USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / "FlashForward: Przebłysk jutra"
 
Autor Wiadomość
Jo_anka
Użytkownik
#1 - Wysłana: 15 Lis 2009 02:52:55 - Edytowany przez: Jo_anka
Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek serial w Polsce zaczeli nadawać, w trakcie trwania 'debiutanckiego' sezonu! (a potem się dziwią, że piractwo kwitnie!... ) Ale tym razem nie zostaliśmy skazani na 'oficjalne opóźnienie'!

AXN dziś nadała (z polskim lektorem) pierwszy odcinek "FlashForward" z polskim podtytułem "Przebłysk jutra". Produkcja wygląda dość obiecująco. W najbliższą środę o 23.00 powtórzą pierwszy odcinek - w wersji anglojęzycznej z polskimi napisami, jak wieść niesie.

Czy ktoś to oglądał? Jakie są Wasze wrażenia?
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 23 Lis 2009 04:39:06 - Edytowany przez: Q__
Gwoli uzupełnienia: jak już wspominałem serial bazuje na powieści Roberta J. Sawyera (tak, tego od "Humanoidów", "Eksperymentu terminalnego" i "Starplexu") znanego - i trekolubnego (do tego stopnia, że być moze to jego pomysłem inspirowana była myśl przewodnia ST V) autora SF; zaś producentem jest nasz "stary znajomy" B. Braga (do spółki z Davidem S. Goyerem - współtwórcą "Thersholdu" i scenarzystą "Dark City" oraz "Batmanów" Nolana; a także - co mu wybaczmy - bzdurstw o Bladym wiecznym łowcy i Nicku Fury'm z gębą D. Hasselhoffa).

TU więcej o książce:
http://www.sfwriter.com/exff.htm

TU zaś o serialu:
http://abc.go.com/primetime/flashforward.index
http://en.wikipedia.org/wiki/FlashForward
http://www.imdb.com/title/tt1441135/
http://www.tv.com/show/76455/summary.html
http://www.tvguide.com/tvshows/flashforward/297514

Do tego pierwsze dość pozytywne (i pełne porównań do "LOST" i "Threshold" ) recenzje:
http://www.pastemagazine.com/articles/2009/09/flas h-forward-review-series-premiere.html
http://www.variety.com/review/VE1117941144.html
http://www.metacritic.com/tv/shows/flashforward
http://katieentertain.blogspot.com/2009/09/review- series-premiere-of-flashforward.html
Ale i narzekania jak daleko serial odszedł od oryginału:
http://www.locusmag.com/Reviews/2009/09/glimpse-of -future-first-look-at.html
(Wiadomo, fizyków należało zastąpić agentami .)

ps. a tu jeszcze trochę o poglądach Sawyera na SF jako gatunek literacko-filmowo-serialowy:
http://www.sfwriter.com/realms.htm
http://www.sfwriter.com/darkside.htm
http://www.sfwriter.com/summer.htm
mozg_kl2
Użytkownik
#3 - Wysłana: 3 Lut 2011 10:14:10
Dla tych, któzy chcieliby zestawic orginał z wersja serialową, ciekawy news:

16 lutego tego roku nakładem wydawnictwa Solaris pojawi się w polskich księgarniach książka z gatunku science fiction pt. "Futurospekcja". To właśnie na podstawie tej powieści powstał popularny serial stacji ABC pt. "FlashForward" (w Polsce emitowany na AXN pt. "Przebłysk jutra"). Pomimo tego, że serial wziął z książki Sawyera tylko pomysł wyjściowy, i tak zyskał zagorzałych fanów na całym świecie. Warto więc zapoznać się z literackim pierwowzorem.

W trakcie eksperymentu w Zderzaczu Hadronów CERN w Szwajcarii dochodzi do dziwnego zdarzenia. Na około dwie minuty wszyscy tracą przytomność. Szybko okazuje się, że chwilowa amnezja dotknęła całą ludzkość, doszło do wielu nieszczęśliwych wypadków. Powoli wychodzi też na jaw, że większość ludzi w trakcie tej krótkotrwałej utraty przytomności miała wizje swojej własnej przyszłości. Przyszłości oddalonej o 31 lat. Z urywków wizji zgłaszanych przez ludzi z całego globu powstaje mniej w miarę dokładna „historia” najbliższej przyszłości.

za hatak.pl
mozg_kl2
Użytkownik
#4 - Wysłana: 17 Lip 2012 19:10:36
"FlashForward"

