Nalezy koniecznie, tzn. ja np. nie ogladalem po kolei, tylko wyrywkowo i i tak mi sie BARDZO podobalo, ale ja zanim sie zabralem do ogladania to wiedzialem juz o historii B5 niemal wszystko i rozkminialem o co chodzi. A ze mialem slabe lacze i jeden odcinek sciagalem pare dni, totez wybieralem tylko te najlepsze i najslynniejsze ;).
Historia jest przezajebista, na dodatek z grubsza zostala wymyslona przez JMS zanim jeszcze zaczeto krecic jakiekolwiek odcinki. Od poczatku mialo byc 5 sezonow symbolizujacych 5 lat i wszystkie zalozenia zostaly po mistrzowsku zrealizowane. Po prostu cudo. Bardzo inne niz Star Trek (choc ma kilka podobienstw do DS9 ;)), ale wg mnie wcale nie gorsze. Ciezko te dwa swiaty porownywac, bo ST jest jednak duzo starsze i ma bogatsza historie (tj. wiecej seriali, filmow itd.), jednak IMO swiat B5 w niczym nie jest gorszy. To dowod na to, ze nadal mozna wymyslic cos swiezego i arcyfajnego w swiecie sci-fi (serial powstal w latach 90!). Cudo. Zreszta posluchaj tej historii...
Jest XXIII wiek. W pewnej znanej nam wszystkim czesci galaktyki Droga Mleczna zyje sobie rasa ludzi. Niby nie sa jakos specjalnie zaawansowani technologicznie podlug innych ras, jednak sa zaradni, odwazni i wcale nie boja sie wojen czy konfliktow - w razie czego walcza o swoje i idzie im to nawet niezle. Lacza ich stosunki dyplomatyczne z dwoma glownymi rasami - Centauri, zaawansowana technologicznie rasa, ktora kiedys wladala duza czescia Galaktyki, teraz jednak Imperium nie jest juz tak potezne. Druga rasa sa Narnowie, ktorzy nie tak dawno temu wyzwolili sie spod okupacji Centauri. Ziemianie slysza tez pogloski o innej rasie, Minbari, ale praktycznie nic o nich nie wiedza. Ambasador Centauri wyraznie odradza z nimi kontakty i mowi, ze ich cywilizacja jest tak rozwinieta, iz nawet jego rasa nie bylaby w stanie podjac z nimi jakiejkolwiek walki...
Tymczasem na drugim koncu galaktyki, pewien bardzo wazny polityk (nie pamietam niestety jego stanowiska - nazwijmy go Kanclerzem) prosi Rade o pozwolenie na odszukanie Z'ha'dum, niemal mitycznej planety Cieni, hiperzaawansowanej rasy, jednej z Pierwszych, ktorych rozwoj trwa miliony, jesli nie miliardy lat. Cienie niemal zawladnely Galaktyka kilkaset lat temu, ale zostaly pokonane przez Vorlonow, innych Pierwszych, oraz grupe mlodszych ras wlasnie z Minbari na czele, prowadzonych przez Valena, czczonego na Minbarze niemal jak bostwo. Inicjatywe Kanclerza popiera Delenn, bardzo charyzmatyczna Minbaryjka i w koncu udaje mu sie zebrac flote kilku krazownikow wojennych, jednych z najpotezniejszych okretow galaktyki, by wyruszyc w poszukiwaniu planety Cieni. Przepowiednia bowiem mowi, ze Cienie powroca...
Tymczasem Ziemianie wysylaja swoja wlasna niewielka grupe okretow w poblize granicy z Minbari, zeby dowiedziec sie czegos wiecej o tej rasie...
[tu mozesz przestac czytac, bo wszystko co pisze bedzie pokazane w filmie Babylon 5: In The Beginning, ktory polecam obejrzec jako pierwszy. z drugiej strony powiem, ze ja to wszystko wiedzialem PRZED obejrzeniem filmu i w niczym mi to nie przeszkodzilo, a nawet ogladalo mi sie jeszcze lepiej - wreszcie widzialem jak to naprawde bylo]
Chyba tylko przypadek sprawil, ze ziemska flota napotkala wlasnie flote Kanclerza.
