczny - raz lepszy, raz gorszy - Trek, z czego parę odcinków jest naprawdę wyśmienitych.
Jest natomiast jedna rzecz, której się muszę solidnie czepnąć. To - oczywiście - wątek Dukata od "Waltz" (włącznie) w górę i wątki mistyczne z udziałem Pah Wraiths. Owszem, każdy sezon Treka miał swoje wpadki, ale te odbieram szczególnie boleśnie, bo wiem że budują fundamenty pod nędzę większej części sezonu siódmego*.

* Ten powtarzałem sobie niedawno i wartościowe są tam w sumie albo typowe odcinki pojedyncze typu "Field of Fire", ale i "The Siege of AR-558" (niezależnie od tego co sądzę o stronie technologicznej tego epizodu), albo pojedyncze sceny/wątki (najlepszy przykład - współpraca Kiry z Damarem)... Przy czym, choć i z tamtego sezonu da się wyłowić godne uwagi rzeczy, unosi się nad nim atmosfera straszliwego, niestrawnego, mętniactwa...

Czyli: oficjalnie zmieniam swoje zdanie i uznaję szósty sezon DS9 za wartościowego Treka. (Jeszcze trochę i o VOY to napiszę, na tym beztrekowiu* .)

* Bo, oczywiście, nie wykluczam że pewien wpływ na moją - wyższą niż poprzednio - ocenę sezonu szóstego miało obcowanie z NEM, filmami Abramsa, nędznymi wizualnie i/lub skupionymi głównie na walce Trekami nieoficjalnymi, próby oswojenia się z - przeważnie abominacyjną jednak - stroną wizualną ENT, itp. Pp prostu miło czasem dla odmiany obejrzeć Treka, który porządnie wygląda i jest - zazwyczaj - solidnie zagrany, a bohaterowie - nawet gdy, teoretycznie, wojna się toczy - raczej rozmawiają na ważne tematy niż biegają, wrzeszczą i strzelają...
Q__
Moderator
#317 - Wysłana: 26 Lis 2015 19:11:57
SKoST o siódmym, ostatnim, sezonie DS9:
http://trekclivos79.blogspot.com/2015/11/the-end-f inality-of-deep-space-nine.html

ps. Psioczyłem na ten sezon ostatnio, ale jedną rzecz będę mu długo pamiętał na plus:
Maveral
Użytkownik
#318 - Wysłana: 26 Lis 2015 22:16:28
Q__:
wątki mistyczne z udziałem Pah Wraiths

To mi jakoś nigdy do Treka nie pasowało. Te widma wydawały mi się bardziej jakimiś istotami magicznymi (jakaś pochodna Ifrytów, coś w ten deseń) niźli po prostu osobnikami "z krwi i kości". O ile dobrze pamiętam, to pojawiły się chyba po wymówieniu inkantacji, co też ma w sobie jakąś iskrę zjawisk paranormalnych, a Trek raczej odrzucał takie nienaturalne rzeczy.

Przyznam jednak, że już wcześniej miałem taki dylemat w odcinku TNG: Skin of Evil. Osobnik tam przedstawiony też zdawał się być przedstawicielem istot "magicznych". Ja tego w Treku nie kupuję.
Q__
Moderator
#319 - Wysłana: 26 Lis 2015 23:38:56 - Edytowany przez: Q__
Maveral

Maveral:
Przyznam jednak, że już wcześniej miałem taki dylemat w odcinku TNG: Skin of Evil. Osobnik tam przedstawiony też zdawał się być przedstawicielem istot "magicznych".

No, to wyegzorcyzmowane w jedną postać zło całego gatunku faktycznie zgrzytało, nawet jeśli mieściło się w TOSowej teatralności, dziedziczonej przez TNG...*

* "The Enemy Within" niby otwiera drogę do tego...

Maveral:
Ja tego w Treku nie kupuję.

Ani ja. Aczkolwiek teoretycznie istnienie wszystkich takich cudów da się podeprzeć (fatalnym skądinąd) odcinkiem TOS "Catspaw" sugerującym, że magia to - po prostu - odmienny paradygmat, odmienny sposób uprawiania nauki ("You call it magic, you call it science.", cytując Kirka). Oczywiście nie umiem sobie wyobrazić jaki model teoretyczny może pogodzić ów paradygmat z Federacyjnym... Może ten z Mage: the Ascension? Tylko czy on zgodny jest z duchem Treka?
Q__
Moderator
#320 - Wysłana: 11 Mar 2016 19:03:09
Zebrane oryginalne teasery DS9 reklamujące serię, gdy dopiero wchodziła na ekrany:
http://www.youtube.com/watch?v=RmT-Dxuj8U8
Q__
Moderator
#321 - Wysłana: 29 Kwi 2016 08:26:36 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Wiadomo, że DS9 to anty-Trek

