USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Najeżdżanie na ENTka
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  8  9  10  11  12  »» 
Autor Wiadomość
Enterprise D
Użytkownik
#91 - Wysłana: 4 Sty 2012 15:13:54
7z9:
Czemu "biblia"? bo każdy odcinek niesie za sobą jakąś życiową mądrość, prawdę- której często nie zauważamy w codziennym życiu. Nawet najbardziej denny odcinek niesie w sobie ładunek do przemyśleń. Gdzie wydarzenia choć pokazane przy udziale jakiś innych ras, światów, tak naprawdę pokazują nas- ludzi- jacy my jesteśmy (...

Czyżby?
Mało jest takich odcinków które pokazują życiowe mądrości, więcej jest ich w ENT, tam pokazują prawdę o nas samych, że my ludzie musimy do pewnych spraw dorosnąć, że nie jesteśmy doskonali i takimi, za jakich się uważamy. A najwięcej takich przesłań znajduję się w TOS i nie wiem jak Ty możesz nie uznawać takiej serii. Jest to przecież orginał, PRAWDZIWY Star trek, tam czuć ten klimat, tę atmosferę że jesteśmy w kosmosie, czego najlepsze nawet efekty specjalne nie oddają i NIGDY żadna seria tej cudownej atmosfery nie umiała oddać. I jeszcze Wulkanie: tylko Spok był prawdziwym Wolkanem, żaden inny mu nie dorównywał, można powiedzieć że reszta to tylko plastikowe podróby z szpiczastymi uszami nie mające nic wspólnego z Wolkanami.
Dukat
Użytkownik
#92 - Wysłana: 4 Sty 2012 18:30:27 - Edytowany przez: Dukat
Q__:
Ok, zatem poprawiam się i najeżdżam. Powtórzyłem sobie specjalnie ENT "Cogenitor" i cóż mogę powiedzieć?

Takoż dziś uczyniłem i ja.

Q__:
Zacznijmy od zalet: po pierwsze czuje się w tym odcinku już od pierwszych scen charakterystyczny trekowy klimat. Tak, można nie znać serialu, ani bohaterów, ale wystarcza rzut okiem i już się wie: to musi być Star Trek. Po drugie: duch eksploracji - badania tej gwiazdy ("Słoneczny Nurek" Brina się kojarzy), towarzysząca Kontaktowi wymiana kulturowych, naukowych... i kulinarnych dóbr; to też robi wrażenie.

Tak, ta bezkrytycznie naiwna otwartość, "tu jest nasz silnik, a takie mamy armaty, chętnie zjemy wam z ręki wszystko co nam podacie..." no, ale ok, w innych Trekach bywało tak samo

Q__:
Po trzecie: normalnie bym sarkał na kolejnych idealnie humanoidalnych psychicznie Obcych o tylko niezacznie udziwnionym wyglądzie, ale nie tym razem. Tym razem to pozorne podobieństwo stanowi tło udatnie uwypklające fundamentalną Obcość Vissian (sądzę, że wyszło to B&B mimo woli, tym niemniej wyszło).

Dobra, niech im będzie.

Q__:
Teraz centralny Problem: stanowczo udane połączenie fantastyki biologicznej - trzy płcie, realnego dylematu wynikłego ze zderzenia kulturowego

Trudno powiedzieć, czy to była "płeć". Istota "płci" jest wymiana materiału genetycznego, a tu było tylko wspomnienie o "produkcji enzymu", wyraźnie scenarzysta uciekał od dokładniejszych wyjaśnień w zakresie "fantastyki biologicznej". Tym samym jest t dziwne, że samego enzymu nie mogą sobie zrobić w replikatorze, jak tacy zaawansowani

Q__:
Dylemat mocny, idealnych wyjść nie ma, jednak nie jest prawdą, to co sugerują nam B&B tym oto dialogiem:
Trip: "I'm responsible [for the cogenitor's death]."
Archer: "You're damned right, you're responsible."
W prezentowanej sekwencji zdarzeń to nie lekkomyślny dobroduszny idealizm pana Tuckera odpowiedzialny jest za śmierć Charlesa, a sam Archer.

Pozwolę sobie się zgodzić tym razem. Trip w zasadzie zrobił to samo co dawno, dawno temu Archer z T'Pol, nieprawdaż

Q__:
Do tego dochodzi wiadome podejrzano-przepakowane tło technologiczne i prezentowany przez doktora Phloxa styl wiem,-ale-nie-powiem (dopiero ciągnięty za język dzieli się wiedzą, co b. zgrzyta z otwartością Vissian)

Nie zauważyłem tego, wręcz przeciwnie, wyglądało jakby chciał mówić więcej, tylko Trip nie chciał pytać o szczegóły lub scenarzysta uznał, że ta baje będą oglądały dzieci

No i na koniec rozśmieszyło mnie nawiązanie do Klaatu... no jak mogli się ludzie obawiać, wpada taki bez zaproszenia i bez zapowiedzi, zamaskowany, wymachuje nieznanym przedmiotem. No niebywałe, że ktoś reaguje agresywnie. Swoja drogą ciekawe co by było jakby podliczyć ofiary jego rzekomo nie destruktywnej manifestacji siły...
Eviva
Użytkownik
#93 - Wysłana: 4 Sty 2012 18:38:31
Congenitor to bardzo dobry odcinek. Pokazuje, co moz e się stać, gdy razem z naszymi ideałami i naszym pojmowaniem świata wchrzanimy się z butami w cudzą kulturę. Z punktu widzenia ludzi mieliśmy do czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością, uciskiem istot rozumnych - tyle, ze to nie byli ludzie. Załoga Archera znała ich od paru godzin, to stanowczo za mało, by cokolwiek o nich wiedzieć. Próba pomocy zakończyła się tragicznie, do czego nie musiało dojść, gdyby wszyscy trzymali się rady T'Pol i nie wtykali nosa w nie swoje sprawy. Jakże często mamy do czynienia tu, na Zioemi, z tragediami wynikłymi właśnie z takich nieporozumień...
Dukat
Użytkownik
#94 - Wysłana: 4 Sty 2012 18:44:00
Eviva:
Congenitor to bardzo dobry odcinek. Pokazuje, co moz e się stać, gdy razem z naszymi ideałami i naszym pojmowaniem świata wchrzanimy się z butami w cudzą kulturę. Z punktu widzenia ludzi mieliśmy do czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością, uciskiem istot rozumnych - tyle, ze to nie byli ludzie.

To jest problem jednoodcinkowych obcych. W jednym odcinku musi nastąpić kontakt, poznanie i pojawić się problem oraz jego rozwiązanie. To największy grzech Treka od zawsze.
Eviva:
Próba pomocy zakończyła się tragicznie, do czego nie musiało dojść, gdyby wszyscy trzymali się rady T'Pol i nie wtykali nosa w nie swoje sprawy

Wszystko byłoby dobrze gdyby Vissianie nie zabierali "pieska" na obcy statek i nie sadzali przy stole (!). Klasyczny motyw obcego, który sam robi wszystko by wywołać nieporozumienie, a na koniec scenarzysta oskarża człowieka.
Jurgen
Moderator
#95 - Wysłana: 4 Sty 2012 19:49:07
Enterprise D:
I jeszcze Wulkanie: tylko Spok był prawdziwym Wolkanem, żaden inny mu nie dorównywał, można powiedzieć że reszta to tylko plastikowe podróby z szpiczastymi uszami nie mające nic wspólnego z Wolkanami.

No cóż, ja osobiście uważam, że to Spock był prawdziwym Wolkanem, jeżeli za normę "wolkańskości" uznamy nie to co ekranowi Wolkanie mówili, tylko jak postepowali. Jeżeli jednak za normę przyjmiemy głoszoną (i podobno wyznawaną przez nich) filozofię, to obawiam się, że prawdziwymi Wolkanami w całym ST byli jedynie Sarek (wersja harkorowa) Tuvok (wersja bardziej liberalna) i może Saavik. Ale może najlepiej byłoby, żeby wypowiedział się tu jaki Wolkan () albo przynajmniej ktoś, kto fedług filozofii Suraka stara się żyć.
Eviva
Użytkownik
#96 - Wysłana: 4 Sty 2012 20:14:09
Jurgen:
Ale może najlepiej byłoby, żeby wypowiedział się tu jaki Wolkan () albo przynajmniej ktoś, kto fedług filozofii Suraka stara się żyć.

No nto pozostajesz nam TY
7z9
Użytkownik
#97 - Wysłana: 4 Sty 2012 22:21:36
Enterprise D:
I jeszcze Wulkanie: tylko Spok był prawdziwym Wolkanem, żaden inny mu nie dorównywał, można powiedzieć że reszta to tylko plastikowe podróby z szpiczastymi uszami nie mające nic wspólnego z Wolkanami.

