annamiannami:
"Babylon 5" mi się bardzo podoba, ale jestem dopiero w drugim sezonie, więc sporo jeszcze przede mną.
Cóż, istnieje stary spór o to, który sezon B5 jest najlepszy - trzeci czy drugi. Niedługo sama ocenisz, czy teraz właśnie obcowałaś z tym, co tam najlepsze, czy było ono jeszcze przed Tobą.
BTW. Zachęcam Cię do aktywności w topicach o B5. Mamy ich kilka.
annami:
Stary "Battlestar Galactica" jest przyjemny do oglądania i ma mojego ulubionego Lorne'a Greene'a, ale bardzo mocno widać po nim upływ czasu
Prawda. Mam identyczne wrażenie, ten serial b. szybko stał się archaiczny, zwł. wizualnie. Właściwie był już taki w chwili powstania - wszedł bowiem na ekrany już po wysokobudżetowych SW i znacznie bardziej realistycznym technicznie Space: 1999, a sam był znacznie bardziej jak TOS (bez ładunku TOSowej ponadczasowej głębi jednak). Niemniej - miło się go ogląda.
annami:
"Andromedę" też całkiem dobrze się ogląda, choć nie lubię, kiedy pojawia się za dużo Magogów-pomijając oczywiście Rev Bema
Bo zagrażają bohaterom, czy dlatego, że są małpowato-kiczowaci?

Tu też zachęcam...

.
annami:
ale z drugiej strony jakoś bardziej przywiązana jestem do bohaterów " Babylonu" niż do tych z "Andromedy".
Bo są znacznie bardziej złożonymi postaciami. Bohaterowie AND rysowani są roddenberry'owską grubą krechą. I nie wszyscy zagrani b. profesjonalnie. (Kiczowate, niskobudżetowe stroje też im szkodzą.) Choć ja tam lubię protagonistów obu serii.
annami:
Oglądałam kiedyś nowszą wersję "Królów przeklętych"
Pewnie, jak ja, kiedy TVP ją emitowała

.
annami:
choć podobno starsza jest lepsza
Jest.
annami:
Mnie akurat wpadł w ręce jako część tych nowszych "Rakietowych Szlaków"
Mnie znów wcześniej, jako część jednego z autorskich zbiorków U.L.G.
annami:
Ja co jakiś czas próbuję podejść do książkowej "Diuny" i pewnie kiedyś mi się to uda
Fakt, zanurzenie się w ten świat bywa trudne (pamiętam jak przymuszałem się do lektury pierwszej połowy pierwszego tomu, lata temu), ale warto, zwł. jeśli lubi się złożone, wymyślone z rozmachem, światy, i przypominające fikcję historyczną skomplikowane, feudalne, intrygi.
Opłaca się poznać ją i z jeszcze jednego powodu. Moore inspirował się "Diuną" wymyślając klingońskie realia.

annami:
Cała przeczytana, w przekładzie P. Cholewy
Czyli tym dobrym. P.W.C. jest zresztą - obok Nakoniecznika - jednym z najlepszych żyjących rodzimych tłumaczy fantastyki. I bodaj najlepszym - prozy Zelazny'ego.
annami:
Bardzo podobał mi się język i sam pomysł, ale jakoś nie mam przekonania w literaturze do wątków hinduistyczno-buddyjskich, więc przez to trudniej mi się czytało.
Ja znów lubię takie wątki, ale sama powieść - choć znam jej renomę, i doceniam przesłanie (ma też b. zabawne otwarcie) - średnio mi podeszła. Stanowczo nie wymieniłbym jej wśród swoich ulubionych tytułów SF&F, ani nawet R.Z.
annami:
Następne w "kolejce Żelaznej" jest "Doorways in the Sand"
Pamiętam. Sympatyczna błahostka, typu wagonowego. Takie zabili-go-i-uciekł. Najniższa półka
zelaznej twórczości. Ale może odbierzesz ją inaczej... Może coś przeoczyłem...