A jednak, znów będę chwalił DS9. Powtórzyłem sobie - jak łatwo się domyślić na podstawie tego, że powoływałem się nań w dyskusji o monitoringu - odcinek drugiego sezonu DS9 - "Armageddon Game". Prawdę mówiąc byłem po prostu ciekaw jak wyglądała kondycja tytułowej serii w momencie, w którym kończył się gwałtowny spadek jej pierwotnej, dość wysokiej, popularności, a więc zarazem dobiegała finału złota era Treka.
Muszę przyznać, że to, co zobaczyłem godne jest uczciwego 3/4 w skali Jammera, stanowiąc jeden z porządniejszych kawałków SF w historii ST. Gdyby nie pewien element idiot plotu umożliwiający w ogóle bohaterom przeżycie upierałbym się przy 3,5/4.
Fabuła jest b. prosta. Dwa gatunki Obcych (w zasadzie dałoby się je zamienić na niehumanoidy), które toczyły ze sobą wojnę używając broni bazującej na połączeniu nano- i biotechnologii, atakującej zaś geny ofiar, nie są jej w stanie samodzielnie zniszczyć, choć podjęły decyzję o zawarciu pokoju (kojarzy się trochę "Pokój na Ziemi" Lema i wizja - nanotechnologicznej m.in. - broni, która uniezależnia się od swoich twórców). GF wysyła na pomoc oficerów z najbliższej stacji - O'Briena i Bashira.
Panowie, pracując ze wsparciem najwybitniejszych miejscowych naukowców na pokładzie ichniego statku-laboratorium, dokonują o co ich poproszono - znajdują sposób na jej zniszczenie. Zdążają nawet zameldować Benowi, że osiągnęli sukces i śpieszno im do domu. Kiedy jednak inicjują stosowne procedury do laboratoryjnych pomieszczeń wdzierają się żołnierze jednej z pogodzonych stron i masakrują naukowców. Naszym sympatycznym oficerom udaje się przeżyć (bo też wykazują się refleksem i wytrenowaną skutecznością w walce z napastnikami). Niestety O'Brien zaatakowany został przez tubylczą broń nanobiogeniczną z rozbitego pojemnika. Jeśli nie znajdzie się w nowoczesnym Federacyjnym ambulatorium - umrze. Na runabouta, zaś, nie mogą się przesłać - napastnicy zakłócają. Przesyłają się w desperacji na pobliską, zniszczoną wojną, planetę, ustawiając wcześniej systemy statku tak, by się przeciążyły zacierając ślad Transportu.
Teraz fabuła przebiega dwutorowo - na Deep Space 9 przybywają zgodnie przedstawiciele obu Obcych gatunków deklarując Sisko, że O'Brien przypadkiem aktywował stary program bezpieczeństwa, który wywołał automatyczne "odkażenie" pomieszczeń statku z życia, ale mimo tej tragedii on i Bashir czczeni będą jako bohaterowie, którzy odegrali kluczową rolę w procesie pokojowym. W roli dowodu Obcy przywożą stosowne - omawiane już - nagranie.
Sisko szykuje się do przekazania hiobowych wieści rodzinom "poległych". Odo chce przeprowadzić własne śledztwo w sprawie. Dax i Kira całą noc wspominają Juliana rozmawiając i pijąc u Quarka, który przyłącza się do ich prywatnej "ceremonii żałobnej", by - zgodnie z Zasadami Zaboru - uczcić pamięć znakomitych klientów (przy okazji dowiadujemy się, że Bashir podarował Jadzii swoje pamiętniki; Dax chce je odesłać jego rodzicom, Kira twierdzi, że powinna uszanować wolę Juliana - zachować je i przeczytać).
Ben przychodzi do Keiko, która domyśla się celu jego wizyty. Na jej życzenie zostawia jej nagranie "ostatnich chwil" męża.
Pani O'Brien niedługo potem "rewizytuje" komandora. Twierdzi, że nagranie jest zmanipulowane, bo widać na nim jak Miles pije kawę po południu, a on nigdy tego nie robił o takiej porze. Keiko upiera się, że zna nawyki swojego męża i przekonuje Sisko do przyjrzenia się sprawie osobiście.
Ben planował wysłać po "osieroconego" runabouta i na ceremonię czczącą zniszczenie broni, oraz pamięć tych, którzy tego dokonali, Dax, postanawia jednak lecieć z nią (czemu nie zabrali Odo? nie wiem...).
Doktor i inżynier starają się tymczasem, po prostu, przeżyć (powracają przy tej okazji echa wojennej przeszłości O'Briena) i naprawić znalezione urządzenie komunikacyjne, by wezwać pomoc - tych Obcych, których mają za niewinnych masakry... Julian dodatkowo dokonuje cudów, by w polowych warunkach ustabilizować stan Milesa, wciąga go też w rozmowę. Opowiada mu np. o tym dlaczego nigdy się nie ożenił - miał ukochaną, znaną (i słynną z piękności) balerinę, której ojciec - medyczna sława - mógł mu w dodatku pomóc w karierze medycznej na Ziemi. Wybrał jednak służbę w GF, a baletnicę zostawił - nie chciał jej narażać ani na czekanie (zwł. że zamiast na niego mogłaby się doczekać na zawiadomienie o tym, że zginął), ani na włóczenie się z nim po Galaktyce. Twierdzi, że częste małżeńskie kłótnie O'Brienów dowodzą, iż postąpił słusznie... Miles nie zgadza się z nim: małżeństwo, budowanie relacji z kimś to jest przygoda większa od kosmonautyki i - mimo wszelkich kłótni - warto.
Dax i Sisko dotarli tymczasem na miejsce. Ben zyskuje na czasie prowadząc kurtuazyjne rozmowy z tubylcami , Jadzia znajduje w pamięci runabouta nieudolnie wymazany ślad wezwania Transportu awaryjnego, a to może oznaczać, że "polegli" jednak żyją.
Tymczasem do doktora z coraz słabszym inżynierem przybywa minister - przedstawicielka strony, którą uznają za niewinną zerwania pokoju. Chcą ją powiadomić o niebezpieczeństwie. Zostaje im uświadomione, że są w błędzie - Obcy z obu zwaśnionych ludów uznali, że nie tylko broń musi zginąć, zabić należy również wszystkich, którzy mają o niej dość wiedzy, by móc ją odtworzyć, w tym O'Briena z Bashirem. Minister towarzyszy ambasador drugiej ze stron oraz żołnierze, gotowi rozstrzelać obu oficerów GF na miejscu. Inżynier chce umrzeć na stojąco, mówi doktorowi, że wielkim honorem była służba z nim.
Gdy jednak pada salwa... Julian i Miles znajdują się nagle na pokładzie runabouta, ściągnął ich tam - w ostatniej sekundzie - Sisko.
Obcy przybywają na spotkanie runabouta ogromnym okrętem, nie chcą wojny z Federacją, ale domagają się wydania dysponujących niebezpieczną wiedzą oficerów. W odpowiedzi Ben przypuszcza samobójczy atak... zdalnie sterowanym runaboutem, drugim - korzystając z zamieszania - ucieka wraz ze swoimi ludźmi.
Na DS9 O'Brien wraca do zdrowia. Bashir jest podekscytowany czasem spędzonym wspólnie - męska przygoda, żołnierskie braterstwo.... Tymczasem Miles mówi Keiko, że lubi Juliana, ale męczył się z nim strasznie. Domaga się też, by zrobiła mu kawy. Na zdziwienie żony - przecież ty nie pijasz kawy po południu..." - odpowiada równie zaskoczonym: "oczywiście, że pijam!".