No to znajdujemy się na dwóch przeciwległych biegunach więc dalsze rozkminki nie mają sensu.
Już kiedyś pisałem co myślę o TOSie więc oszczędzę co niektórym powtórnych "bluźnierstw" Co nie mogę powiedzieć o anty fanach VOY. Trudno, "nie wiecie co czynicie"- odpuszczam wam winy
Jeśli chodzi o twój typ Volcanina to znów mamy zupełnie odmienne zdanie. Jeśli chodzi o czołowe postacie z tej rasy to Tuvok. Jeśli chodzi o Spok'a, to jest to najbardziej przereklamowana postać w całym ST.
Q__
Moderator
#98 - Wysłana: 4 Sty 2012 22:43:37 - Edytowany przez: Q__
Tribute dla matołka Archera, dla miłośników tegoż matołka:
http://www.youtube.com/watch?v=35TQa812AAw

ps. o ENT "Civilization" postaram się napisać jutro... póki co wrzucę recenzję Jammera:
http://www.jammersreviews.com/st-ent/s1/civilizati on.php
Kor
Użytkownik
#99 - Wysłana: 5 Sty 2012 02:16:33 - Edytowany przez: Kor
Dukat:
Jest w tym coś fascynującego, prawda? Człowiek najpierw odrzuca wszelki teizm, tylko po to, żeby wierzyć, że gdzieś tam może istnieć dziwaczny "Q". Niektóre mózgi są bardzo fascynujące i pewnie dlatego czytam to forum

Ależ Q to przecież nie jest Bóg sensu stricto. Q to istota, która z perspektywy człowieka posiada moce i atrybuty niemal boskie, jednak powstała naturalnie.

Wyśmiewasz sąd Q nad ludźmi, tak jakby Q był jakimś Bogiem, ale on nie jest Bogiem i nie dokonuje boskiego sądu nad ludzkością. To wyłącznie jeden z jego złośliwych wybryków. Tylko w perspektywie ludzkich marzeń o nieśmiertelności czy wszechmocy, Q może być uznany za istotę boską. I w tej perspektywie, w perspektywie związanych z tym wyobrażeń, Q okazuje się być bogiem upadłym. Jest wszech-kosmicznym kpiarzem, złośliwym demonem, istotą znudzoną swoją nieśmiertelnością, mocą i wiedzą bliską wszechwiedzy. Ujawnia filozoficzną prawdę, że w momencie kiedy osiągnie się już wszystko, o czym tak wielu z nas marzy, nie ma już nic więcej do osiągnięcia, a więc istnienie traci swój sens. Wszechmoc czyni nas martwymi i nie raz kończy się sadyzmem pustki. Jest to sadyzm tęsknoty za kontaktem i tak można rozumieć postępowanie Q (pokrywane często niewyszukanym żartem). Mamy tu powtórzenie motywu faustowskiego.

Tego co mówi Q w różnych momentach nie można bezrefleksyjnie brać za prawdę. Np. tego, że Q-kontinuum chce poznać ludzkość, gdyż ta w przyszłości może im zagrozić. To raczej kolejne jego zmyślenie. Q przypadkiem natrafia na ludzkość i odkrywa w niej coś, co jemu samemu jest już niedostępne. Fascynację światem i jego tajemnicą. Stąd jego zainteresowanie Enterprise. W miarę jak lepiej poznaje ludzkość odkrywa stopniowo coś jeszcze. Mianowicie fakt, że istnieje jeszcze jedna tajemnica Wszechświata, być może dostępna jemu samemu, prawda, której świadomość utracił - że sens życia można tworzyć przez przyjaźń, altruizm, przejmowanie się losem drugiego.

Na tym gruncie Q z czasem się zmienia. Stopniowo odradza w sobie to, co my moglibyśmy określić mianem duszy. Momentem symbolicznym jest tutaj dar dla Daty (Data symbolizuje egzystencjalne niespełnienie swoim dążeniem by stać się człowiekiem) i uratowanie planety na którą mógł spaść księżyc. Q odbudowuje w sobie jakieś przejęcie światem. Na ile jeszcze może, choćby na chwilę. Ale czy na pewno? Czy ta odnowa w istocie ożywia w nim uczucie, czy jest już tylko intelektualnym zrozumieniem, cieniem radości utraconej, po prostu i jedynie postąpieniem słusznie, kiedy sama pustka z konieczności musi mu towarzyszyć do końca czasu. Co się kryje w tych gorzkich słowach wygłoszonych do Daty w których wyższość Q jest już tylko retorycznym pozorem:

There are creatures in the universe who would consider you the ultimate achievement, android. No feelings, no emotions, no pain... And yet you covet those qualities of humanity. Believe me, you're missing nothing. But if it means anything to you - you're a better human than I.

Być może upadek wszechmocy jest nieodwracalny. Czy ktoś kto zjadł owoc z drzewa poznania dobra i zła (przekroczył granicę, jak dorosłość przekracza granice dzieciństwa) może odzyskać niewinność i spokój? Czy może ją odzyskać byt, który obok tego zatracił to co jeszcze zostało - możliwość fascynacji światem, poczucie tajemnicy, bliskość z innym? W tym sensie Q jest nie tylko bogiem upadłym, lecz bogiem podstarzałym, bogiem zmęczonym, albo po prostu... człowiekiem.

Obok tego podstawowego wątku, i jego drugiej strony - uczenia się z kolei pewnych prawd o sobie przez załogę Enterprise - Q spełnia liczne pomniejsze zadania w przebiegu TNG.

Jeśli to chcesz nazywać głupim, to śmiało, ale takie koncepty to po prostu wręcz przykład tego, jak powinno się tworzyć sci-fi na poziomie. DS9, ENTek, czy VOY nie są w stanie nawet się zbliżyć do tej jakości.

Jeśli chcesz powiedzieć, iż wynoszę z tego więcej, niż tam jest, to miniesz się z prawdą, bowiem TNG cenię właśnie dlatego, że ku takim analizom naturalnie ciągnie moją myśl. Czego nie mogę powiedzieć o niektórych innych seriach, a już wcale o ENTku. I tu leży różnica między sztuką, a jej pozorowaniem. Sztuka mówi, a pozór wymaga zagadywania po fakcie. I można do woli wyszukiwać luki w TNG i na tej sztucznej podstawie dokonywać fałszywych zrównań (tu burak i tu burak) podstawowego faktu to nie zmieni - TNG ma coś istotnego do powiedzenia, kiedy ENTek - relatywnie - za grosz. Co nie przeczy faktowi, że istnieją dobre epizody ENTka i nędzne TNG. Chodzi o pełny obraz.

Eviva:
Congenitor to bardzo dobry odcinek. Pokazuje, co moz e się stać, gdy razem z naszymi ideałami i naszym pojmowaniem świata wchrzanimy się z butami w cudzą kulturę. Z punktu widzenia ludzi mieliśmy do czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością, uciskiem istot rozumnych - tyle, ze to nie byli ludzie.

Tu nie chodzi o to, że to nie byli ludzie. Mieliśmy do czynienia ze świadomością ograniczoną, dla której coś jest naturalne i która być może w tej przestrzeni jej wyznaczonej (które to wyznaczenie my, będąc poza granicą, uważamy za niesprawiedliwość) znalazła swoje małe szczęście. Trip rozbija tę granicę, pokazuje co leży za nią. Sam jeszcze nie wie, czy będzie w stanie zapewnić realizację, ale pokazuje możliwość. To jedna z tych dobrych chęci, jakimi wybrukowane jest piekło.

W ten sposób niszczy cały świat cogenitora. To co wydawało się wielkie, staje się małe, dotychczasowe marzenia stają się pozbawione znaczenia, cele nieistotne wobec nowo poznanych, a to wszystko może się okazać i okazuje się, jedynym co pozostanie. Można się oburzać na Archera, nie zmienia to faktu, że Trip zachował się jak idiota. Jak najbardziej można go za śmierć cogenitora winić. Odpowiedzialność Archera nie skreśla jego odpowiedzialności. Naiwny idealizm nie jest żadnym usprawiedliwieniem, to jedna z częstych przyczyn ludzkiego cierpienia.

Można filozoficznie pytać, kim jesteśmy, żeby określać co jest złudzeniem. Nawet jeśli jednak możemy być tu podstawą sądu, czasami najlepszym wyjściem jest pozwolić się łudzić.
Jurgen
Moderator
#100 - Wysłana: 5 Sty 2012 07:45:34
Eviva:
No nto pozostajesz nam TY

Raczej nie, bo ja tylko pozuję na Wolkana, a w rzeczywistości bliżej mi do Romulanina. Taka zakamuflowana opcja romulańska.

7z9:
Jeśli chodzi o Spok'a, to jest to najbardziej przereklamowana postać w całym ST

Żeby była pełna jasność: ja uważam Spocka za postać świetną, jedną z lepszych w ST. Stoję tylko na stanowisku, że nie realizuje on w pełni ideału Wolkana i bliżej do tego jest Sarekowi i Tuvokowi.
Q__
Moderator
#101 - Wysłana: 5 Sty 2012 08:42:52 - Edytowany przez: Q__
Dukat

Dukat:
Ja ostatnio widziałem niezły odcinek ENT z pierwszego sezonu. "Civilization" (?) o wiele lepszy od tego Twojego TNG

Jak wspomniałem: obejrzałem to cudo. Rozumiem, że polecasz jako argument przeciwko PD, ale żeby tam lepsze od TNG?

