USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Czy z Babel 5 byłoby nam lepiej? - czyli historia alternatywna Treka
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 6 Paź 2014 12:56:02 - Edytowany przez: Q__
Bardzo często - zwł. na etapie DS9, kiedy oba seriale leciały równolegle i potem, w czasach ENT, gdy już wyraźnie widać było, że Trek się pogubił (a raczej, że pogubili się twórcy Treka) wskazywano na B5 jako na zwycięską konkurencję bermanowskiego Treka. Załóżmy jednak, że ktoś by użył słynnego Time Reset Button i spowodował, że Berman zakochałby się w wizji Straczynskiego, dopuścił go do spółki, ba w zamian za nazwisko współproducenta w czołówce dalby mu prawo dowolnego decydowania o kształcie Treka.
Czy wyszłoby to Trekowi na dobre? Zaczynam sądzić, że NIE.

Dlaczego? Straczynski był autorem o równie wyrazistej wizji, co Roddenberry, b odmiennej wszakoż.

Zacznijmy od tego, że Roddenberry był jednak zwolennikiem Obcych odcinka, podczas gdy w B5 mamy zasadniczo konkretne gatunki i istoty, i ich jasno zdefiniowaną, acz ujawnianą powoli przepychankę trwającą przez wieki. (Przy czym najgłębsza warstwa tych konfliktów, walka pomiędzy Vorlonami i Cieniami, jest najbardziej problematyczna. Jak cenię B5 w sumie, tak finał był, powiedzmy to sobie jasno, durny i ośmieszający całość - Sheridan im nagadał i se poszli; tyle wieków nie zrozumieli, a tu jedna mowa starczyła, lepszy niż Kirk - co komputery zagadywał - i Picard do kupy.)

Ale nie tylko to. Tam - w koncepcji Babel 5, znaczy - są i takie kłopoty, że JMS wszystko łatał do kanonu starego - cztery gatunki na stacji (bo cztery, jak wiemy, założyły UFP), wyjaśnienie czemu ciężar władzy przeszedł na flotę i ambasadorów (czyli skąd stan znany z TOS), exodus telepatów z Ziemi (by byli Betazoidzi), Babylon/Babel - bo w TOS był Babel, niepodległościowe ciągoty Marsa (by nawiązać do ważnego dokumentu przywołanego w "The Measure of a Man"), humanoidy - bo w TOS też były... Tak, on to wszystko wpisywał w stary kanon TOS/wczesnego TNG. (Znacznie konsekwentniej i mądrzej od B&B, w dodatku, więc i petryfikacja byłaby silniejsza.)

A do tego B5 zupełnie antyroddenberry'owski jest ideologicznie, bo mistyczny (w słynnym planie reBootu Straczynski pisał, że Spock był dlań zawsze typem kapłana, stąd Minbari, jego Wolkanie, tak mistycyzują).

W każdym razie mam wrażenie, że B5 jako Trzeci Wielki Trek w kanonie - choć jest zasadniczo lepszy od DS9 i zdecydowanie lepszy od VOY/ENT (i pod logo ST byłby jeszcze większym sukcesem zarówno na własne konto jak i dla Treka, niż był samodzielnie) - docelowo jeszcze bardziej by rozwalił Treka, niż one, bo - jak chyba dowiodłem - jeszcze bardziej budował sztywną mitologię in universe i mistycyzował.
Znaczy: może i do dziś Trek trwałby, miał się dobrze i rozkwitał (choć i to nie jest pewne, gdy spojrzy się na cancelację CRU i Legend of the Rangers), ale w zasadzie miałby jeszcze mniej wspólnego z pierwotną koncepcją Roddenberry'ego niż to co dostaliśmy od Bermana i Abramsa.

A jakie jest Wasze zdanie?
Mav
Użytkownik
#2 - Wysłana: 6 Paź 2014 15:37:55
Q__:
A jakie jest Wasze zdanie?

Jak dla mnie to za argument wystarczy to zdanie: A do tego B5 zupełnie antyroddenberry'owski jest ideologicznie, bo mistyczny. I to: jak chyba dowiodłem - jeszcze bardziej budował sztywną mitologię in universe i mistycyzował.

Jeśli Trek Straczynskiego miał popaść w mistycyzm i budowanie własnej, sztywnej mitologii, to dobrze, że skończyło się na autorskim B5.
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 6 Paź 2014 15:50:23 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Jeśli Trek Straczynskiego miał popaść w mistycyzm i budowanie własnej, sztywnej mitologii, to dobrze, że skończyło się na autorskim B5.

Z drugiej strony... Hasło: "żegnajcie buraki, witajcie technologie made-by-JPL" - a to również JMS by gwarantował - i wizja trzeciego b. mocnego serialu ST po TOS i TNG (nakręconego prawdopodobnie na poziomie łączącym zalety realnych B5 i DS9), wiele by nam potrafiły osłodzić. Prawdopodobnie nie dałoby się nie kochać takiej serii, nawet gdyby jej długofalowe skutki dla franczyzy były... dwuznaczne.