Odcinek ten wiele ma plusów - należy do nich to, w czym DS9 było najlepsze, czyli budowanie ciekawych, wielowymiarowych, relacji między bohaterami, należą też - niekoniecznie kojarzące się akurat z tą serią b. przyzwoite wątki naukowe (przypomnijmy: broń bazująca na nanotechnologii, ale i - na sfałszowanym nagraniu - "czysta", acz śmiercionośna broń radiacyjna, szerszy rzut oka na godnie futurystyczne techniki zapisu stosowane w XXIV wieku, nawet sprawa odzyskania danych z pamięci runabouta - widać informatyczną przewagę UFP). Uzupełnione jest to adekwatnymi widoczkami:



Twórcy pamiętają nam nimi przypomnieć, że bohaterowie są kosmonautami, pokazują też ciekawy obraz spustoszonej wojną nanotechnologiczną planety...
Do tego Ben wypada tu bardzo dobrze, jako ratujący sytuację dowódca, kompetentny, zdolny do niekonwencjonalnego myślenia i do podejmowania brawurowych akcji (nawet gdy tą akcją jest zasadniczo ucieczka). Nie ma może charyzmy poprzedników, ale ma ich skuteczność.
Ponadto jest to epizod b. lemowski - rozmowy o małżeństwie, historia ziemskiej miłości Juliana - to wszystko b. przypomina "Obłok Magellana", a znów Keiko doprowadzająca do uratowania życia męża w wyniku posiadania fałszywej wiedzy o jego nawykach wygrywa - jak pilot Pirx, dzięki swoim defektom i mankamentom, swojej niedoskonałości i irracjonalnej niechęci przyjęcia do wiadomości, że jej ukochany nie żyje (co jednocześnie ładnie zazębia się z tezą Milesa o zaletach małżeństwa).