David S. Goyer, który był prowadzącym produkcję na początku emisji "FlashForward" (odszedł po kilku odcinkach) ujawnił kilka informacji dotyczących fabularnych planów anulowanego serialu stacji ABC na 2. sezon.
Bohaterowie mieli odnaleźć leżący na dnie oceanu, antyczny komputer, który miał przewidywać przebłyski. Zaczynały być one coraz krótsze, aż w końcu jeden z nich pokazywał wydarzenia trzy dni do przodu. Tylko 17 osób zobaczyło cokolwiek, inni ludzie na świecie widzieli czarną plamę, co oznaczało, że tylko 17 osób ma przeżyć na Ziemi. Ostatecznie wśród tych 17 osób miała być Olivia, Lloyd i Mark, a komputer był pewnego rodzaju ostrzeżeniem, że coś lub ktoś chce stworzyć świat z tak małą ilością ludzi.

za hatak.pl

o zakończeniu serialu
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 18 Lip 2012 16:26:42 - Edytowany przez: Q__
A tak to wygląda w powieściowej wersji:

"Theo wrócił do Nowego Jorku i opowiedział Lloydowi o spotkaniu z Cheungiem. Lloyd był równie zdumiony słowami starca, co Theo. Zostali w Nowym Jorku jeszcze osiem dni, podczas których Organizacja Narodów Zjednoczonych gorąco debatowała nad ich propozycją.
Chiny poparły wniosek o wydanie zgody na powtórny eksperyment. Nawet pomimo dowodów, że przyszłość jednak nie jest niezmienna, fakt, iż według pierwszych wizji totalitarny rząd Chin nadal trzymał kraj w żelaznym uścisku, ogromnie pomógł w walce z dysydentami. A w przypadku Chin była to kwestia kluczowa. Istniały tylko dwie możliwe wersje przyszłości: albo dyktatura komunistyczna przetrwa albo nie. Pierwsze wizje potwierdziły, że przetrwała. Jeśli drugie wizje pokazałyby to samo - że nawet pomimo wiedzy, iż przyszłość można zmienić, komunizmu nie udało się obalić - to duch w dysydentach zostałby ostatecznie złamany. Byłby to idealny przykład czegoś, co „The New York Times” nazwał w wątpliwej jakości żarcie słownym „Dołującą i Mroczną wizją jutra”, na cześć Dimitriosa Procopidesa, który załamał się swoją wizją przyszłości i zrezygnował z prób jej zmienienia.
Co jednak by się stało, gdyby drugie wizje pokazały, że komunizm upadł? Wówczas Chiny nie znalazłyby się wcale w gorszej sytuacji niż przed Futurospekcją. Z punktu widzenia pekińskiego rządu, warto było zaryzykować.
Ambasadorzy z Unii Europejskiej najwyraźniej również zamierzali zagłosować za przyjęciem wniosku, z dwóch powodów. Jeśli powtórny eksperyment by się nie powiódł, położyłoby to zapewne kres nieprzerwanemu strumieniowi pozwów przeciwko CERN-owi i krajom członkowskim UE. A jeśli udałoby się go powtórzyć, wówczas drugi wgląd w przyszłość byłby jeszcze darmowy, ale każdy kolejny można by było sprzedać ludzkości za miliardy euro. Fakt, inne kraje mogłyby spróbować zbudować własne zderzacze, produkujące energię na poziomie tej w LHC, ale według pierwszych wizji świat był pełen zderzaczy
tachionowo-tardionowych, a i tak nic nie wskazywało na to, by można było bez problemu wywołać wizje. Jeśli to CERN był za nie odpowiedzialny, musiał to być jedyny ośrodek będący w stanie do nich doprowadzić, być może za sprawą konkretnej kombinacji parametrów, nie do powtórzenia w innym akceleratorze.
Ponownemu eksperymentowi najostrzej sprzeciwiały się kraje półkuli zachodniej, gdzie ludzie najczęściej nie spali w chwili przeniesienia do roku 2030, czyli kraje, w których największa liczba osób odniosła obrażenia lub zmarła. Obiekcje te wynikały głównie z oburzenia z powodu szkód poniesionych za pierwszym razem oraz obawy, iż drugie wizje będą równie tragiczne w skutkach.
Na półkuli wschodniej odnotowano stosunkowo niewiele szkód; w wielu krajach ponad dziewięćdziesiąt procent ludności w chwili wystąpienia Futurospekcji spało lub przynajmniej znajdowało się w łóżku. Odnotowano niewiele ofiar i nieznaczne szkody materialne. Według nich dobrze zorganizowana, ogłoszona z odpowiednim wyprzedzeniem powtórka nie stanowiłaby poważnego ryzyka. Oddalali argumenty przeciwko powtórzeniu eksperymentu jako bardziej emocjonalne niż racjonalne. Ponadto, według badań ankietowych przeprowadzonych na całym świecie osoby, które doświadczyły wizji były z nich ogromnie zadowolone, nawet pomimo dowodów, że przyszłość w nich ujawniona nie jest niezmienna. Co więcej, osoby, którym nie podobała się wizja ich przyszłości, wiedząc, iż przyszłość może ulec zmianie, były nawet bardziej zadowolone z wglądu w przyszłość od osób, które widziały pozytywne obrazy.