Ponadto... Oczywiście, wziąłem na tapetę przykład alternatywnych dziejów Treka stosunkowo mało odbiegający od tego, co wydarzyło się w realnym świecie. Ot, ci, którzy w znanej nam rzeczywistości zostali fanami B5 i DS9 - z braku tego drugiego - stanowiliby bardziej zwarty fandom Fivers, zamiast akcji kill i save Enterprise, dostalibyśmy to samo z Crusade (a potem - w pakiecie - długoletnie sentymentalne dyskusje o niezrealizowanym potencjale CRU), zamiast psioczenia na Bermana - psioczenie na JMSa (acz Straczynskiego nie dałoby się zbyć w tak pogardliwym stylu, jak Bermana czy Abramsa, więc dyskusja odbywałaby się na bardziej subtelnym poziomie, ale i podział między zwolennikami dwu wizji Treka byłby głębszy, bo każda ze stron miałaby lepsze argumenty)... I tyle.
Umiem sobie wyobrazić i gorsze scenariusze, np. taki w którym Lucas spełnił swoje wczesne marzenie o nakręceniu SW jako oficjalnej kontynuacji Treka - i tu przebieg dalszych wydarzeń byłby podobny do tego co znamy z realnej historii dwu już franczyz. Ot, ST: SW byłoby wielkim komercyjnym sukcesem, więc potem by trwała walka G.R. i G.L. o kształt franczyzy, którą - głosami paramountowskich decydentów - wygrywałby zawsze Lucas, bo stałby za nim główny argument, argument zarobionych milionów. TNG pewnie by nie zaistniało - może zamiast niego powstałaby jakaś infantylna wcześniejsza wersja CW, może z odrobiną roddenberry'owskiego intelektualnego połysku, potem mielibyśmy znany rozkwit EU... o ile Lucas zapewniłby sobie udział w zyskach z zabawek, inaczej by pewnie odpuścił, jak Abrams (Roddenberry w międzyczasie by zmarł), potem znane dzieje z - w tym wypadku - Interquel Trilogy, aż do znanej ery upadku. Z tym, że niewątpliwie po drodze byłby znacznie większy sukces, znacznie większe zyski, znacznie liczniejszy fandom, tylko... pierwotna wizja Roddenberry'ego, stałaby się pół-zapomnianym archaicznym dodatkiem do barwnego, baśniowego, czaderskiego universum Lucasa (znanym dziś zapewne jako Star Wars: Star Trek)...
Także rzeczywistość, w której TWoK by nigdy nie powstał - lub powstał i odniósł klęskę - prawdopodobnie nie byłaby lepsza. Nie ma nawet gwarancji czy powstałoby kiedykolwiek TNG, a ewentualni odgrzewacze (którzy by się zjawili np. na fali popularności SW lub B5) mieliby do wyboru pół-komiksowy, archaiczny, kiczowaty i b. zaangażowany społecznie TOS, oraz zupełnie odmienny, podchodzące pod klimaty hard SF, TMP. (Z czego tylko TOS byłby postrzegany jako względny sukces.) To by prawdopodobnie oznaczało nastanie ery Abramsa (acz niekoniecznie akurat JJ byłby tu sprawcą), bezpośrednio po erze Roddenberry'ego... (Ew. - w najlepszym wypadku - jakiś Moore nakręciłby jakiś mhroczny i - pod koniec - niestrawnie mistyczny nTOS, mający b. niewiele wspólnego z oryginałem.)
Ale... załóżmy, że TMP fani i krytyka jednak by od razu docenili... Cóż... Albo dostalibyśmy z jeden film, który by się doczekał wejścia na ekrany, gdzieś w końcówce fali ekranowej dominacji poważnej SF (gdzieś razem z "2010.." czy "Aliens"). I teraz przy okazji sukcesu "Moon" ktoś by może przebąkiwał o odgrzewaniu i Star Treka... Albo też Roddenberry nakręciłby swój ukochany serial, takie TNG, tylko bardziej hard, lub gwałtowniej zreBootowany TOS (może nawet z pewnymi patentami technicznymi, które trafiły potem do AND) i byłaby to prawdziwa serialowa doskonałość SF... tylko skończyłaby tak jak trzy b. ambitne - i b. mało słynne, bo niszowe - seriale +/- hard SF: S:1999, SAAB i SO:VttP, na jednym wartościowym sezonie, który by był chwalony przez ultranerdów i naukowców, a ogólnie przeszedł bez większego echa, no i był znacznie mniej zabawny, znacznie mniej dynamiczny (w dodatku specyficzna trekowość - ze swymi wadami i zaletami, z całym swoim dwuznacznym urokiem - pewno by nie zaistniała, utonąwszy w generycznej hardSFowości). I może coś by się niejasno mówiło o powrocie Treka na ekrany, tak jak się teraz mówi o S:2099... od dobrego dziesięciolecia...
(Albo też ten alternatywny drugi serial Roddenberry'ego został by oddany po pierwszym sezonie w ręce innego twórcy, do spotkało TOS - no tu trochę później, S:1999 i przede wszystkim SQ. Gdyby tym nowym był jakiś Meyer, albo Piller jeszcze pół biedy, historia, by z grubsza wróciła na znane tory, gorzej gdybyśmy doczekali się nowego Freibergera i/lub podzielenia przez ową hipotetyczną serię losów SeaQuestu... Z takiego upadku podnieść by się nie dało...)

