Dziś mamy rocznice wizyty Martego McFly's podróżującego w czasie z roku 85.

W związku z tym zachęcam Was do dyskusji na temat wizji przeszłości, które wieszczono nam w różnych produkcjach spod znaku SF, a które się nie sprawdziły. Czy nie jesteście trochę rozczarowani przyszłością? Owszem nie sprawdziły się niektóre apokaliptyczne wizje przyszłości, jak wojny eugeniczne, które miały mieć swój finał w 1996 roku, a Skynet nie zbuntował się 29 sierpnia 1997 roku, powodując nuklearną zagładę... Ale z drugiej strony nie ma też sztucznej inteligencji na podobieństwo HAL'a 9000, nie mamy technologii hibernacyjnej i nie latamy na Jowisza, jak wieściła
Odyseja kosmiczna 2001, gdzie loty kosmiczne były dość powszednie. Nie ma nawet stałej bazy na Księzycu, która wedłóg filmu,
Horyzont zdarzeń, miała powstać w bieżącym roku:

Nie ma też oczywiście fruwających samochodów, samo-zawiązujących się butów, latających deskorolek, ani miniaturowej żywności, która po podgrzaniu powiększa się do normalnych rozmiarów! A najgorsze, że nie nakręcono 19-nastej części
Szczęk - tym ostatnim jestem szczególnie rozczarowany!

Natomiast przewidywania
Robocopa nie były tak dalekie od prawdy - Detroit rzeczywiście leży w ruinie.
A jakie są wasze ulubione wizje przyszłości, które nigdy się nie sprawdziły? Jakich wizji przyszłości żałujecie, a z jakich cieszycie się, że się one nie ziściły? Czy uważacie, że któraś z filmowych przyszłości może się jeszcze ziścić z pewnym poślizgiem, czy też są to tak nierealne przewidywania, że nigdy nie dojdą one do skutku?