Owszem, brak jakiejś głębszej filozoficznej syntezy (choć gdzieś w tle powraca pytanie czy cel uświęca środki i czy gotowi mordować w imię pokoju do pokoju dojrzeli), ale liczyłbym pewnie ów epizod do arcydzieł ST gdyby nie jedno... Otóż pojawia się pytanie po co Obcy wysyłali partaczących robotę żołnierzy (którzy w dodatku mogą wygadać kiedyś prawdę o dokonanym przez siebie mordzie założycielskim ), skoro można było spowodować zdalnie autodestrukcję statku laboratoryjnego czy choć aktywację jego systemów radioaktywnego "odkażania"... Jak widać cała fabuła miała szansę się rozegrać tylko dzięki głupocie antagonistów. Ale takie naiwności to dość częste zjawisko w całym ST. W końcu może i O'Brien musi cierpieć (i znów to robi), ale bohaterowie muszą przeżyć... (Inna sprawa, że gdyby Trek traktował swoją SFowość jeszcze bardziej serio może komputer runabouta, monitorujący stan swoich pilotów i ich środowisko, wykrywając pierwszą dawkę zagrażającej im radiacji czy oznaki podejrzanej aktywności komputera laboratorium mógłby ich stamtąd zabrać automatycznie tak, czy siak...)
No i wychodzi po raz kolejny, że stacja bez własnych statków to nie jest dobry pomysł (znaczy: jakiś Defiant był, jednak, konieczny), jak się ma tylko promy trudno podjąć równą walkę, gdy trzeba.

(Ponadto, acz to już ew. zarzut do dalszych odcinków, nie do tego - nanotechnologia militarna jest doskonale znana UFP jak wynika za słów Bashira. Gdzie zatem była w czasie wojny z Dominium?)
Q__
Moderator
#322 - Wysłana: 29 Kwi 2016 08:28:00 - Edytowany przez: Q__
cd. bo nie weszło

Można też robić ew. twórcom zarzut z tego, że jest to Trek praktycznie bez klasycznych scenografii (3/4 akcji rozgrywa się na terenie postapokaliptycznej planety - w jednym budynku w sumie, a sama DS9 jaki styl ma - każdy widzi) UFP/GF - szczęśliwie dość GFowate wnętrza statku-laboratorium to częściowo kompensują (kolejny argument za przydatnością Defianta w fabule). I z ganiania z giwerami zdobycznymi, jakby eleganckich fazerów-cricketów nie było... (Paliło się scenarzystom do tej wojny, oj paliło...)

Niemniej... mimo tych - w praktyce b. drobnych - zgrzytów jest to naprawdę solidna historia, w której sposób rozegrania fabuły jest bodaj ważniejszy od niej samej. I większość recenzentów się ze mną zgadza:
http://www.jammersreviews.com/st-ds9/s2/armageddon .php
http://www.kethinov.com/startrekepisodes.php?serie s=3&season=2&epnumber=13
http://www.ex-astris-scientia.org/episodes/ds92.ht m#armageddongame
http://dauntlessmedia.net/startrek/2-13-armageddon -game-ds9-review
http://www.douxreviews.com/2015/10/star-trek-deep- space-nine-armageddon.html
SKoST też liczy go do jaśniejszych punktów sezonu, dostrzegając technologiczne smaczki:
http://trekclivos79.blogspot.com/2014/06/deep-spac e-nine-season-two-creation-of.html

Zatem: szczerze polecam! (Tym bardziej, że jest to zarazem Trek ze swojego najlepszego okresu, pamiętający, że ma być dobrą SF, i DS9 w swojej najlepszej DS9owatości, tj. dodająca do klasycznej trekowości najlepsze co miała do dodania - skupienie na czynniku ludzkim i narracyjne wyrafinowanie czyniące historię lepszą w oglądaniu, niż w streszczeniu... Szkoda, że tak niedługo potem nadciągnęła era wojenek i - co gorsza - era Bragi...) Zwł. tym, którzy twierdzą, że DS9 to samo zło...
Maveral
Użytkownik
#323 - Wysłana: 18 Maj 2016 11:08:44
Na nowo zacząłem sobie oglądać całe DS9. Jestem obecnie w połowie drugiego sezonu i to samo wrażenie pozostało, czyli jest kilka ciekawych odcinków, ale generalnie pierwsze dwa sezony są dość nudne. Mimo wszystko, te nudne dwa sezony nadają głębi postaciom kiedy to już na dobre pojawia się Dominium. Mamy pokazaną post-okupacyjną skazę na Bajoranach, konflikt wewnętrzny Sisko "oficer GF vs ikona religijna Bajoru", przemianę, czy też dorastanie Noga, rodzącą się przyjaźń O'Biena z Bashirem itp. itd. Łatwiej później zrozumieć zachowania niektórych postaci