Początek nawet fajny - to klasyfikowanie gwiazd i planet (powracający motyw supernowych) z jednej strony wspominana próba urealnienia Treka, z drugiej trudno urealniać skoro zaraz dostajemy humanoidy w TOSowym stylu (podobne ciuszki miewały "rasy odcinka" napotykane przez Kirka, choćby ci zniewoleni przez Landru) i Hoshi robiącą za universalny translator (ona chyba jest jakimś mentatem, bo zwykły człowiek nie dałby rady? ). Jest wątek kryminalny (trochę śledztwo zwykłe, trochę naukowe), jest sporo strzelanino-ganianin w TOSowym stylu, Archer wyznacza szlaki, którymi podążał będzie Kirk zarówno w zakresie udawania tubylca, jak i uwodzenia tubylek. Okraszone jest to wszystko - niegłupimi nawet - refleksjami o tym że ludzie dawnych epok, mimo mniejszej wiedzy o świecie umieli być inteligentni, błyskotliwi i zadziwiająco współcześni w swoich wnioskach (bo kosmiczna wyprawa naszych bohaterów okazuje się tu poniekąd wyprawą w przeszłość) - ładnie uosabia te refleksje postać pani aptekarz.
Ogląda się nawet miło (po raz kolejny ENT zaskoczył mnie in plus), Vejar sprawnie reżyseruje, ale wielkiego sensu, intelektualnej syntezy w stylu TNG w tym nie ma. Ot paskudni przybysze robią, z zimnej obojętności zresztą bardziej niż z wredoty, krzywdę tubylcom, a szlachetni przybysze ich powstrzymują.
Jeśli doszukiwać się w tym podważania zasadności PD, to chyba na zasadzie na jakiej istnienie skutecznych złodziei miałoby być argumentem przeciw penalizacji kradzieży. (Zresztą po przegnaniu badguy'ów planeta ma trafić pod wolkańską kuratelę, czyli ktoś jednak przestrzegania tej PD - nie nazywanej zresztą jeszcze PD - pilnuje.)
Trudno też ew. wnioski z tegoż odcinka - jakie by nie były - odnosić do realnego Wszechświata i realnej Obcości, bo co to za obcość, którą skutecznie niweczy ukradkowy pocałunek...
Tyle moich refleksji o "Civilization".

(Jawnie wkurzające jest natomiast sugerowanie, że wszystkie znane nam zasady GF pochodzą od Wolkan: i PD, i nazewnictwo klas planet. Gdzie w tej UFP kompromisy, skoro wygląda po prostu, że wszyscy inni przyjęli po prostu odpryski Vulcan Way of Life.)

Dukat:
Wszystko byłoby dobrze gdyby Vissianie nie zabierali "pieska" na obcy statek

Ładnie z takim przekąsem o istocie rozumnej (nawet gdy wymyślona)?

Jurgen

Jurgen:
bo ja tylko pozuję na Wolkana, a w rzeczywistości bliżej mi do Romulanina. Taka zakamuflowana opcja romulańska

Jesteś jakąś rodziną dla mojego Xona, czy tylko bratnią duszą?
Dukat
Użytkownik
#102 - Wysłana: 5 Sty 2012 08:55:17 - Edytowany przez: Dukat
Kor:
Ależ Q to przecież nie jest Bóg sensu stricto. Q to istota, która z perspektywy człowieka posiada moce i atrybuty niemal boskie, jednak powstała naturalnie.

Albo kapitan ma urojenia

Kor:
Tego co mówi Q w różnych momentach nie można bezrefleksyjnie brać za prawdę. Np. tego, że Q-kontinuum chce poznać ludzkość, gdyż ta w przyszłości może im zagrozić. To raczej kolejne jego zmyślenie.

I to jest sedno, zakłamany złośliwiec (ale najwyraźniej reszta jego rasy nie ma tego problemu, co podważa te wszystkie faustowskie wywody).

Kor:
Można się oburzać na Archera, nie zmienia to faktu, że Trip zachował się jak idiota.

Zauważ, że jako pierwsi jak idioci zachowali się obcy. Po kiego zabierali na Enterprise "pieska", którego nigdzie nie zabierają, nawet nie nadają mu imienia? dlaczego z "pieskiem" siadają przy stole jak z równym sobie, chociaż na co dzień tego nie robią? Sami złamali swoje rzekome kulturowe zasady i spowodowali nieporozumienie.
Natomiast Trip zrobił to samo co Archer zrobił w jednym z pierwszych odcinków wobec T'Pol, dokładnie to samo, a się wymądrza na koniec.

Osobna kwestią jest jak absurdalny jest ten pomysł z "katalizatorem". Widzimy, ze obcy tworzą pary i bardzo pragną potomstwa, chcą je wychować i w ogóle...tylko co robili przez tysiąclecia gdy rodziły im się "katalizatory"?

Q__:
Jak wspomniałem: obejrzałem to cudo. Rozumiem, że polecasz jako argument przeciwko PD, ale żeby tam lepsze od TNG?

Pewnie, ktoś zrobił wreszcie coś co ociera się przynajmniej o scenariusz nie przewidziany przez wyznawców Pierwszej Dyrektywy, a dość oczywisty w "zatłoczonej galaktyce".

Q__:
Początek nawet fajny - to klasyfikowanie gwiazd i planet (powracający motyw supernowych) z jednej strony wspominana próba urealnienia Treka, z drugiej trudno urealniać skoro zaraz dostajemy humanoidy w TOSowym stylu (podobne ciuszki miewały "rasy odcinka" napotykane przez Kirka, choćby ci zniewoleni przez Landru) i Hoshi robiącą za universalny translator

Q__:
Jest wątek kryminalny (trochę śledztwo zwykłe, trochę naukowe), jest sporo strzelanino-ganianin w TOSowym stylu, Archer wyznacza szlaki, którymi podążał będzie Kirk zarówno w zakresie udawania tubylca, jak i uwodzenia tubylek.

Nawiązują do klaski

Q__:
Okraszone jest to wszystko - niegłupimi nawet - refleksjami o tym że ludzie dawnych epok, mimo mniejszej wiedzy o świecie umieli być inteligentni, błyskotliwi i zadziwiająco współcześni w swoich wnioskach (bo kosmiczna wyprawa naszych bohaterów okazuje się tu poniekąd wyprawą w przeszłość) - ładnie uosabia te refleksje postać pani aptekarz.

I przede wszystkim pod tym względem pada parę cytatów, które są ciosem śmiertelnym dla PD: "pomijając technologię niewiele się różnimy" czy "gdyby urodziła się na Wolkanie byłaby znakomitym lekarzem". Ja dodam tu tylko od siebie: "czego dokonałby Newton, gdyby miał dzisiejsze narzędzia i wiedzę" oraz "ciekawe czy Ty wymyśliłbyś jak rozpalić ogień dwoma patykami nie znając choćby podstaw teorii termodynamiki"

Q__:
Ogląda się nawet miło (po raz kolejny ENT zaskoczył mnie in plus) Vejar sprawnie reżyseruje, ale wielkiego sensu, intelektualnej syntezy w stylu TNG w tym nie ma.

O ile przy TNG jest "intelektualna synteza", a nie przekombinowane intelektualizowanie

Q__:
Jeśli doszukiwać się w tym podważania zasadności PD, to chyba na zasadzie na jakiej istnienie skutecznych złodziei miałoby być argumentem przeciw penalizacji kradzieży.

Raczej to wygląda tak: "sam przestrzegam zasady, żeby nie kraść i tylko dlatego nikomu nie powiem, ze wkoło są złodzieje"

Q__:
Zresztą po przegnaniu badguy'ów planeta ma trafić pod wolkańską kuratelę, czyli ktoś jednak przestrzegania tej PD - nie nazywanej zresztą jeszcze PD - pilnuje

Czyli następujące problemy:
- podglądamy bez wiedzy i zgody obserwowanego
- zaglądamy co jakiś czas sprawdzić czy wszystko jest w porządku. W czasach Kirka to było co parę lat, a do zmiecenia takiej cywilizacji "złym facetom" wystarczy tydzień.
- cywilizacja korzystająca ze wszelkich możliwych zasobów może szybko stać się silniejsza od oderwanych od rzeczywistości Wolkanów, tym samym "mafia" zwycięży z takim "policjantem, któremu regulamin zakazuje kontaktu ze społeczeństwem".

Q__:
Trudno też ew. wnioski z tegoż odcinka - jakie by nie były - odnosić do realnego Wszechświata i realnej Obcości, bo co to za obcość, którą skutecznie niweczy ukradkowy pocałunek...

Burak Trekowy typowy.

Q__:
Jawnie wkurzające jest natomiast sugerowanie, że wszystkie znane nam zasady GF pochodzą od Wolkan: i PD, i nazewnictwo klas planet. Gdzie w tej UFP kompromisy, skoro wygląda po prostu, że wszyscy inni przyjęli po prostu odpryski Vulcan Way of Life.

Ideologia Treka zbudowana jest wokół mitu zbawiennego Pierwszego Kontaktu z Wolkanami, pewnie dlatego są mentorami. Abrams chciał to brutalnie zmienić, ale widać fanom się nie spodobało
Kor
Użytkownik
#103 - Wysłana: 5 Sty 2012 09:53:31 - Edytowany przez: Kor
Dukat:
I to jest sedno, zakłamany złośliwiec (ale najwyraźniej reszta jego rasy nie ma tego problemu, co podważa te wszystkie faustowskie wywody).