Choć formalnie nie mógł zabierać głosu w debacie ONZ, papież Benedykt XVI dorzucił swoje trzy grosze ogłaszając, iż wizje były w pełni zgodne z doktryną katolicką. Gwałtowny wzrost liczby wiernych na mszach po Futurospekcji z pewnością przyczynił się do zajęcia takiego stanowiska.
Premier Kanady również była zadowolona z wizji, gdyż według nich Quebec pozostał integralną częścią kraju. Prezydent Stanów Zjednoczonych już nie był tak entuzjastycznie nastawiony: co prawda za dwie dekady Ameryka miała utrzymać swoją pozycję światowego lidera, jednak doradcy prezydenta wyrażali poważne obawy, gdyż pierwsze wizje poważnie zaszkodziły narodowemu bezpieczeństwu. Wszystko za sprawą osób, w niektórych przypadkach jeszcze będących dziećmi, których póki co nie wiązał obowiązek zachowania tajemnicy, a które miały wgląd w różnego rodzaju zakulisowe informacje. Poza tym demokratę niewątpliwie bolał fakt, że w 2030 roku jego urząd piastować będzie republikanin, Franklin Hapgood, który obecnie wykładał nauki polityczne na Purdue.
Delegacja amerykańska zatem sprzeciwiała się powtórce eksperymentu:
- Jeszcze nie pochowaliśmy wszystkich ofiar - powiedział jeden z ambasadorów. Z kolei delegacja japońska odparła ten argument twierdząc, że nawet jeśli wizje nie przedstawiały faktycznej przyszłości, najwyraźniej pokazały przyszłość roboczą. USA jako kraj, w którym znaczny odsetek osób doświadczył wizji pokazujących środek dnia, próbowało zagarnąć wszystkie nowinki technologiczne widziane w tych wizjach. Pierwsza Futurospekcja miała miejsce o jedenastej dwadzieścia jeden czasu Los Angeles i o czternastej dwadzieścia jeden czasu Nowego Jorku, ale w Tokio była wówczas trzecia dwadzieścia jeden nad ranem; większość japończyków nie zobaczyła w wizjach nic ponad swoje przyszłe sny. Ameryka wykorzystywała nowe technologie i wynalazki widziane w wizjach swoich obywateli, a Japonia i reszta półkuli wschodniej niesłusznie pozostawały w tyle.
Ten argument ponownie skłonił delegację chińską do zabrania głosu; Chińczycy wyraźnie czekali, aż ktoś inny poruszy tę kwestię. Futurospekcja zdarzyła się o drugiej dwadzieścia jeden nad ranem czasu pekińskiego; zatem większość Chińczyków również w swoich wizjach spała, jeśli Futurospekcja miała zostać wywołana ponownie, wówczas - jak tłumaczyli Chińczycy - powinna zostać przesunięta o dwanaście godzin. Dzięki temu, jeśli świadomość zostanie ponownie przeniesiona o dwadzieścia jeden lat, sześć miesięcy, dwa dni i dwie godziny, skorzystaliby głównie ludzie na półkuli wschodniej, co wyrównałoby rachunki.
Rząd japoński natychmiast poparł Chiny w tej kwestii. Indie, Pakistan i obydwie Koree zgodziły się, uznając to za jedyne sprawiedliwe rozwiązanie.
Wschód prawdopodobnie nie mylił się co do tego, że Ameryka próbowała zyskać przewagę technologiczną. Stany upierały się, że jeśli ma dojść do powtórzenia eksperymentu, powinna zostać również zachowana pierwotna godzina. Argumentowali to w sposób naukowy: jeśli ma dojść do faktycznego powtórzenia eksperymentu, wówczas należy dołożyć wszelkich starań, by jak najwięcej parametrów było zgodne z pierwszą próbą.
W związku z tym ponownie wezwano przed Zgromadzenie Ogólne Lloyda Simcoe.
- Przestrzegałbym przed bezpodstawną zmianą któregokolwiek z parametrów - oznajmił Simcoe - ale jako że nie posiadamy jeszcze pełnego modelu tego zjawiska, nie potrafię w sposób kategoryczny stwierdzić, czy przeprowadzenie eksperymentu w nocy, a nie w dzień miałoby jakieś znaczenie. Bądź co bądź tunel LHC jest dobrze ekranowany przed wyciekiem promieniowania, a osłony te zatrzymują również promieniowanie słoneczne oraz inne rodzaje promieniowania zewnętrznego. Niemniej jednak odradzałbym zmianę pory dnia.