Nasunęły mi się też pytania:

1. W jednym z odcinków, Bashir chce pożyczyć "runabout'a", aby lecieć z Garakiem na Bajor. Sisko nie chce mu dać maszyny bez wyraźnego powodu, którego doktor nie ma, gdyż Garak mówi do niego zagadkami. Pytanie zatem, czy Sisko chciał po prostu o wszystkim wiedzieć jako dowódca, czy też chodziło o "wypełnienie papierków", w których trzeba podawać gdzie, kto, z kim i po co? Zastanawia mnie biurokracja w GF, czy kapitanowie musieli się "tłumaczyć" w raportach z absolutnie wszystkiego, czy też mogli sobie, ot tak, dać komuś "runabout'a" na swoją wyłącznie odpowiedzialność?

2. Mając w pamięci dalsze sezony DS9 nie sposób oprzeć się wrażeniu, że siły w naszej galaktyce są mniej więcej rozłożone równomiernie i nadspodziewanie na wyrównanym technologicznie poziomie. Spośród tylu ras żadna nie odstaje jakoś znacznie ponad resztę, zwłaszcza technologicznie, co jest dla mnie dziwne, gdyż moim zdaniem np. "głupie 10000" lat dłuższego rozwoju technologicznego, to jest już przepaść, a to wygląda tak, jakby wstkie rasy "wystartowały" w tym samym czasie (nie licząc wymarłych, jak np. Ikonianie). Trek to jakoś tłumaczy?
Q__
Moderator
#324 - Wysłana: 18 Maj 2016 14:22:03 - Edytowany przez: Q__
Maveral

Maveral:
Zastanawia mnie biurokracja w GF, czy kapitanowie musieli się "tłumaczyć" w raportach z absolutnie wszystkiego, czy też mogli sobie, ot tak, dać komuś "runabout'a" na swoją wyłącznie odpowiedzialność?

Nasuwają się tu dwie, sprzeczne, wersje. Patrząc na TOS, wczesne TNG i VOY - można sądzić, że kapitanom wolno było b. wiele. Patrząc na DS9 ma się często odmienne wrażenie.
Być może było to rozwiązane pragmatycznie - dowódcy snujących się po pograniczu/poza granicami Federacji eksplorerów (oczywiście odpowiednio dobrani charakterologicznie) mają szeroką autonomię. Dowódcy stacji kosmicznych w znacznie większym stopniu podlegają biurokratycznym regulacjom. Może to być, zresztą, regulowane b. prosto - stopień kapitańskiej autonomii rośnie, zgodnie z jakimś podziałem strefowym, w zależności od odległości od światów stołecznych UFP?

BTW. gdy o runaboutach mowa... mnie tam zastanowiło (gdy oglądałem "Armageddon Game") co innego - czy koncepcja stacji nie mającej własnych statków (choćby jednego) miała sens? To ciągłe uciekanie (finał w/w odcinka się kłania), te sytuacje, które trzeba było rozwiązać fabularnie w sposób naciągany, by bohaterowie ocaleli (vide finał "The Jem'Hadar"). Ta bezsilność gdy nie ma jakichś potężniejszych statków w okolicy*... Zdaje mi się, że Piller czegoś tu nie domyślał jak należało...

* I to datująca się od pilota, wspomnijmy:

(A Cardassian warship is on the viewscreen)
O'Brien: Message coming in from their commander, Gul Dukat.
Kira: Dukat. He used to be the Cardassian Prefect of Bajor.
O'Brien: He's requesting permission to come aboard to greet us. Surely a coincidence that the Enterprise just left.


Tak, co by o Defiancie nie gadać, jakiś statek był stacji konieczny... A propos
http://www.youtube.com/watch?v=iOeV2Q6kTuY

Maveral:
Mając w pamięci dalsze sezony DS9 nie sposób oprzeć się wrażeniu, że siły w naszej galaktyce są mniej więcej rozłożone równomiernie i nadspodziewanie na wyrównanym technologicznie poziomie. Spośród tylu ras żadna nie odstaje jakoś znacznie ponad resztę, zwłaszcza technologicznie, co jest dla mnie dziwne, gdyż moim zdaniem np. "głupie 10000" lat dłuższego rozwoju technologicznego, to jest już przepaść, a to wygląda tak, jakby wstkie rasy "wystartowały" w tym samym czasie (nie licząc wymarłych, jak np. Ikonianie).