Sednem jest jakie są tego przyczyny. Reszta jego rasy ma albo te same, albo zbieżne problemy (wyniosły stoicyzm, marazm, rezygnacja, zamknięcie się w pustce własnego istnienia). W tym sensie Q ma jeszcze w sobie iskrę. Choćby była tylko wspomnieniem.

Faustowskie odczytanie Q wręcz samo się narzuca.

Zdawali sobie z tego sprawę twórcy VOYa, którzy przecież dostarczyli nam wizji pogrążonego w marazmie kontinuum i Q, który chce popełnić samobójstwo. Tylko, że w VOYu było to już tak partackie, dosłowne i wyzbyte zdolności uchwycenia symbolicznego sedna, że się robi niedobrze.

Naprawdę, tu nie chodzi nawet o samą postać Q, bo ona nie występuje w próżni. Wystarczy - przynajmniej ja mam takie doświadczenie - uważnie i z namysłem oglądać TNG by dostrzec, że cała seria, rozmaite jej wątki wyznaczają tego typu przestrzeń dyskusji i wzajem się w niej zazębiają.

Nie chodzi o samego Q, ale np. Q odniesionego do Picarda czy egzystencjalnych poszukiwań Daty, o Datę w kontekście swego twórcy i ojca dr Soonga oraz złego brata bliźniaka, pryzmatyczne rozbicie uczuć i intelektu, filozoficzną zagwozdkę Borga jako zła bez zła, perspektywy zagłady i zniewolenia jako objawiającej się nagle siły natury, pytań o tożsamość, o poczucie "ja", o stanie na rozstaju kultur (Worf), o tradycję zderzoną z postępem, następstwa pokoleń, filozoficzny sens rodzicielstwa, rozważania o dziejowości i przeznaczeniu, poszukiwaniu sensu istnienia itd. itd.

Wszystko to zamyka perspektywa podróży przez kosmos, dążenia tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek, a to znaczy po prostu w przyszłość i nowe perspektywy, bo chociaż pokolenia odchodzą, a nowe powtarzają część dawnych słabości i pewne pytania być może zawsze pozostaną bez odpowiedzi, to ciekawość i nadzieja pozostają żywe, na przekór, a czasem dzięki tym przypadłościom (bo człowiek karmi się tajemnicą i uczy na błędach).

Całe TNG jest takie, to wszystko sensownie się łączy (chociaż miewa słabsze momenty), i, szczerze, nie rozumiem, jak można tego nie widzieć. Epizody to kolejne cegiełki w filozoficznym przepytywaniu życia. To widać nawet w samej narracji i obrazowaniu - istnieją np. epizody, którym można nadać miano spotkania. Następuje zetknięcie dwóch statków w przestrzeni, wyradza się problem i dyskusja, które po licznych napięciach i perturbacjach, kończą się jakimś nowym zrozumieniem. W ostatnich scenach widzimy statki odlatujące w przeciwnych kierunkach. Załogi pewnie nigdy się już nie spotkają, ale wzajemnie coś z tego spotkania wynoszą. Doświadczenie, moment w podróży przez Wszechświat (a więc dzieje, czy jednostkowo - życie).

Tak wygląda TNG. O tym serialu można pisać książki (i w istocie się to czyni: są prace i o samym TNG i prace, które na bazie TNG, a czasem Treka w ogóle, wykładają np. etykę).

Dukat:
Albo kapitan ma urojenia

To również można by ciekawie pociągnąć

Dukat:
Zauważ, że jako pierwsi jak idioci zachowali się obcy.

A jakie to ma znaczenie?

Dukat:
Natomiast Trip zrobił to samo co Archer zrobił w jednym z pierwszych odcinków wobec T'Pol, dokładnie to samo, a się wymądrza na koniec.

Archer to dureń A tak serio - gdzie ja broniłem Archera? Ani to co robi Archer, ani to co robią obcy nie zmienia faktu, że Trip nie powinien robić tego, co robi i jest winny konsekwencji.
Dukat
Użytkownik
#104 - Wysłana: 5 Sty 2012 10:53:53 - Edytowany przez: Dukat
Kor:
Sednem jest jakie są tego przyczyny. Reszta jego rasy ma albo te same, albo zbieżne problemy (wyniosły stoicyzm, marazm, rezygnacja, zamknięcie się w pustce własnego istnienia). W tym sensie Q ma jeszcze w sobie iskrę. Choćby była tylko wspomnieniem.

Faustowskie odczytanie Q wręcz samo się narzuca.

albo jest zwyczajnym złośliwym sadystą. Do tego wcale nie trzeba być wszechmocnym.


Kor:
Zdawali sobie z tego sprawę twórcy VOYa, którzy przecież dostarczyli nam wizji pogrążonego w marazmie kontinuum i Q, który chce popełnić samobójstwo. Tylko, że w VOYu było to już tak partackie, dosłowne i wyzbyte zdolności uchwycenia symbolicznego sedna, że się robi niedobrze.

Uznajmy, że VOY się nie liczy

Kor:
Całe TNG jest takie, to wszystko sensownie się łączy (chociaż miewa słabsze momenty) i, szczerze, nie rozumiem, jak można tego nie widzieć. O tym serialu można pisać książki (i w istocie się to czyni: są prace i o samym TNG i prace, które na bazie TNG, a czasem Treka w ogóle, wykładają np. etykę).

Przy czym tych "słabszych momentów" jest od groma, w zasadzie to można powiedzieć, ze jest marny, ale ma mocniejsze momenty

Kor:
A jakie to ma znaczenie?

yyyyy... ma znaczenie dla oceny kto pierwszy popełnił błąd powodując ciąg wypadków prowadzących do tragedii. Weź przykład: kierowca A wjechał "na czerwonym", kierowca "B" w niego przywalił, kto ponosi winę za wypadek?

Kor:
Archer to dureń A tak serio - gdzie ja broniłem Archera? Ani to co robi Archer, ani to co robią obcy nie zmienia faktu, że Trip nie powinien robić tego, co robi i jest winny konsekwencji.

Nie twierdziłem, ze bronisz Archera, wskazałem tylko na kolejnego buraka w odcinku, który uważasz za dobry
Natomiast co do odpowiedzialności patrz przykład wyżej

Q__
Jeszcze dodam, że motyw z guzikami "niebieskim" i "żółtym", też był nowatorski stanowi to ogromny postęp w porównaniu do częstego swobodnego używania obcych komputerów w Treku (albo buraczanego VOY z "czasomierzem" wyświetlającym ...arabskie liczby)
Kor
Użytkownik
#105 - Wysłana: 5 Sty 2012 11:01:04 - Edytowany przez: Kor
Dukat:
albo jest zwyczajnym złośliwym sadystą. Do tego wcale nie trzeba być wszechmocnym.

Nie jest, bo się zmienia. To co zrobiono z nim w DS9 i VOY w ogóle mnie nie obchodzi.

Dukat:
Przy czym tych "słabszych momentów" jest od groma, w zasadzie to można powiedzieć, ze jest marny, ale ma mocniejsze momenty

Moim zdaniem mylisz się na miarę błędu jaki mógłby popełnić Q będąc omnipotentnym. Czepiasz się szczegółów i szczególików, a umyka Ci cała głębia sedna.

To co powiedziałem o dzieleniu włosa na czworo (że tego nie lubisz), powinienem nieco zmienić. Dzielisz włos na czworo, ale nie tam gdzie trzeba. Bo automatycznie wyrzucasz poza nawias świadomości coś, co więcej się skupia na kwestiach filozoficznych, najbardziej ogólnych, egzystencjalnych. Jak inaczej wytłumaczyć, że w TNG widzisz przede wszystkim często powierzchowne i pomijalne błędy? Jest tak, ponawiam podejrzenie, dlatego, że dla Ciebie interesujące jest przede wszystkim to, co twardo stąpa po ziemi.

Z tego powodu czepiasz się na siłę TNG, a przymykasz oczy na to, że DS9 jest nie mniej pełne niedorzeczności.

Przy tym ja mam opinię taką, że DS9 zbyt często mówi o kwestiach, o których równie dobrze mógłby mówić dowolny dramat społeczny. Nie w takich kwestiach widzę siłę science fiction. Sci-fi ma specyficzne możliwości wypowiadania i uważam, że TNG właśnie po te możliwości sięgnęło.

Dukat:
yyyyy... ma znaczenie dla oceny kto pierwszy popełnił błąd powodując ciąg wypadków prowadzących do tragedii. Weź przykład: kierowca A wjechał "na czerwonym", kierowca "B" w niego przywalił, kto ponosi winę za wypadek?

Uprawisz sofistykę. Sytuacja wygląda tak - ktoś nie zamknął drzwi, a Trip się włamał. To, że Trip miał okazję działać, nie oznacza, że ktoś go zmusił do działania, czy że działanie mu się przydarzyło. Miał swój rozum.

Dukat:
Nie twierdziłem, ze bronisz Archera, wskazałem tylko na kolejnego buraka w odcinku, który uważasz za dobry

Bo jest dobry, jak się nie tropi buraków, tylko śledzi sens.
Dukat
Użytkownik
#106 - Wysłana: 5 Sty 2012 11:16:41
Kor:
Nie jest, bo się zmienia.