No, zostaje jeszcze wariant kombinowany, że w rzeczywistości bez TWoK i TNG nakręcono by jednak B5 pod logo ST. Wtedy, bez TNG dla przeciwwagi, wizja JMSa stanowczo zdominowałaby wizję Roddenberry'ego. I mielibyśmy to co w moim poprzednim poście, tylko bardziej (ew. z jakimś oficjalniejszym Axanarem w roli interquela).
(O ST: B5 w rzeczywistości ST zdominowanego przez Lucasa nie ma co gadać, bo pewnie by powstało - G.L. zawsze był otwarty na cudze niezłe pomysły, ale jako jeden z licznych kwiatków do lucasowego kożucha, produktów EU, które zawsze można wyrzucić na śmietnik.)

Daleki jestem od zgadzania się z Leibnizem, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, ale sądzę, że dzieje Treka nie wypadły nawet tak najgorzej...*

* Choć przypuszczam, że i każdy z nakreślonych tu alternatywnych scenariuszy mógłby przynieść coś wartościowego do oglądania...
Mav
Użytkownik
#4 - Wysłana: 8 Paź 2014 23:30:42
Q__

W zasadzie tyle tych alternatywnych wizji wymieniłeś, że mnie to przytłoczyło i chciałbym coś napisać, ale sam nie wiem co

Mogę się jeszcze odwołać do Treka Starczyńskiego. Otóż podoba mi się w pierwszych sezonach TNG, że nie ma tam siłowania się z continuity, rozbudowanych wątków obyczajowych itd. Jest tylko nieinwazyjnie zarysowany świat, który w zasadzie mieści się w tym opisie: Space: the final frontier. These are the voyages of the starship Enterprise. Its five-year mission: to explore strange new worlds, to seek out new life and new civilizations, to boldly go where no man has gone before. I to daje wielką elastyczność, dzięki czemu mamy tam w każdym odcinku oddzielną historii w mocnym klimacie SF. Różne anomalie, kosmiczne formy życia jak, wpadanie w pętle czasowe itd. Nie ma jakiś międzygalaktycznych afer politycznych, ciągnących się wątków obyczajowych itd. Każdy odcinek opowiada ciekawą historie w klimacie SF. I to mi się podoba. Natomiast wizja Starczyńskiego, to budowanie własnej piaskownicy z dokładnie ustalonymi regułami oraz zabawkami. Czyli zbytnie skupianie się w space operową opowiastkę w wymyślonym świecie, a to mu średnio leży w klimatach ST. Takie nBSG daje radę, bo cała oś fabularna była stworzona pod continuity, a wykreowany świat dość precyzyjny i konkretny, a nie rozdęty jak w B5.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 9 Paź 2014 00:05:13
Mav

Mav:
Otóż podoba mi się w pierwszych sezonach TNG, że nie ma tam siłowania się z continuity, rozbudowanych wątków obyczajowych itd. Jest tylko nieinwazyjnie zarysowany świat, który w zasadzie mieści się w tym opisie: Space: the final frontier. These are the voyages of the starship Enterprise. Its five-year mission: to explore strange new worlds, to seek out new life and new civilizations, to boldly go where no man has gone before. I to daje wielką elastyczność, dzięki czemu mamy tam w każdym odcinku oddzielną historii w mocnym klimacie SF. Różne anomalie, kosmiczne formy życia jak, wpadanie w pętle czasowe itd. Nie ma jakiś międzygalaktycznych afer politycznych, ciągnących się wątków obyczajowych itd. Każdy odcinek opowiada ciekawą historie w klimacie SF. I to mi się podoba.

Zauważ, że to jest to samo co mamy w TOS, o tym samym mówi Fontana przy okazji swej pracy nad NV (choć przy B5 też pracowała). To jest ten luźny Trek w wizji Roddenberry'ego, w którym nawet najgłupszy i/lub najbardziej zaburaczony odcinek nie musi ciągnąć całości w dół, bo jest pomijalny.