Tak w zasadzie to zwracał już na to uwagę Mav, lata temu:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=1678&page=18#msg259298
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=3811&page=0#msg285282
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=285&page=1#msg260766
Q__
Moderator
#325 - Wysłana: 28 Maj 2016 19:24:24 - Edytowany przez: Q__
Tak w zasadzie to, co Simon Pegg powiedział o Yorktown, a co - jaki (czyt. jak nędzny) by się ten Beyond nie okazał - b. dobrze pasuje do ideologii, sposobu myślenia, UFP, pozwoliło mi nazwać i doprecyzować jeden z problemów jakie od dawna miałem z DS9 i jej estetyką... Nie chodzi o to, że estetyka wnętrz tej stacji nie jest fajna - na swój sposób jest fajna, lubiłem ją, Herman Zimmerman się przy niej napracował - i to widać, ale... zgrzytała mi, teraz już umiem powiedzieć dlaczego... Wszyscy znamy styl UFP - miękkie opływowe linie, komfort - estetyka Ent-D, za którą Mav chciał zabijać. Znamy też styl bajorański - taki trochę kosmiczny Tybet z dużą ilością pomarańczowego.
Zatem.. Powiedzmy sobie szczerze - nam może się podobać, ale dla Fedków i Bajoran ta zdobyczna stacja musiała - za przeproszeniem - wyglądać jak kupa . (Tym drugim kojarząc się w dodatku każdym elementem swojej stylistyki z obecnością znienawidzonego okupanta*.) Pytanie więc dlaczego - w czasie pierwszych sezonów - nie widzimy jak stara Terok Nor staje się nową DS9, dlaczego nie widzimy stopniowej - a radykalnej w efektach - przeróbki wnętrz (choćby obniżenia tych progów, na które narzekała Melora). Rozumiem, że ruszanie szkieletu stacji nie ma sensu, to już pewnie lepiej nową zbudować, ale to co w środku? Widzieliśmy jak mocno dało się przebudować kirkowego Entka, więc czemu nie siskową stację?

* BTW. w moim mieście jest kościół, dawna rosyjska cerkiew wojskowa... Pierwszą rzeczą jakiej dokonano po wyjściu carskiej armii było poutrącanie jej złotych, typowych dla architektury prawosławia, cebulowatych kopuł by wyglądała mniej rosyjsko (dziś sam proboszcz tego kościoła uważa to za barbarzyństwo, ale była to zrozumiała, dość typowo ludzka, reakcja). Sądzę że - na zdrowy rozum - po wyzwoleniu wewnętrzne elementy stylu cardassiańskiego na DS9 spotkałoby to samo... Część zewnętrznych pewnie też... Przecież Terok Nor to był dla Bajoran najbardziej znienawidzony symbol okupacji, nadobłoczna siedziba głównego zbrodniarza, który rządził ich życiem jak bóg. Przejęcie takiego symbolu powinno być również należycie rozegrane w warstwie symbolicznej, przez oswojenie go, uczynienie znakiem czegoś odwrotnego niż dotąd...

(Rozumiem, że scenarzyści chcieli mhroku, po to im były te wnętrza - cytowałem. Ale czy aby nie ułatwili sobie kosztem logiki?)
Q__
Moderator
#326 - Wysłana: 1 Cze 2016 03:37:37 - Edytowany przez: Q__
Mav