Zmienia się głównie w momenci pozbawienia mocy, punktem zwrotnym jest kara, odczuwanie cierpienia, świadomość, ze może zginąć, ze jest śmiertelny. Nie zmienia się jako wszechmocny Q. Zresztą czy się tak bardzo zmienia

Kor:
Moim zdaniem mylisz się na miarę błędu jaki mógłby popełnić Q będąc omnipotentnym. Czepiasz się szczegółów i szczególików, a umyka Ci cała głębia sedna.

To było ogólnie o TNG, a nie o Q.

Kor:
Sytuacja wygląda tak - ktoś nie zamknął drzwi, a inny się włamał. To, że Trip miał okazję działać, nie oznacza, że ktoś go zmusił do działania, czy że działanie mu się przydarzyło. Ma swój rozum.

To nie dokładnie tak. Oni złamali swoje własne zasady kulturowe traktując przez moment katalizatora "po ludzku", a później mieli pretensje, ze ktoś chciał katalizatora traktować "po ludzku". Pod tym względem nawiązanie do Klaatu - idioty prowokującego nieporozumienie jest na miejscu.
Kor
Użytkownik
#107 - Wysłana: 5 Sty 2012 11:24:44 - Edytowany przez: Kor
Dukat:
Zmienia się głównie w momenci pozbawienia mocy, punktem zwrotnym jest kara, odczuwanie cierpienia, świadomość, ze może zginąć, ze jest śmiertelny. Nie zmienia się jako wszechmocny Q. Zresztą czy się tak bardzo zmienia

Punktem zwrotnym jest uświadomienie sobie, że bez swoich mocy nawet nie potrafi być porządnym człowiekiem (Data, który za człowieczeństwem tęskni okazuje się być bardziej ludzki ratując Q z narażeniem życia) i że sprowadził zagrożenie na załogę Enterprise. Postanawia popełnić samobójstwo.

Czy bardzo się zmienia? Zmienia się. Do jakiego stopnia? Trudno powiedzieć. Od sądu z Encounter at Farpoint, do Tapestry, gdzie pomaga Picardowi zrozumieniu pewnej egzystencjalnej prawdy (o ile nie ratuje mu życia; tego nie wiemy) zmiana jest, zdaje się, dość znacząca.

Dukat:
To było ogólnie o TNG, a nie o Q.

Toteż odpisałem Ci ogólnie o TNG. Ogólnie TNG to nie tylko wybitny Trek, to w ogóle wybitny serial sci-fi i nie przypadkiem na listach masy osób znajduje się wręcz jako najwybitniejszy.

To samo co piszę o Q mógłbym pisać o dziesiątkach wątków z TNG, a w szczególności Daty, Picarda, Worfa i Borga, oraz o samym tym serialu (który te wątki jednoczy). Ja po prostu nie czepiam się dziury w całym. Wiadomo, że TNG jest dziurawe jak sito (tak samo jest DS9, a już w ogóle VOY, czy ENT). Te dziury nie przeszkadzają mi wszelako w tym, by widzieć w tym serialu tyle płaszczyzn dyskusji, że uważam doświadczenie z nim za jeden z najsilniejszych generatorów myśli w moim życiu.

Niepotrzebnie wszystko bierzesz za prawdę objawioną i się z nią nie zgadzasz, a poprzez to nie zgadzasz się z całym serialem i z satysfakcją szukasz w nim samych błędów. Śmieszy Cię np. jakiś wątek klingoński? Świetnie. Tylko nie zapomnij przez to zauważyć, że Klingoni w istocie wyrażają wiele cech mentalności wojowników, jakie znamy i z naszej historii (i które opisuje kulturoznawstwo) i ciekawie jest obserwować tak ich samych, jak ich zderzenie z załogą Enterprise.

Razi Cię zachowanie załogi - np. to, że śmietanka uczestniczy w niebezpiecznych misjach, czy że kapitan ma taką wolność decyzji? Świetnie, ale może lepiej byłoby przymknąć na to oko, przyjąć, że ten serial to w gruncie rzeczy metafora, współczesny mit, próba fabularyzacji pewnych pytań, które dosłowności zbyt łatwo umykają. Może lepiej przyjąć, że tak Picard, jak w ogóle masa oficerów floty i ich nastawień, wyrażają mentalność gentelmenów (w tym dawnych admirałów), którzy brzydzili się samą jedynie literą prawa i tak pojmowanym obowiązkiem, a cenili honor, odwagę, lojalność, poczucie osobistego mierzenia się ze światem (i odpowiedzialnością) i czego samo TNG nie próbuje nawet ukrywać, przeciwnie, Picard nie przypadkiem jest z pochodzenia Francuzem, lubi dobre trunki, ma szerokie zainteresowania (nie jest jakimś współczesnym "specjalistą") i w kajucie trzyma morskie przyrządy nawigacyjne.

To ma sens, ma wręcz olbrzymi sens jeśli tylko pamiętać, że TNG to filozoficzne przepytywanie, metafora egzystencji - jednostki i całej ludzkości.

TNG ma masę genialnych pomysłów. Taki Borg jest genialny chociażby jako czysty koncept kinowy, a staje się jeszcze bardziej fascynujący, kiedy zastanowić się nad tym co sobą prezentuje i jakie rodzi dylematy.

Tego mi brakuje w innych Trekach, takich właśnie pomysłów. W DS9 mam proroków, czy zmiennokształtnych, ale czy to coś mówi? W gruncie rzeczy niewiele. Odo może sobie bajdurzyć o tym jakie to piękne móc być motylkiem, czy łączyć się w Wielkim Połączeniu, ale to nie prowadzi do żadnej refleksji, poza tą, że Odo jest samotny i że Odo poznał skrajnie odmienne doświadczenie. Jakie to jest doświadczenie, dlaczego go tak ciągnie, w jaki sposób świadomość Wielkiego Połączenia przekracza ludzkie, dlaczego tak łatwo wtedy zignorować wszystko poza tym, nawet dawną miłość, jak zbrodnie Dominium mogą znajdować uzasadnienie jeśli Great Link to taka wspaniałość i wyższy stan jaźni? Nie wiemy. To jeszcze nic straconego - nie na wszystko muszą być odpowiedzi. Co jednak najgorsze - nikt w tym serialu się nawet nad tym nie zastanawia. Słyszymy tylko: myśli i uczucia zlewają się w jedno, forma i treść przestają się różnić. Czary mary hokus pokus. Za mało, za mało jest tu dyskusji, wszystko ostatecznie raczej rozbija się o konflikt osobistych lojalności (Oda kontra Kira), a można by zapytać o znacznie więcej. I to dość niestety częste w DS9 - dyskusja za wcześnie się urywa, nie wchodzi pod powierzchnię. I co mi wtedy z tego, gdyby nawet DS9 było, a nie jest, bardzo przekonujące jako przyszłość możliwa? Nie szukam w Treku zręcznych historyjek, lecz sensów, pytań, dyskusji, wyrażania narzędziami sci-fi w innym razie abstrakcyjnych dylematów.

Borg jest debatowany. Na wiele pytań bohaterowie nie potrafią dać odpowiedzi, ale sam ten fakt jest odkrywany przez nich jako sens. O to właśnie chodzi, że z Borgiem nie ma dyskusji, jest jak siła natury, czy "ostateczny konsument" jak określił go Q. Nie wiadomo skąd się wziął, bardziej się przydarza, niż z czegoś określonego rodzi, pożąda tylko jednego, asymiluje. Zło nie mające uzasadnienia, w istocie więc nie będące złem, czy może, przeciwnie, właśnie złem najwyższym? Sześcian, byt matematyczny, powtarzalny, niezróżnicowany. W swoim mniemaniu niesie wyzwolenie, w istocie jest czystym zniewoleniem. Pozbawia człowieka najważniejszej rzeczy - ego, przemienia go w dronę. Jest wszechpotężny.

Ostateczny konsument? Efekt cyborgizacji? Buntu maszyn? Totalitaryzm? Czy Borg jest wśród nas? Jako zagrożenie, możliwość, druga strona ego? Nasza nieustanna tęsknota, by poddać się wyższej całości, odrzucić "ja"? Nasze przekonanie, iż wiemy lepiej co dla innych dobre? Jak z nim walczyć. Czy wobec takiego przeciwnika cel uświęca środki? Czy w ogóle istnieje przed nim obrona? Czy można z niego kogoś wyzwolić? By go pokonać - kogoś poświęcić? Czy zgoda na to, to nie jest właśnie Borg? O czym zapomina człowiek, kiedy staje się droną? O czym należy mu przypomnieć, by przywrócić mu jednostkowość? Dlaczego doświadczenie Borga pozostawia tak głębokie rany na psychice (Picard)? Może na to ostatnie pytanie pewną odpowiedź daje O'Brien w epizodzie Wounded, gdzie stwierdza:

I'd never killed anything before. When I was a kid I'd, I'd worry about swatting a mosquito. It's not you I hate, Cardassian. I hate what I became because of you.

TNG nie tylko stawia tu takie pytania, ale i daje wiele prób odpowiedzi. Jak w tym kontekście wygląda Great Link? Jak pewna nieudana kalka Borga, której - w dodatku - nie poświęcono dyskusji. Przy tym w DS9 akurat temat totalitaryzmu (bo Borga można m.in. jako jego zjawę rozumieć), od strony wszelako społecznej, bywa potraktowany naprawdę bystro (w ogóle świetne są wątki kardasjańskie).

