Ano zgadzam się - zacny był to odcinek, choć między Bogiem a prawdą nie działo się w nim zbyt wiele. Mimo to miał niesamowity kimat. Siedem pokazała się od totalnie nowej strony, to bardzo wzbogaciło psychologiczny profil tej postaci, chyba zresztą również całego kolektywu. Pewnie wielu uzna to za wadę - "bezsensowne obdarzanie Borg czynnikiem ludzkim" i inne podobne stereotypowe określenia. Ja byłem jednak urzeczony kwestiami w stylu:
"For the Borg the molecule means perfection"
Genialne były też dylematy Janeway - "Czy kapitan samotnego okrętu, miliony lat od domu może sobie pozwolić na złamanie zasady tajności w kwestii tak istotnej dla floty?" "Co jest ważniejsze, powodzenie misji czy bezpieczeństwo załogi?"
Miodzio i paluszki lizać