Napisałeś niedawno, że DS9 to był:
Mav:
nudny) serial obyczajowy w kosmosie

I tak się jakoś zdarzyło, że - wysławszy Berndowi Schneiderowi cynk o najnowszym odcinku STC - jąłem przeglądać recenzje (a właściwie streszczenia) poszczególnych epizodów ST na EAS, co czyniąc wspominałem poszczególne fabuły i doszedłem do wniosku, że sam nie wiem, któremu serialowi przydarzyło się najwięcej epizodów żenujących (czy był to TOS, TAS, VOY, ENT, a może nawet TNG), ale faktem jest, że to DS9 miało najwięcej odcinków nudno-obyczajowych, takich wypełniaczy czasu antenowego, (i najmniejsze, chyba, po ENT i TAS stężenie ewidentnych hitów na sezon*).
Z drugiej, jednak, strony przypomniałem sobie również te rozmaite pillerowskie smaczki, to jak potrafiły wzbogacić - dość nijaką - fabułę "Melory", jak dodały smaku omawianej tu przeze mnie "Armageddon Game", i wspomniałem jak zgodziliśmy się kiedyś z Queerbotem co do istotności takich wątków DS9...
Jakby Ci to wyjaśnić... Owszem, zgodzimy się że w Treku ważniejsze jest co innego - filozofia, przesłanie społeczne, smaczki naukowe, technologia, nawet TMPowsko-TNGowska estetyka, ale... przypomnij sobie początkowe sceny TMP, ten - robiący spore wrażenie - koloryt klingoński i wolkański... Otóż DS9 - co byś o nim nie sądził - robi właśnie to samo, wnosi do kanonu (jeśli wolisz: do ogólnego obrazu Treka), różne fajnie zaprojektowane gatunki (przykładem Trille, rasa po którą sięgają nawet autorzy TOSowych fanprodukcji - pewnie dlatego, że wymaga mało charakteryzacji), i sporo rozmaitego związanego z nimi (z gatunkami już znanymi też) kolorytu (chociażby ilekroć zobaczę klingońską knajpkę w POT wspominam skąd jest wzięta**). Przy czym: jak byś nie oceniał całokształtu tej serii, jej konwencji, itd. to co zobowiązywała się dodać w tym zakresie do ST - dodawała i trzymało to zazwyczaj wysoki poziom. Przypuszczam, że to właśnie zdecydowało o akceptacji tej serii przez D.C. Fontanę - jedną z postaci kluczowych dla powstawania TOS, TAS i TNG.
Jasne, z obecnej perspektywy powolnego, a systematycznego, podupadania Treka na rozumie, łatwo Ci widzieć w DS9 początek końca itp., ale w swoim czasie było to konieczne - choć nie najistotniejsze, jako się rzekło - dodawanie ST tego, czego może zabrakło, sytuującemu się bliżej bieguna czystych intelektualnych abstrakcji, TNG, a co jednak uważał za ważne sam Roddenberry (vide w/w elementy TMP - tego roddenberry'owskiego wzorca Treka, vide fakt, że dał Pillerowi i Bermanowi błogosławieństwo na realizację takiego projektu***). Czegoś, co stanowiło jednak istotną składową ogólnej fajności ST.
(Choć, owszem, najcenniejszym wkładem DS9 w Treka nie jest kolejna monolityczna forma typu TOS, TMP i TNG, raczej fikuśna podszewka do tej formy...)

Znaczy: nie bądź bardziej roddenberry'owski od samego G.R. i od Fontany, postaraj się też spojrzeć na DS9 z perspektywy czasów, które je zrodziły (sam pisałeś, że wtedy seria ta Cię uwiodła - uwiodła, bo wnosiła brakujący, pożądany, element), a nie obecnej degrengolady ST (ani nawet tego, jak się skończyła****)...

* acz jak już te hity się pojawiały, to należały do najmocniejszych w historii ST, mówiąc uczciwie...

** http://www.youtube.com/watch?v=FJO0tAbpgiU

*** choć, prawdopodobnie, wykląłby ich za jego ostateczne wykonanie...

**** może, po prostu, potencjału obyczajowości starczyło na mniej sezonów, zwł. gdy twórcy zaczynali gubić ideały ST, a sięgnięcie po wojnę było formą przyznana się do tego wyczerpania, przy jednoczesnym braku chęci do wcześniejszego kończenia serialu...
Q__
Moderator
#327 - Wysłana: 19 Cze 2016 13:11:59 - Edytowany przez: Q__
Q__:
Pytanie więc dlaczego - w czasie pierwszych sezonów - nie widzimy jak stara Terok Nor staje się nową DS9, dlaczego nie widzimy stopniowej - a radykalnej w efektach - przeróbki wnętrz (choćby obniżenia tych progów, na które narzekała Melora). Rozumiem, że ruszanie szkieletu stacji nie ma sensu, to już pewnie lepiej nową zbudować, ale to co w środku?

Jeszcze a propos:

One egregious reset is in the episode "To the Death," where the Defiant returns to the station to find one entire pylon has been blown up by a Jem'Hadar raid. It makes for a shocking visual, but by the next episode the station looks like new....because they fixed it. In the Cardassian architectural style. It's unlikely that the Cardassians would have provided them with the materials to do so, though.
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/ResetBu tton

Przypomnijmy to sobie:


I potem ta naprawa...


Dorodne buraczysko?