TNG nie można oglądać tak, że ot przyleciał jakiś śmieszny statek w kształcie sześcianu, a tu, ot, popatrzcie, jaka dziura w scenariuszu. Ok, jest jakaś dziura w scenariuszu, ale jest też SZEŚCIAN! I sam ten fakt jest ważny! Jak się tak tego nie widzi, to w istocie TNG może nudzić (a wtedy się widzi wyłącznie dziury).

Przy tym, przypominam, że DS9 stawiam na trzecim miejscu, zaraz po TNG i TOS. Gdyby nie fascynacja TOSowym klimatem i - szczególnie - postaciami, oraz fakt, że i w TOSie czuję ten filozoficzny nastrój, metaforę, byłoby od razu po TNG. DS9 to bardzo dobry serial, w moim przekonaniu nie równa się jednak z wyśmienitym TNG.

Dukat:
To nie dokładnie tak. Oni złamali swoje własne zasady kulturowe traktując przez moment katalizatora "po ludzku", a później mieli pretensje, ze ktoś chciał katalizatora traktować "po ludzku". Pod tym względem nawiązanie do Klaatu - idioty prowokującego nieporozumienie jest na miejscu.

Trip nie dlatego cogenitora traktował tak, jak traktował, gdyż naśladował obcych, tylko gnany poczuciem jawnej niesprawiedliwości jaką odkrył za fasadą. Jest winny i tyle. Wiedział, że otwiera przed cogenitorem świat w jego kulturze zakazany i z pełną świadomością w to brnął. Oczywiście, Archer mógł mu dać azyl, więc możemy widzieć winę w kapitanie, nie zgadzam się jednak z Q__, że to tłumaczy Tripa. Trip nie miał prawa zakładać, że Archer podejmie taką decyzję, powinien to z nim wyjaśnić. Stawka była zbyt wysoka. I w ten oto sposób, bazując na własnych domysłach i kierując się naiwnym idealizmem, doprowadził (chociaż ma tu współwinnych) do śmierci cogenitora.

Znowu, wydaje mi się, walczysz z serialem. Bo ten jakoby "wrabia ludzi", przedstawia ich w złym świetle. Zgoda, tak rozumując Trek często ustawia dyskusję. I nie pierwszy raz spotykam się z nastawieniem, że przez to jest nie do oglądania, a szczególnie TNG. Tu przecież jednak nie o to chodzi, że ludzkość jest zła, tylko, że w tej fikcyjnej sytuacji zdarzył się pewien ciąg zdarzeń w którym nieostrożność doprowadziła do tragedii. Czy w tych sensach jakie są tu istotne tak mogło się zdarzyć? Mogło. I w ten sposób naiwna chęć niesienia pomocy doprowadziła do tragedii. Kwestia do refleksji. Już np. rozprawiamy o tym, czy wina Archera i obcych rozgrzesza Tripa. To dobre pytanie, bo i epizod jest naprawdę przyzwoity.

A czy cogenitor jest sensowny biologicznie? Nie obraziłbym się, gdyby lepiej podbudowano ten wątek, ale ponieważ nie razi jakąś wyjątkową głupotą (inne rzeczy są istotne, a nie mamy do czynienia np. z waleniem w kosmosie [Xindi] od czego trudno byłoby odwrócić wzrok), więc skupiam się na czymś innym.

Inna sprawa, że można np. pytać, czy to jak postąpił Archer było zgodne z jego wcześniej ustalonym charakterem. I jeśli nie było - to w tym sensie rzecz jasna jest to znaczącą wadą epizodu. Przy tym co jednak wyprawiano w ENTku, to już naprawdę lepiej przymykać na takie sprawy oko. ENTek w wielu względach bywa tak ze sobą sprzeczny, jak Picard w swoim podejściu do i rozumieniu PD.
Jurgen
Moderator
#108 - Wysłana: 5 Sty 2012 11:27:21
Q__:
Jesteś jakąś rodziną dla mojego Xona, czy tylko bratnią duszą?

Ekhm... Jako wzorowy Romulanin czuję się obrażony. Xon to tylko zblazowany i nadęty Fedek, gdzie mu tam do przepojonego duchem służby Imperium Romka?
Dukat
Użytkownik
#109 - Wysłana: 5 Sty 2012 14:19:02
Kor:
Czy bardzo się zmienia? Zmienia się. Do jakiego stopnia? Trudno powiedzieć. Od sądu z Encounter at Farpoint, do Tapestry, gdzie pomaga Picardowi zrozumieniu pewnej egzystencjalnej prawdy (o ile nie ratuje mu życia; tego nie wiemy) zmiana jest, zdaje się, dość znacząca.

W Tapestry to nawet nie wiemy czy w ogóle Q był obecny. Jak nie wierzysz, to oglądnij odcinek z jakimś Wolkanem i zapytaj "czy Q tam wystąpił"

Kor:
Toteż odpisałem Ci ogólnie o TNG. Ogólnie TNG to nie tylko wybitny Trek, to w ogóle wybitny serial sci-fi i nie przypadkiem na listach masy osób znajduje się wręcz jako najwybitniejszy.

Nerdy jakieś...

Kor:
To samo co piszę o Q mógłbym pisać o dziesiątkach wątków z TNG, a w szczególności Daty, Picarda, Worfa i Borga, oraz o samym tym serialu (który te wątki jednoczy). Ja po prostu nie czepiam się dziury w całym. Wiadomo, że TNG jest dziurawe jak sito

Ufff...

Kor:
Niepotrzebnie wszystko bierzesz za prawdę objawioną i się z nią nie zgadzasz, a poprzez to nie zgadzasz się z całym serialem i z satysfakcją szukasz w nim samych błędów. Śmieszy Cię np. jakiś wątek klingoński? Świetnie. Tylko nie zapomnij przez to zauważyć, że Klingoni w istocie wyrażają wiele cech mentalności wojowników, jakie znamy i z naszej historii (i które opisuje kulturoznawstwo) i ciekawie jest obserwować tak ich samych, jak ich zderzenie z załogą Enterprise.

Klingoni są bardzo sympatyczni, zresztą Ferengi też. I za to bardzo lubię DS9, za pokazanie że zasady tych karykatur człowieczeństwa też mogą wnosić coś wartościowego. Ciekawe spojrzenie.

Kor:
Odo może sobie bajdurzyć o tym jakie to piękne móc być motylkiem, czy łączyć się w Wielkim Połączeniu, ale to nie prowadzi do żadnej refleksji, poza tą, że Odo jest samotny i że Odo poznał skrajnie odmienne doświadczenie. Jakie to jest doświadczenie, dlaczego go tak ciągnie, w jaki sposób świadomość Wielkiego Połączenia przekracza ludzkie, dlaczego tak łatwo wtedy zignorować wszystko poza tym, nawet dawną miłość, jak zbrodnie Dominium mogą znajdować uzasadnienie jeśli Great Link to taka wspaniałość i wyższy stan jaźni? Nie wiemy.

Bo widzisz, Ty myślisz strasznie po ludzku

Kor:
To jeszcze nic straconego - nie na wszystko muszą być odpowiedzi. Co jednak najgorsze - nikt w tym serialu się nawet nad tym nie zastanawia.

Bo też myślą po ludzku i ja też. nie ogarniemy tego, po co się nad tym rozwodzić

Kor:
O to właśnie chodzi, że z Borgiem nie ma dyskusji, jest jak siła natury, czy "ostateczny konsument" jak określił go Q. Nie wiadomo skąd się wziął, bardziej się przydarza, niż z czegoś określonego rodzi, pożąda tylko jednego, asymiluje. Zło nie mające uzasadnienia, w istocie więc nie będące złem, czy może, przeciwnie, właśnie złem najwyższym?

Borg jest jak ...telewidzowie

Kor:
Ok, jest jakaś dziura w scenariuszu, ale jest też SZEŚCIAN! I sam ten fakt jest ważny! Jak się tak tego nie widzi, to w istocie TNG może nudzić (a wtedy się widzi wyłącznie dziury).

No widzisz, tych dziur jest tyle, że aż ciężko się ogląda. Taka drona najpierw wyciąga części z poległego, a później razem z nim robi teleport... albo obcy zaglądają do inkubatorów, a żadna drona nie uznaje tego za zagrożenie.

Kor:
Trip nie dlatego cogenitora traktował tak, jak traktował, gdyż naśladował obcych, tylko gnany poczuciem jawnej niesprawiedliwości jaką odkrył za fasadą.

Liczy się pierwsze wrażenie. spotkał katalizator jak człowieka, przy stole, traktowanego jak równego.

Kor:
Jest winny i tyle. Wiedział, że otwiera przed cogenitorem świat w jego kulturze zakazany i z pełną świadomością w to brnął.

Bo w kosmos poleciały ciapy: "tu jest nasz silnik, takie mamy działa, a nasz pancerz tyle, a tyle wytrzymuje...". Zero zdrowego, pełnego szacunku, ale i pewnej ostrożności dystansu od obcych istot i kultur.

Kor:
Oczywiście, Archer mógł mu dać azyl, więc możemy widzieć winę w kapitanie

Tym bardziej, ze Archer to samo co Trip, zrobił wcześniej z T'Pol (zaaranżowane małżeństwo).