Najlepsze ziemskie okrety nie mogly nawet namierzyc minbaryjskich krazownikow, a co dopiero przeskanowac. Widac bylo tylko ich rozmiar, piekny i budzacy groze wyglad i...
Minbaryjski zwyczaj nakazuje, aby w razie pierwszego kontaktu, jesli sie ma pokojowe zamiary, zblizac sie z otwartymi lukami uzbrojenia aby pokazac, ze nie ma sie nic do ukrycia...
Napiecie rosnie. Floty sie zblizaja, dowodca sil ziemskich nie moze zdobyc zadnych konkretnych danych na temat obcych okretow, widzi tylko rozmyte echa na ekranach czujnikow. Wie, ze nie moze ich namierzyc. Wie, ze oni juz dawno go przeskanowali i ze ich czujniki sa tak silne, ze zaklocaja dzialanie jego systemow. Wie, ze sie zblizaja i ze maja bron gotowa do strzalu...
Kanclerz dostaje wiadomosc od oficera, ze wlasnie napotkali Ziemian i ze starym zwyczajem okazania pokojowych zamiarow, podchodza z otwartymi lukami uzbrojenia...
-Kto wydal taki rozkaz?! - zdazyl zapytac.
Ziemski kapitan nakazuje otwarcie ognia. Na Minbaryjski krazownik sypie sie grad plazmowych kul. Kolejny przypadek sprawil, ze kilka strzalow trafilo w to samo miejsce, ze kilkunastometrowy, praktycznie nieprzebijalny dla Ziemian pancerz Minbaryjskiego Krazownika Wojennego w tym miejscu nie wytrzymal i ze eksplozja poranila odlamkami wlasnie Kanclerza. Umieral w ramionach Delenn. On jeden wiedzial, ze wg Przepowiedni to wlasnie Ziemianie maja odegrac kluczowa role w nastepnym spotkaniu z Cieniami...
-Zabic ich! Zabic ich wszystkich! Scigac ich az do ich rodzimej planety! Spalic ich swiat! - zrozpaczona Delenn w furii wykrzyczala te slowa, wciaz trzymajac swojego dlugoletniego przyjaciela...
Okrety Minbari otworzyly ogien. Ziemskie krazowniki blyskawicznie wykonaly skok w hiperprzestrzen, jednak przez ta sekunde kilka z nich zostalo po prostu rozdartych na strzepy przez Minbaryjskie promienie neutronowe.
Rozpoczela sie wojna.
[tu juz naprawde nie musisz czytac, bo spoileruje In The Beginning i nawet moze cos innego, choc to wlasnie to co teraz napisze totalnie mnie podjaralo na B5]
Ziemianie nie mieli zadnych szans. Obojetnie jakich sil by nie wyslali, nikt nigdy nie wracal do domu. Minbari mieli lepsze taktyki, ich krazowniki wojenne klasy Sharlin byly nieporownywalnie wytrzymalsze, szybsze i przede wszystkim lepiej uzbrojone od ziemskich pancernikow Nova i niszczycieli Hyperion. Ziemianie jednak walczyli dzielnie. Ani przez moment nikt w bitwie nie uciekal. Kolejne Ziemskie floty atakowaly Minbaryjskie krazowniki, byle tylko zdobyc chwile czasu dla kolejnej kolonii, byle tylko mogl wystartowac kolejny prom z uciekinierami. Wciaz jednak nikt nie wracal. Jeden z Minbaryjskich krazownikow, Blackstar, w pojedynke potrafil zniszczyc cala ziemska grupe bojowa bez strat wlasnych.
To juz byl koniec. Minbari lada chwila mieli zaatakowac Ziemie. Pani Prezydent Ziemi wyglosila przemowienie, wzywajace kazdy statek zdolny do walki do ustawienia sie pomiedzy Ziemia , a Ksiezycem, a wszystkie inne statki do pomocy przy ewakuacji. Ziemianie juz od dawna chcieli sie poddac, jednak Minbari nie podejmowali zadnych rozmow politycznych.