(Nawiasem: jak da się tak ekspresowo naprawiać idealnie podrabiając cardassiański styl, to i szybko przebudować by się dało... )

ps. Z innej beczki - "Wired" o tytułowej serii:
http://www.wired.com/2015/05/binge-guide-star-trek -ds9/
Seybr
Użytkownik
#328 - Wysłana: 19 Cze 2016 20:52:53
Q__

Nasi tam byli z chinczykami.
Maveral
Użytkownik
#329 - Wysłana: 9 Paź 2016 16:30:40 - Edytowany przez: Maveral
Kontynuuję sobie oglądanie DS9. Akurat skończyłem 5 sezon i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to świetny serial, który w mojej hierarchii na pewno jest lepszy od VOY i ENT, zaś z TNG przegrywa tylko przez mój sentyment do tegoż. Do rzeczy jednak, bo mam pytanko ;)

Inżynieria genetyczna Dominium stoi na naprawdę wysokim poziomie. Czy sądzicie, że Zmienni są na tyle mądrą rasą, że wszystkie te manipulacje genetyczne, stworzenie Jem'Hadar i Vorta, są tylko i wyłącznie ich dziełem, czy też korzystali ze zdobyczy innych cywilizacji? Z obrazu jaki się wyłania wygląda na to, że Zmienni bardziej wolą się kisić w swoim "great link" niż zająć się badaniami naukowymi. Z drugiej strony, z ich zdolnościami nietrudno byłoby im wykradać od innych ras technologie.

Zmienni - zdolna rasa, czy złodzieje? ;)
Q__
Moderator
#330 - Wysłana: 9 Paź 2016 16:56:00 - Edytowany przez: Q__
Maveral

Maveral:
Kontynuuję sobie oglądanie DS9.

Fajnie, że wszyscy sobie do Treka zaczynamy wracać .

Maveral:
Czy sądzicie, że Zmienni są na tyle mądrą rasą, że wszystkie te manipulacje genetyczne, stworzenie Jem'Hadar i Vorta, są tylko i wyłącznie ich dziełem, czy też korzystali ze zdobyczy innych cywilizacji?

Zapachniało mi to sytuacją a la Krall (znaczy: że mieli szczęście do znalezisk/wykopalisk)...

Maveral:
Z obrazu jaki się wyłania wygląda na to, że Zmienni bardziej wolą się kisić w swoim "great link" niż zająć się badaniami naukowymi.

Z drugiej strony może być tak, że to, co dla humanoidów jest wiedzą, do której dochodzi się drogą powolnego poznania naukowego (którego efekty kumulują się pokoleniami), w ich wypadku mieści się w pakiecie tego o czym ma się pojęcie dzięki użyciu (może nawet od niechcenia) naturalnych zdolności? Potrafią transformować się na poziomie submolekularnym, zmieniać swoją masę (a raczej - jak twierdził jeden z twórców, bodaj Wolfe - chować jej nadmiar w zakrzywieniu czasoprzestrzeni własnej roboty)... Jeśli kontrolują wszystkie te procesy w pełni świadomie* (nie mają jakiegoś odpowiednika autonomicznego układu nerwowego, zawiadującego wieloma procesami poniżej progu świadomości, tylko ich umysł** bezpośrednio steruje każdą cząstką elementarną ich ciała), któż wie jakie jeszcze rzeczy potrafią dzięki temu zrozumieć, czym manipulować...

* Co by b. pasowało do takich typków, których zbiorowa charakterystyka mieści się - znów cytując myśl Wolfe'a - w określeniu "an obsessive-compulsive control freak" .
BTW. Popatrzmy jak się ta potrzeba kontroli objawia nawet u tak niewinnego nawet osobnika tego gatunku jak Odo:
http://www.youtube.com/watch?v=0i4Uy8OT6DA

** Ciekawe, swoją drogą, na jakiej zasadzie działający w sytuacjach takich, jak te pokazane w odcinku "Chimera"? Czy chowa się wtedy do tej mniemanej podprzestrzennej kieszeni, a w roli cząstek mgły, czy tego-co-się-pali (piszę tak, bo przecież - nie wiem jak twórcy tego odcinka - ale my chyba nie będziemy postrzegać ognia na sposób empedoklesowo-paracelsusowy), zostają tylko jego efektory? Zresztą ogólnie te ich transformacje, ich mechanizm i to jakim cudem ich - b. płynna - struktura jest rozumna to cała seria naukowych zagadek...

(Inna sprawa, że skoro - jak twierdził znów Echevarria - mogą kopiować cudze układy nerwowe wraz z zawartością, to teza o użyciu naturalnych zdolności nie musi się kłócić z hipotezą kradzieży technologii... Mogli nawet w jej posiadanie wejść zupełnym przypadkiem wręcz... Ot, któryś z nich skopiował umysł, w którym - o czym wcześniej nie wiedział - była ta wiedza...)
 Strona:  ««  1  2  3  ...  8  9  10  11  12  13  14  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Wokół DS9

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!