Kor:
nie zgadzam się jednak z Q__, że to tłumaczy Tripa. Trip nie miał prawa zakładać, że Archer podejmie taką decyzję, powinien to z nim wyjaśnić. Stawka była zbyt wysoka. I w ten oto sposób, bazując na własnych domysłach i kierując się naiwnym idealizmem, doprowadził (chociaż ma tu współwinnych) do śmierci cogenitora.

A ja sie tym razem zgodzę z Q__, co mi szkodzi.

Kor:
Znowu, wydaje mi się, walczysz z serialem. Bo ten jakoby "wrabia ludzi", przedstawia ich w złym świetle. Zgoda, tak rozumując Trek często ustawia dyskusję.

Scenarzysta nie będzie mi narzucał sposobu myślenia. Co ja jestem drona czy inny telewidz?

Kor:
Tu przecież jednak nie o to chodzi, że ludzkość jest zła, tylko, że w tej fikcyjnej sytuacji zdarzył się pewien ciąg zdarzeń w którym nieostrożność doprowadziła do tragedii.

Tyle, ze jest to ciafg zdarzeń :przykład Archera, niefrasobliwość Vissian i dopiero na końcu ogonka biedny Trip, którego się o wszystko obwinia.

Kor:
Czy w tych sensach jakie są tu istotne tak mogło się zdarzyć? Mogło. I w ten sposób naiwna chęć niesienia pomocy doprowadziła do tragedii. Kwestia do refleksji.

U podstaw leży przesadna, dziecinna wręcz otwartość w kontaktach z obcymi od samego początku ENT. Odrzuca to od serialu co najmniej tak samo jak żałosna pioseneczka w intro.

Kor:
A czy cogenitor jest sensowny biologicznie? Nie obraziłbym się, gdyby lepiej podbudowano ten wątek

Też bym się nie obraził. Poprosiłbym jeszcze bonus przez podbudowanie społeczne. Tym bardziej, że cogenitory musiały się rodzić przez tysiące lat i jak Vissianie sobie z tym radzili? Spodziewali się dziecka i rodził im się "pies"?? Wątek jest bardzo dziurawy.
Kor
Użytkownik
#110 - Wysłana: 5 Sty 2012 17:48:14
Dukat:
Bo widzisz, Ty myślisz strasznie po ludzku

Na razie odpowiem na to i znikam. Jutro doedytuję inne fragmenty, lub zamieszczę w nowym poście.

Znowu zaczynasz Wyrzucasz poza obręb świadomości jak najbardziej zasadną debatę, której w DS9 nie było. To, że czegoś nie można w pełni pojąć, nie oznacza, że nie można tego pojąć wcale. Ale o tym za chwilę, wpierw muszę powiedzieć coś jeszcze. Otóż brak takowej dyskusji jest całkowicie niedorzeczny - zarówno ze względu na psychologię, jak ze względu na oczekiwania jakie musiała tu mieć GF.

Mówisz, że nie ma o czym dyskutować. Hmm, dobrze więc, spróbujmy bez specjalnego zastanawiania się.

- Jest Pan konstablem i odpowiada za egzekwowanie prawa na stacji?
- Tak.
- Ceni Pan porządek?
- Bardzo.
- Dowolny, czy kieruje się Pan jakimś nadrzędnym zmysłem sprawiedliwości.
- Jak zwykłem mówić - prawa się zmieniają, ale sprawiedliwość jest jedna.
- Rozumiem. Czyli idea sprawiedliwości jest Panu bliska?
- Naturalnie.
- Gotów byłby więc Pan stwierdzić, iż poczucie sprawiedliwości jest ważną częścią Pana osobowości, a jak słyszałem, wręcz natury.
- Tak.
- Czy major Kira jest dla Pana ważna.
- Tak.
- Darzy ją Pan uczuciem?
- Darzę ją wielkim uczuciem.
- I to uczucie również jest ważną częścią Pana osobowości.
- Jak najbardziej.
- To jak Pan wytłumaczy, że będąc złączony w swoim, nazwijmy to, kolektywie, nie tylko zapomniał Pan o tym uczuciu do major Kiry, ale całkowicie przestał obchodzić Pana jej los.
- Tam wszystko wydaje się, Pan tego nie zrozumie...
- Zapomniał Pan czy nie? Przestało Pana obchodzić czy nie?!
- Tak, ale...
- Ale? Sam Pan stwierdził, że uczucie to było dla Pana ważne, było częścią Pana osobowości. Tak, czy nie?
- Tak.
- Tak więc Pan kontakt z tą częścią swojej osobowości ustracił?
- To nie tak...
- Nie tak? Coś należało do Pana "ja" i było w nim bardzo ważne i nagle przestało. Jak to nie jest odmiana osobowości, odmiana priorytetów, utrata kontaktu z dawnym ja, to co nią jest?
- Jeśli tak to ująć, ale tam myśli i formy i uczucia...
- Nie chcę o tym słuchać. Ale skoro Pan już o tym... Stwierdził Pan gdzieś, że tam wszystko wydaje się takie odległe, takie nie ważne, zgadza się?
- Zgadza się, tak powiedziałem.
- Znane jest Panu pojęcie braku, lub ograniczenia poczytalności.
- Oczywiście.
- Jaki jest sens tych pojęć?
- Oznaczają one utratę kontaktu z rzeczywistością, stan w którym rzeczywistość jawi się inaczej, niż w obiektywnym biegu wypadków, chociaż osoba doświadczająca tego stanu nie jest tego wcale lub w pełni świadoma.
- Dobrze. A czy uczucie oddalenia, nieważności otaczającego świata, jego jakby odrealnienia można uznać za stan poczytalności ograniczonej?
- Ale...
- Tak, czy nie?
- Tak.
- Przyszło Panu do głowy, że może był Pan, w tym kolektywie, niepoczytalny?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo to nie tak, ja wiem, że byłem poczytalny, Pan tego po prostu nie może zrozumieć.
- Uważa Pan za sprawiedliwe i słuszne zapomnieć o swojej ukochanej, znajomych i zostawić ich na pastwę Dominium? Jakąż trzeba być osobą by w ten sposób myśleć!
- Teraz tak nie myślę. Wiem, to było nierozsądne.
- Ale wtedy Pan myślał?!
- W ogóle o tym nie myślałem.
- Wtedy Pan nie myślał w ogóle, a teraz myśli inaczej. Brak poczytalności, podręcznikowy!

c.d.n. (muszę spadać)
Dukat
Użytkownik
#111 - Wysłana: 5 Sty 2012 18:25:08
Kor:
Znowu zaczynasz Wyrzucasz poza obręb świadomości jak najbardziej zasadną debatę, której w DS9 nie było. To, że czegoś nie można w pełni pojąć, nie oznacza, że nie można tego pojąć wcale. Ale o tym za chwilę, wpierw muszę powiedzieć coś jeszcze. Otóż brak takowej dyskusji jest całkowicie niedorzeczny - zarówno ze względu na psychologię, jak ze względu na oczekiwania jakie musiała tu mieć GF. Mówisz, że nie ma o czym dyskutować. Hmm, dobrze więc, spróbujmy bez specjalnego zastanawiania się.

Piękny to dialog. Tyle, ze ja pisałem półżartem. W Treku notorycznie pojawiają się nieprzemyślane, czy niedorobione pomysły czy "pomysły jednego odcinka".
Np. błąd transportera tworzy klona ale nikt się nad tym głębiej nie zastanawia: czy transport możne zmienić osobowość? Czy "błąd" może być powtarzalny do tworzenia klonów? Czy można zreplikować żywą, myśląca istotę, jeżeli możliwe jest jej duplikowanie w transporterze?
A Trille? Łączą się z tymi symbiontami, a podstawowe pytania o osobowość i egzystencję zadawane są dopiero jak ktoś chce osądzić Daxa.

Nie wiem czy przypadkiem nie jest tak, że dopowiadasz sobie dużą wartość dodana do TNG, jednocześnie przymykasz oko na najgorsze babole TNG, a w zamian masz wielkie oczekiwania odnośnie innych serii. Ja bym za wiele nie oczekiwał od serialu zaczynającego się od ratowania wielkiej meduzy-debila.
Mav
Użytkownik
#112 - Wysłana: 5 Sty 2012 19:05:55 - Edytowany przez: Mav
Picard:
Widzę w twoim poście czyste gołosłowie. Podaj konkretne przykłady na porozmawiamy