Delegat z Etiopii stwierdził, że Simcoe sam jest Amerykaninem, więc nic dziwnego, że broni amerykańskich interesów. Lloyd odparł, że jest Kanadyjczykiem, ale nie zrobiło to na Afrykaninie żadnego wrażenia; w końcu Kanada również skorzystała aż nadto z wizji
przyszłości swoich obywateli.
Tymczasem świat islamski twierdził, że wizje to ilham (boskie natchnienie zsyłane wprost do ludzkich umysłów i dusz), a nie wahj (boskie ujawnienie faktycznej przyszłości, jako że z definicji wahj mogli doświadczyć tylko prorocy). Fakt, iż przyszłość nie była jednak niezmienna, zdawał się potwierdzać islamski punkt widzenia i choć przywódcy islamscy nie powoływali się na metaforę ze Scrooge’em, koncepcja otrzymania wizji, dzięki której ludzie mogliby doskonalić swe życie religijne i duchowe interpretowana była w większości przypadków jako w pełni zgodna z Koranem.
Niektórzy z muzułmanów sprzeciwiali się temu poglądowi twierdząc, że wizje to dzieło demona i część postępującej zagłady świata. Niemniej jednak, przywódcy duchowi islamu zgodnie odrzucali pomysł, jakoby przyczyną był eksperyment fizyczny, uznając to za błędną, świecką, zachodnią interpretację. Według nich wizje miały zdecydowanie duchowy wymiar i żadne urządzenia nie mogły wywołać podobnych doświadczeń.
Lloyd obawiał się, że w związku z tym kraje arabskie sprzeciwią się powtórzeniu eksperymentu. Ale najpierw Wilayat al-Faqih z Iranu, następnie Shayk al-Azhar z Egiptu, a potem kolejni szejkowie i imamowie świata muzułmańskiego poparli wniosek, głównie dlatego, iż porażka udowodniłaby niewiernym, że pierwsze wizje miały charakter duchowy, a nie świecki.
Naturalnie rządy krajów islamskich często nie zgadzały się z wiernymi. Dla rządów płaszczących się przed Zachodem, popieranie powtórzenia eksperymentu pod warunkiem dwunastogodzinnego przesunięcia, na które nalegali Azjaci, było podwójnie korzystne: jeśli powtórka by się nie powiodła, zachodni naukowcy wyszliby na durniów, a świecki pogląd na świat zostałby ośmieszony; w przypadku sukcesu, nastąpiłby rozwój gospodarczy w krajach muzułmańskich, gdyż ich obywatele mieliby podobny wgląd w technologie przyszłości, jakiego już doświadczyli Amerykanie.
Lloyd przewidywał, że ci, którzy nie mieli żadnych wizji, czyli ci, którzy rzekomo już nie żyli, również będą przeciwni powtórce, a tymczasem większość z nich gorąco ją popierała. Młodsze osoby, które nie doświadczyły wizji, a których „Newsweek” określił mianem „ci kłopotliwi zmarli”, często powoływali się na chęć udowodnienia, że za brakiem wizji niekoniecznie stoi śmierć. Osoby starsze, których wizje nie dotyczyły, w większości przypadków już się pogodziły ze swoją śmiercią w przeciągu nadchodzących dwudziestu jeden lat, ale i tak chciały dowiedzieć się z relacji innych osób, jak będzie wyglądać przyszłość, której nie doczekają.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 18 Lip 2012 16:28:33 - Edytowany przez: Q__
Niektóre kraje, w tym Portugalia i Polska, postulowały odłożenie powtórnego
eksperymentu o co najmniej rok. Wysunięto w związku z tym trzy ważne kontrargumenty. Po pierwsze, jak zauważył Lloyd, im więcej czasu upłynie, tym większe prawdopodobieństwo, iż któryś z czynników zewnętrznych ulegnie zmianie, uniemożliwiając powtórzenie eksperymentu. Po drugie, konieczność zapewnienia bezpieczeństwa w trakcie eksperymentu póki co żyła w świadomości społecznej, a im bardziej powaga wypadków, do których doszło za pierwszym razem odeszłaby w niepamięć, tym większe prawdopodobieństwo, że ludzie zaniedbają istotne kwestie następnym razem. Po trzecie, ludzie pragnęli informacji, które by potwierdziły lub zaprzeczyły wydarzeniom widzianym w trakcie pierwszych wizji, dzięki czemu osoby zaniepokojone własną przyszłością mogłyby się upewnić, że są na właściwej ścieżce, by zmienić coś na lepsze. Jeśli kolejne wizje również pokazałyby przyszłość oddaloną o dwadzieścia jeden lat, sześć miesięcy, dwa dni i dwie godziny od chwili rozpoczęcia eksperymentu, każdy dzień zwłoki zmniejszałby szanse na to, by nowe wizje miały związek z pierwszymi, co z kolei utrudniałoby ich porównanie.