Straczynski, Berman i Piller są w dokładnej opozycji do tego. Z fanboyskim pietyzmem składają z tych rozrzucanych od niechcenia okruchów w kuriozalny w praktyce - gdy nie przymykać oka - świat. (Inna rzecz, że pierwszy i trzeci z nich to jednak wartościowi twórcy mimo to.)
Dathon
Użytkownik
#6 - Wysłana: 8 Gru 2014 02:14:51
B5 z Krucjatom w telegraficznym skrócie.

https://www.youtube.com/watch?v=tXwSHOyGmfk

Wiencej sie leją jak u Abramsa.
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 8 Gru 2014 14:57:11 - Edytowany przez: Q__
Dathon

Dathon:
Wiencej sie leją jak u Abramsa.

Pomijając nieznośną stylizację... Domyślam się, że chcesz tym dowieść jak bardzo B5 nie pasowało do kanonu ST, ale nie jestem pewien czy masz rację. Zdaje mi się bowiem, że gdyby wybór scen z Babylonu montowała np. osoba kryjąca się pod pseudonimem ENTERPRISENX01 znana z nakręcenia słynnego STAR TREK 40th Anniversary Tribute, wyszłoby równie statycznie i podniośle, a gdyby znów autor w/w wyboru scen z B5 zrobił coś podobnego dla Treka zobaczylibyśmy komplet bójek Kirka, Picarda tłukącego się z Klingonami w ciemnych zaułkach Qo'noS i rozkazującego "Mr. Worf, fire!", wściekłego Sisko rzucającego Garakiem po ścianach, Kirę ze spluwą w samym podkoszulku, pół Dominion War i Kaśkę ganiającą z giwerą po pokładach oraz taranującą timeship Annoraxa.
Owszem Babylon 5 w swej ostatecznej postaci (a także planowany Babel 5) był znacznie bardziej wojenny od wcześniejszego kanonicznego Treka i zdaje się, że DS9 wojną i mistycyzmem zaraził, ale nie przesadzajmy...

ps. Przypomniałeś mi jednak kolejny raz jak biednie potrafi B5 wyglądać. Nieznacznie tylko lepiej od późnego HF, a gorzej od NV czy STC. Cóż... opłaca się czasem mieć gotówkę Paramountu.


EDIT:
Inna rzecz, że spin off B5 - CRUsade potrafi być b. trekowaty (mimo b. innego rozłożenia akcentów) - popatrzmy tylko:

I zawiera scenki jakie chętnie bym w kanonie ST zobaczył (do Kirka np. jakoś to b. pasuje :
http://www.youtube.com/watch?v=_EvVW1EPX24

Info o odcinku, z którego pochodzą i foto, i filmik
http://babylon5.wikia.com/wiki/The_Needs_of_Earth
A takze trochę więcej o Pak'ma'ra:
http://babylon5.wikia.com/wiki/Pak'ma'ra
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 24 Wrz 2018 15:48:05 - Edytowany przez: Q__
I niech ktoś powie, że Sheridan nie byłby lepszym założycielem UFP od Archera:
http://www.youtube.com/watch?v=Yf8Db5cPVCI

(Nawiasem: stary John łączy tu dyplomatyczną finezję Picarda z kowbojskim zdecydowaniem Kirka, że tak nawiążę do starej dyskusji.)

ps. Jeszcze jedna dyskusja o Babel 5:
https://www.reddit.com/r/DaystromInstitute/comment s/3rf079/two_questions_about_star_trek_prompted_by _babylon/
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 9 Kwi 2019 19:45:11 - Edytowany przez: Q__
Tak się zastanawiam czy Enterprise XCV-330* występował w Trekowej wersji biblii B5, czy może - zdaniem JMS - przynależał do wcześniejszej (lub późniejszej) epoki. A jeśli pojawiał się tam, to na co ostatecznie został przerobiony? Na White Star**? Na Excalibura?

* Przypomnijmy go sobie w locie:
http://www.youtube.com/watch?v=vZPSPkEiJPo

** Choć tu - IMHO - pierwotna nazwa mogła brzmieć, po prostu, USS (bo był to w tej rzeczywistości pierwszy statek zbudowany wspólnym wysiłkiem zjednoczonych gwiazdowych ludów) Star (na zasadzie White Star Fleet - StarFleet)***.

*** Przyp. do przyp. niby takie sobie miano, ale skoro był - w czasach G.R. - dreadnought USS Star System...
https://memory-beta.fandom.com/wiki/USS_Star_Syste m
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 19 Kwi 2019 07:25:53
Jeden z ciekawszych dowodów pierwotnej wolkańskości Minbari - b. podobne ceremonialne instrumenty muzyczne:


 
USS Phoenix forum / Star Trek / Czy z Babel 5 byłoby nam lepiej? - czyli historia alternatywna Treka

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!