Zastanawia mnie mianowicie z etosem jakich fikcyjnych organizacji się - na jakimś etapie swojego życia - utożsamialiście (lub nadal utożsamiacie), w których wymyślonych grup szeregach widzieliście się w swoich młodzieńczych (czy mniej młodzieńczych

) fantazjach.
Dla mnie niewątpliwie organizacjami takimi były:
nasza Gwiezdna Flota, Green Lantern Corps., X-Men (ten
rodzinny klimat szkoły Xaviera), Zakon Jedi, Imperial Navy (grało się w TIE-Fightera

), dyplomacja leguinańskiej Ekumeny, Instytut
południowo-progresorski*, i -
last, but - stanowczo -
not least 
- bliżej niedookreślone lemowskie służby kosmonautyczne (Patrole itd.) odbierane też przez pryzmat utworów Clarke'a, Nourse'a, Fiałkowskiego i Peteckiego oraz doniesień o prawdziwych lotach na Księżyc i na orbitę. A znam też takich co b. chcieli się uczyć w Akademii Pana Kleksa

.
* Praca dla którego jawiła się z małoletnio-naiwnej perspektywy okazją do przeżycia iście muszkieterskich przygód.
A jak to wygląda/ło w Waszym wypadku?