Istniały również dobre powody ekonomiczne do tego, by szybko powtórzyć eksperyment, jeśli w ogóle miałoby do tego dojść. Wiele z firm funkcjonowało w ograniczonym zakresie ze względu na uszkodzenie sprzętu lub ubytki personelu w wyniku pierwszej Futurospekcji. Przerwa w pracy w najbliższej przyszłości spowodowana drugą Futurospekcją nie skutkowałaby tak dużym spadkiem wydajności, jak Futurospekcja powtórzona za kilka miesięcy lub lat, kiedy to wszystkie firmy i fabryki działałyby już pełną parą.
Debaty dotykały szeregu tematów: gospodarki, bezpieczeństwa narodowego (co by się stało, gdyby któryś z krajów przypuścił atak nuklearny na inny kraj tuż przed przeniesieniem świadomości?), filozofii, religii, nauki i zasad rządzących demokracją. Czy decyzja dotycząca całej ludzkości powinna być podejmowana poprzez głosowanie, w którym każdy z krajów ma jeden głos? Czy liczba głosów powinna być proporcjonalna do liczby ludności danego kraju, dzięki czemu zdanie Chin miałoby decydujące znaczenie? Czy też decyzję należałoby podjąć w ogólnoświatowym referendum?
W końcu, po wielu zajadłych dyskusjach i kłótniach, ONZ podjęło decyzję: eksperyment LHC zostanie powtórzony z dwunastogodzinnym przesunięciem w stosunku do pierwszej próby.
Ambasadorzy Unii Europejskiej zgodnie stwierdzili, że poprą wniosek CERN-u pod jednym warunkiem: nie zostaną wniesione żadne pozwy na poziomie rządowym przeciwko CERN-owi, państwom, na terenie których się znajdował, ani też żadnemu z jego pracowników. Przegłosowano uchwałę ONZ, zakazującą wnoszenia tego typu pozwów do Sądu Światowego. Naturalnie nijak nie można było zabronić pozwów cywilnych, choć rządy
Szwajcarii i Francji zgodnie ogłosiły, że ich sądy nie będą rozpatrywać takich spraw, a trudno byłoby dowieść, że jakikolwiek inny sąd ma tam jurysdykcję.
Największym problemem pod względem logistycznym były kraje Trzeciego Świata: kraje nierozwinięte i rozwijające się, gdzie wiadomości docierały wolno, jeśli w ogóle. Zdecydowano, iż eksperyment zostanie odłożony jeszcze o sześć tygodni, gdyż uznano, że tyle czasu wystarczy, by powiadomić maksymalnie dużo osób.
I tak ludzkość zaczęła przygotowania do kolejnego wglądu w przyszłość.
Michiko określiła całą akcję mianem Operacji Klaatu. W filmie „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia” Klaatu, przybysz z kosmosu, pozbawił świat elektryczności na trzydzieści minut, liczone od południa czasu waszyngtońskiego. Chciał w ten sposób pokazać światu, iż konieczny jest pokój; dołożył również wszelkich starań, by nikomu nic się nie stało. Samoloty pozostały w powietrzu, nie odcięto też prądu w salach operacyjnych. Tym razem zamierzali być równie ostrożni co Klaatu, nawet jeśli, jak zauważył Lloyd, filmowy bohater zginął za swe czyny. Choć oczywiście jako obcy zdołał powrócić do życia...
Lloyd był sfrustrowany. Za pierwszym razem z niewiadomych przyczyn eksperyment nie doprowadził do uzyskania bozonu Higgsa; miał ochotę nieco skorygować parametry w nadziei, iż tym razem uda się stworzyć tę nieuchwytną cząstkę. Wiedział jednak, że wszystko musi wyglądać jak za pierwszym razem. I że zapewne nigdy nie będzie miał okazji udoskonalić eksperymentu, a co za tym idzie, nigdy nie uzyska Higgsa. A to naturalnie oznaczało, że pewnie nigdy nie otrzyma nagrody Nobla.
Chyba że...
Chyba że potrafiłby przedstawić wyjaśnienie fizycznego mechanizmu Futurospekcji. jednak choć wszystko wskazywało na to, że to jego eksperyment spowodował dwudziestojednoletni skok w przyszłość i choć wraz ze wszystkimi pracownikami CERN-u łamał sobie głowę w poszukiwaniu przyczyny zjawiska, nie potrafił ustalić, dlaczego miało miejsce. Równie dobrze ktoś inny, nawet niekoniecznie fizyk cząstek mógł ustalić, co dokładnie się wydarzyło."