Ostatnia Flota Ziemska liczyla 20 000 okretow i mysliwcow zebranych na orbicie Ziemi. Nikt z nich nie liczyl na powrot do domu, nikt z nich nie liczyl nawet na to, ze ich dom za kilka godzin w ogole bedzie istnial. Wszyscy jednak wiedzieli, ze kazda sekunda, ktora tutaj zdobeda, moze umozliwic skok w hiperprzestrzen kolejnego statku z uchodzcami.
Moment, gdy z hiperprzestrzeni wylatuja Minbaryjskie krazowniki, jest dla mnie jedna z najlepszych scen w In The Beginning. O ile ziemska flota byla liczna, o tyle Minbaryjczycy po prostu zasypali Ziemian okretami, z ktorych kazdy mogl zniszczyc kilka, kilkanascie lub kilkadziesiat najlepszych ziemskich okretow. Walka byla zaciekla, choc jednostronna. Ziemskie mysliwce taranowaly minbaryjskie krazowniki, nawet wieksze statki probowaly tego dokonac, niestety nic z tych rzeczy nie przynosilo rezultatow.
[tego juz totalnie polecam nie czytac... choc ja to tez wiedzialem

]
Delenn juz od pewnego czasu zrozumiala, ze ta wojna nie ma sensu i ze rozpoczelo ja zwykle nieporozumienie. Nie mogla juz jednak jej zatrzymac. W ostatnim akcie desperacji, na pokladzie jednego z krazownikow, poprosila kapitana, by pozwolil jej przesluchac jednego Ziemianina zanim nie bedzie juz kogo przesluchac. Delenn patrzyla na panoramiczny, wirtualny obraz bitwy w centrum dowodzenia i miala w pamieci zdanie z przepowiedni: "The truth points to itself"...
...W tym samym czasie J. Sinclair atakowal minbaryjski krazownik, gdy zostal trafiony jakims odlamkiem i jego Gwiezdna Furia klasy Aurora stracila cale uzbrojenie i wiekszosc uzbrojenia...
-Nie w ten sposob! Do diabla, nie w ten sposob! Komputer, kurs na ten krazownik, pelny ciag, dopalacze gotowe na moj znak!
Sinclair pedzil w swoim mysliwcu prosto na krazownik Delenn...
-Ten! - powiedziala, pokazujac palcem na zblizajacy sie mysliwiec. Z krazownika wystrzelily promienie sciagajace i Sinclair dostal sie na poklad.
Zbadano go. Okazalo sie, ze ma... minbaryjska dusze! Jak to mozliwe? Jesli tak jest, to nie mozna zabijac ludzi, bo odwieczne prawo mowi, ze Minbari nie moze zabic Minbari!
[/koniec spoilera]
Nagle statki Minbari przestaly strzelac oraz oglosily kapitulacje. Zaden Ziemianin przez dlugi czas nie wiedzial, czemu tak sie stalo. Przeciez juz wygrali. Z 20 000 ziemskich statkow, zostalo 200.
Od tego czasu Minbari zostali sojusznikami Ziemian, ktorzy tworzyli kolejne stacje Babylon, majace jednoczyc rozne rasy i zapobiec wojnie. Wszystkie jednak po kolei zostaly zniszczone, a Babylon 4... po prostu zniknela w chwile po ukonczeniu (w serialu okaze sie, ze odegrala kluczowa role w ... historii! podobnie jak Sinclair!). Ziemianie jednak nigdy latwo sie nie poddawali. Wybudowali jeszcze wieksza i lepsza stacje niz pozostale. Miala niemal kilometr srednicy i ladnych pare kilometrow dlugosci. Zaprosili na nia ambasadorow wszystkich znanych ras. W ten sposob, mimo walecznej natury, chaosu i grozby nadejscia Cieni, a moze wlasnie dzieki temu, powstal Babylon 5. Nasza ostatnia, najlepsza nadzieja na pokoj...
/Sh1eldeR