Tak zaś tłumaczy się mechanizm tytułowych przebyłsków:

"W 2017 roku zespół fizyków i badaczy mózgu, związany w głównej mierze ze Stanford, przedstawił pełny teoretyczny model przeniesienia czasowego. Kwantowo-mechaniczny model ludzkiego umysłu zaproponowany przez Rogera Penrose’a trzydzieści lat wcześniej okazał się zasadniczo zgodny z prawdą, choć Penrose mylił się na poziomie szczegółów; nikogo zatem nie zaskoczyło, że eksperymenty w ramach fizyki kwantowej o odpowiedniej mocy mogą mieć wpływ na postrzeganie.
Niemniej jednak, neutrina również odegrały kluczową rolę. Od lat sześćdziesiątych wiadomo było, że Słońce z jakiegoś powodu emituje o połowę mniej neutrin niż powinno - słynny problem neutrin słonecznych.
Słońce podgrzewane jest dzięki fuzji wodoru: cztery jądra wodoru, będące w istocie protonami, łączą się tworząc jądro helu, składające się z dwóch protonów i dwóch neutronów. W procesie przemiany dwóch protonów w neutrony powinny powstać dwa neutrina, ale jakimś trafem jedno z każdych dwóch neutrin, które powinny trafić na Ziemię znika, nim do niej dotrze, zupełnie jakby były celowo usuwane; tak jakby wszechświat wiedział, że proces kwantowo-mechaniczny leżący u podstaw świadomości straci stabilność w przypadku nadmiaru neutrin.
Odkrycie w 1998 roku faktu, iż neutrina posiadają znikomą masę potwierdziło proponowane od wielu lat rozwiązanie problemu neutrin słonecznych: według teorii, skoro neutrina mają masę, możliwa jest zmiana ich typu, przez co w prymitywnych detektorach wyglądało, jakby znikały. Ale Obserwatorium Neutrinowe w Sudbury mogące wykrywać wszystkie typy neutrin, nadal wykazywało wyraźną różnicę między liczbą neutrin, jakie powinny powstać a tą, która docierała do Ziemi.
Według silnej zasady antropicznej wszechświat musiał umożliwiać powstanie życia, a według kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej konieczni mu byli odpowiedni obserwatorzy; biorąc pod uwagę wiedzę na temat interakcji neutrin ze świadomością, problem neutrin słonecznych zdawał się stanowić dowód na to, że wszechświat faktycznie zadaje sobie trud i troszczy się o istnienie takich obserwatorów.
Naturalnie, od czasu do czasu miały miejsce pozasłoneczne erupcje neutrin, ale w normalnych warunkach nie przeszkadzały. Kiedy jednak okoliczności nie były normalne... kiedy strumień neutrin przepłynął przez Ziemię w warunkach, które nie wystąpiły od chwili tuż po Wielkim Wybuchu, doszło do przeniesienia czasowego."


Przy czym:

"Przyszłość nie jest niezmienna. Potwierdził to fakt, iż rzeczywistość różniła się od tej pokazanej w pierwszych wizjach. Tak więc i tę przyszłość można było zmienić."
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 18 Lip 2012 16:44:03 - Edytowany przez: Q__
Potem fabuła przeskakuje do roku 2030, gdzie - jak się okazuje - zaczynają się eksperymenty z nieśmiertelnością:

"- Gdyby mógł pan ocalić bardzo niewielką część ludzkości od śmierci, kogo by pan wybrał? - spytał pan Cheung Lloyda, siedzącego na pomarańczowej skórzanej kanapie w jego salonie.
- Jak mógłby pan uzyskać pewność, że wybrani ludzie to najwięksi myśliciele, najpotężniejsze umysły? Niewątpliwie jest na to wiele sposobów; ja postanowiłem wybrać laureatów Nagrody Nobla. Najlepszych lekarzy! Najwybitniejszych naukowców! Najlepszych pisarzy! I owszem, również najwspanialszych humanitarystów... czyli laureatów Pokojowej Nagrody Nobla. Naturalnie, można dyskutować z niektórymi wyborami kapituły, ale ogólnie rzecz biorąc, wybory te są słuszne. Zaczęliśmy więc kontaktować się z noblistami. Oczywiście robiliśmy to w tajemnicy; czy potrafi pan sobie wyobrazić to powszechne oburzenie na wieść, iż nieśmiertelność jest w zasięgu ręki, ale masy nie mają do niej dostępu? Nie zrozumieliby... nie zrozumieliby, że proces ten jest niewyobrażalnie kosztowny i najprawdopodobniej takim pozostanie jeszcze przez dekady. Och, kiedyś być może uda się znaleźć tańszy sposób, ale póki co stać nas na zapewnienie nieśmiertelności zaledwie kilkuset osobom.
- W tym panu?
Cheung wzruszył ramionami.
- Kiedyś mieszkałem w Hongkongu, doktorze Simcoe, ale opuściłem go nie bez przyczyny. Jestem kapitalistą, a kapitaliści wierzą, że ci, którzy w pocie czoła wykonują swoją robotę powinni prosperować. Proces osiągania nieśmiertelności w ogóle by nie powstał bez miliardów, które moje firmy zainwestowały w jego utworzenie. Owszem, sam poddałem się temu zabiegowi, mam do tego pełne prawo.
- Jeśli zdecydował się pan na noblistów, to co z moim partnerem, Theodosiosem
Procopidesem?
- A tak. Wydało się rozsądnym przeprowadzać proces, poczynając od najstarszych. Ale, tak, on jest następny w kolejce, pomimo wieku; w przypadku zespołów noblistów, wszyscy zostaną przetworzeni w tym samym czasie. - Zamilkł na chwilę. - Już raz spotkałem się z Theo, wie pan... dwadzieścia jeden lat temu. Moja pierwsza wizja dotyczyła właśnie jego, więc odwiedził mnie w poszukiwaniu informacji o swojej śmierci.
- Pamiętam; byliśmy razem w Nowym Jorku i przyleciał tutaj. Opowiadał mi o tym spotkaniu.
- Powiedział panu, co ode mnie usłyszał? Powiedziałem mu, że dusze są nieśmiertelne, a w religii chodzi o sprawiedliwe nagrody. Powiedziałem mu, że według mnie czekają na niego wznioślejsze rzeczy i że w końcu zostanie wynagrodzony. Już wtedy podejrzewałem, jaka jest prawda; w końcu właściwie to nie powinienem mieć żadnej wizji... już teraz powinienem nie żyć albo przynajmniej nie chodzić takim dziarskim krokiem. Naturalnie nie mogłem mieć pewności, że moi pracownicy któregoś dnia opracują technikę osiągania nieśmiertelności, ale od bardzo dawna się tym interesowałem, a istnienia takiej techniki dowodziła wizja, w której cieszyłem się dobrym zdrowiem pomimo podeszłego wieku. Chciałem, by pana przyjaciel wiedział, oczywiście nie poznając wszystkich moich sekretów, że jeśli będzie żył wystarczająco długo, otrzyma największą z nagród: życie wieczne. - Zawiesił głos. - Często się pan z nim widuje?
- Już nie.
- Niemniej jednak cieszę się... i to bardziej, niż może pan sobie wyobrazić, że udało mu się uniknąć śmierci.
- Jeśli to pana martwiło, a miał pan dostęp do nieśmiertelności, czemu nie poddał go pan temu procesowi przed dniem, w którym według pierwszych wizji miał zginąć?
- Proces ten hamuje biologiczne starzenie się, ale nie sprawia, że jest się niezniszczalnym... choć, jak pan zapewne widział w swojej wizji, ciała zastępcze w końcu i z tym sobie poradzą. Jeśli mielibyśmy zainwestować w Theo miliony, a on zostałby wkrótce zastrzelony, tylko byśmy zmarnowali bardzo ograniczone środki.
Lloyd chwilę się nad tym zastanawiał.
- Wspomniał pan, że Theo jest ode mnie młodszy, zgadza się. Ja jestem już stary.
Cheung się roześmiał.
- Pan jest jeszcze dzieckiem! Sam jestem o ponad trzydzieści lat starszy.
- Chodzi mi o to - kontynuował Lloyd - że gdyby zaproponowano mi to, kiedy byłem młodszy, zdrowszy...
- Doktorze Simcoe, fakt, ma pan sześćdziesiąt sześć lat, ale przeżył je pan pod opieką nieustannie rozwijającej się współczesnej medycyny. Widziałem pana dokumentację medyczną...
- Słucham?
- Bez urazy... ja tu oferuję życie wieczne; czy naprawdę sądzi pan, że kilka zabezpieczeń danych osobowych stanowi dla osoby o mojej pozycji jakąś przeszkodę? Jak mówiłem, widziałem pana dokumentację medyczną: pana serce jest w doskonałym stanie, ma pan ciśnienie w normie, tak jak i poziom cholesterolu. Szczerze mówiąc, doktorze Simcoe, cieszy się pan teraz lepszym zdrowiem niż jakikolwiek dwudziestopięciolatek urodzony ponad sto lat temu.
- Jestem żonaty. Co z moją żoną?
- Przykro mi, doktorze Simcoe. Moja oferta dotyczy tylko pana.
- Ale Doreen...
- Doreen przeżyje resztę przeznaczonego jej życia... pewnie jeszcze dwadzieścia kilka lat. Niczego jej nie pozbawimy; będzie pan mógł spędzić z nią wszystkie pozostałe jej dni. W którymś momencie odejdzie. Jestem chrześcijaninem, doktorze Simcoe... wierzę, że czeka na nas lepszy świat... no, przynajmniej na większość z nas. Bywałem w życiu bezwzględny, więc spodziewam się, że zostanę surowo osądzony, dlatego też nie spieszy mi się do swej nagrody. Ale pańska żona... wiele o niej wiem i podejrzewam, że ma zapewnione miejsce w niebie.
- Nie jestem pewien, czy chcę żyć bez niej.
- Ona bez wątpienia chciałaby, by żył pan dalej, nawet gdy jej już nie będzie. I, proszę wybaczyć mą bezpośredniość, nie jest to pana pierwsza żona, a pan nie jest jej pierwszym mężem. Nie próbuję umniejszać miłości, jaka was łączy, ale jesteście dla siebie, bardzo dosłownie, tylko etapami w życiu.
- A jeśli nie zdecyduję się na wzięcie w tym udziału?
- Specjalizuję się w farmaceutykach, doktorze Simcoe. Jeśli nie zdecyduje się pan na wzięcie w tym udziału lub jeśli uda pan zgodę, ale będziemy mieli podstawy wątpić w pana szczerość, zostanie panu podana mnemonaza; środek ten zniszczy pana pamięć krótkotrwałą. Zapomni pan o całym tym spotkaniu. Jeśli naprawdę nie pragnie pan nieśmiertelności, proszę wybrać tę opcję... jest bezbolesna i nie ma trwałych skutków ubocznych. A teraz, doktorze Simcoe, muszę otrzymać ostateczną odpowiedź. Jaka jest pana decyzja?"


Dlatego przy kolejnej wizji przyszłosci odległej o milionlecia większość nie widzi nic (będzie najpewniej martwa), ale jednostki doznaja wizji dowodzącej, że może* będą wtedy istnieć...

(Losów konkretnych bohaterów nie spoileruję świadomie.)

* pamiętajmy, że wizje u Sawyera niczego nie determinują

ps. recenzje powieści:
http://qfant.pl/index.php?option=com_k2&view=item& id=2700
http://esensja.pl/magazyn/2011/08/iso/07,113.html
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 26 Sier 2013 13:39:43 - Edytowany przez: Q__
 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / "FlashForward: Przebłysk jutra"

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!