Musiałbym mocno odświeżyć TNG żeby porządnie zasypać cię przykładami ale tak jak się sięgnie głębiej do pamięci to mamy np... Borga, który zagraża istnieniu całej federacji. Zniszczył całą ludzką kolonie na planecie, ogromna liczba ofiar (chyba podawali w odcinku ile to bylo) Bitwa pod wolf 359, ginie tysiące załogantów... Zobacz jaki strach musiał paść na ziemie na jej mieszkańców. Coś podobnego do strachu przed wojną nuklearną w czasie zimnej wojny i to zagrożenie jest ciągle aktualne dla ludzi żyjących na ziemi i całej federacji. No i jasne jest że borg asymilował , asymiluje i będze asymilował całe cywilizacje. Koszmar... Kartazjanie i krwawa okupacja bajor to też nieciekawy temat. Picard sam osobiście odczuł ich okrucieństwo będąc torturowanym przez nich dwa odcinki. Ludzie zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów i w konsekwencji powstało maquis. Teraz przelewają krew za swoją ziemie walcząc z kartazjanami i federacją, Smutny temat. Mamy odcinek w którym wymordowana zostaje cała planeta i tylko skrawek ziemi ocalał. Pewnie pamiętasz ten odcinek i wiesz że zagładzie uległa też cała rasa która zaatakowała tą planetę, a więc miliony istnień...W kwadrancie cały czas wojna wisi na włosku. Romulanie szpiegują cała federacje (kolejne zagrożenie które nie pozwala ziemianom spać spokojnie), polują na enterprise itd. Klingoni byli na skraju wojny domowej, mało brakowało, ale różowo i tak nie jest. Mamy planete której cywilizacja uległa zagładzie przez zrobotyzowane systemy obronne. Mamy z gruntu złe postacie jak czarne cos z odcinka skin of evil czy te larwy które wchodziły do mózgów Admirałów GF. Mamy odcinek w którym enterprise bierze udział w wojnie przeciwko słabej technicznie rasie mordując załogi kilku okrętów, okazało się że został zmanipulowany przez drugą strone konfliktu... Picard można by wymieniać i wymieniać większe lub mniejsze zagrożenia, tragedie itd, tego w TNG jest pełno. Chyba za bardzo się rozsiadłeś na tym luksusowym Enterprise D, zauroczyłeś się widokami pięknej ziemi i tym samym gdzieś pałając się w tym luksusie zapomniałeś o tragediach wszechświata
Eviva
Użytkownik
#113 - Wysłana: 5 Sty 2012 19:27:43
Dukat:
Ja bym za wiele nie oczekiwał od serialu zaczynającego się od ratowania wielkiej meduzy-debila.

Ta meduza nie była wcale debilem. Skąd taki wniosek?
Dukat
Użytkownik
#114 - Wysłana: 5 Sty 2012 21:34:57
Eviva:
Ta meduza nie była wcale debilem. Skąd taki wniosek?

Z zachowania. Doskonale rozumiała istoty wokół (nawet wiedziała co to jabłko i kolory), dysponowała mozliwościami komunikacji, ale i tak nie potrafiła wpaśc na to, żeby przekazać informacje w uniwersalnym języku kosmosu: "Please, please help me!" Zamiast tego ta druga przystąpiła do negocjacji przez bombardowanie. Tymczasem jakiś wszechmocny pajac-przebieraniec oskarża Ludzi, o to, że nie nie potrafią się dogadać i sięgają po siłowe rozwiązanie. Naprawdę nie można sobie wiele obiecywać po serialu, który tak się zaczyna
Eviva
Użytkownik
#115 - Wysłana: 6 Sty 2012 10:13:39
Dukat

Być mopże nie miała możliwości komunikacji werbalnej, a może uważała. że to i tak nic nie da, bo ludzie są ŹLI. Bardzo się nie myliła.
Załóżmy taką rzecz: jakieś meduzy chwytają Twoją dziewczynę i przetrzymują ją u siebie, żeby dajmy na to robiła im dywaniki na szydełku, bo same tego nie potrafią. Dostarczają jej w sam raz tyle pożywienia, by nie umarła z głodu i nie miała jednocześnie siły, by stawić opór, i dręczą, jeśli nie spełnia ich poleceń. Możesz ją uwolnić siłą. Czy w takiej sytuacji rozmawiasz, ryzykując, że i Ciebie schwytają (co pogrzebie szanse Was obojga), czy też dajesz łupnia?
Dukat
Użytkownik
#116 - Wysłana: 6 Sty 2012 11:06:33 - Edytowany przez: Dukat
Mówimy o dwóch meduzach, debilem z pewnością była ta uwięziona, druga może być usprawiedliwiona, chociaż gracją nie grzeszy.

Eviva:
Być mopże nie miała możliwości komunikacji werbalnej

Bez znaczenia. Biorąc pod uwagę jej możliwości, mogła wytworzyć jabłko z napisem ;) albo maszynę mówiącą "HELP" (potrafiła zbudować nowoczesna bazę - miasto). Meduza nie potrzebowała zdolności werbalnych, to co potrafiła wystarczało do nawiązania kontaktu. Szczególnie jak ludzie po niej łazili i zastanawiali się "co to jest?" Na "ja chce jabłko" reagowała, a na "ja chce wiedzieć co to jest" już nie?

Eviva:
a może uważała. że to i tak nic nie da, bo ludzie są ŹLI. Bardzo się nie myliła.

Próba nie strzelba. Szczególnie, że ci co ją więzili zabraniali jej zwracania na siebie uwagi "obcych". Ona i tak ten zakaz łamała. Nie widzę żadnych przeszkód w tym by miała nawiązać próbę kontaktu, szczególnie w późniejszych scenach, gdy federalni łażą po niej.

Eviva:
Możesz ją uwolnić siłą. Czy w takiej sytuacji rozmawiasz, ryzykując, że i Ciebie schwytają (co pogrzebie szanse Was obojga), czy też dajesz łupnia?

Elementu zaskoczenia w stylu komandosów tam nie było. to było frontalne pukanie bombardowaniem. Zatem nawiązując do Twojego przykładu "rozmowy" nie wiążą się z większym ryzykiem niż frontalny atak.
Przy czym ta meduza jest poniekąd usprawiedliwiona. Po pierwsze nie żyła wśród humanoidów, zatem zakładam, że ona nie rozumiała ich, ani tym samym nie miała możliwości skomunikowania się. Po drugie jej gabaryty uniemożliwiały subtelną akcje odbicia zakładnika. Zmuszenie humanoidów do uwolnienia drugiej meduzy, poprzez bombardowanie (uwaga Eviva - zabijanie cywiliów!! ;) ) wydaje się logicznym rozwiązaniem z jej strony. Niemniej jednak od wysoce inteligentnej istoty oczekiwalibyśmy, że zacznie od strzałów ostrzegawczych, a nie od razu zabijania, nieprawdaż?

Lokalne dzikusy mogą jednak liczyć, że statek Federacji zabije druga meduzę, a oni beda sobie dalej żyć w dobrobycie. W sumie ich też można zrozumieć. Traktują tą meduzę, tak jak ludzie traktowali i nadal traktują konia, krowę, owcę, świnie, kozę itd.

Do tego pajac Q, krytykuje ludzi, za pomysły siłowego rozwiązania konfliktu z istotami, z których jedna jest debilem i pomimo możliwości nie nawiązuje kontaktu, a druga jest agresywna i bez ostrzeżenia zaczyna zabijać.
Śmieszne jest w kolejnych odcinkach powoływanie się, że uratowali () inteligentną () istotę. Gdyby nie Q, to z powodu debilizmu meduz doszłoby do strzelaniny. Tak, że ani meduza inteligentna, ani Picard ją uratował.
Eviva
Użytkownik
#117 - Wysłana: 6 Sty 2012 12:16:50
Dukat

Coś Ty taki antymeduzowiec?
Toudi
Użytkownik
#118 - Wysłana: 6 Sty 2012 12:25:56
Nie dyskutować z Dukatem, nie dyskutować z Dukatem... Dukat nie dystkutuję z tobą, tylko przytaczam fakty, które ty i tak zignorujesz.

Dukat:
Bez znaczenia. Biorąc pod uwagę jej możliwości, mogła wytworzyć jabłko z napisem ;) albo maszynę mówiącą "HELP" (potrafiła zbudować nowoczesna bazę - miasto). Meduza nie potrzebowała zdolności werbalnych, to co potrafiła wystarczało do nawiązania kontaktu. Szczególnie jak ludzie po niej łazili i zastanawiali się "co to jest?" Na "ja chce jabłko" reagowała, a na "ja chce wiedzieć co to jest" już nie?

Star Jelly wylądowała na planecie, bo nie miała energii i chciała ją zregenerować ze źródeł termalnych planety. Nim zdążyła to zrobić, znaleźli ją mieszkańcy Farpointa (i swoją drogą, to zdaje się nie ludzie, a na pewno nie Fedki, bo chcieli przystąpić do Federacji) i zmusili ją do współpracy. Jak? Możliwe, że ograniczając jej dopływ energii, np blikując korytarze cieplne. Nie dostarczali jej dość energii by zregenerowała zasoby, ale dość by przetrwała. Nie mogła nie spełnić "próśb", bo wówczas ktoś dbał by cierpiała.

Star Jellys są telepatami, mogą czytać myśli innych, ale inni nie mogą czytać ich, chyba że też są telepatami, a mamy Troi nie było w tym odcinki...

Więc meduza (ja tam wolę określenie galaretka, ale to nie ważne) mogła spełniać czyjeś życzenia, ale nie mogła się komunikować. A czemu nie tabliczka, bo nie zna języka, łatwo przeczytać w myślach, co to jest jabłko, ale jak się pisze JABŁKO już nie tak łatwo. Kiedy ja myślę schabowy z gniecionymi ziemniakami i surówką, to nie widzę w głowie napisu, tylko talerz z jedzeniem, czuję zapach i smak... Tak samo było w tym przypadku.

Dukat:
(nawet wiedziała co to jabłko i kolory)

Nie wiedziała, to wiedziała osoba, która o tym myślała. Człowiek normalnie nie myśli słowem pisanym, tylko obrazami. A obraz łatwo odwzorować. Tym czasem pojęcie niewola i pomocy to pojęcia abstrakcyjne, wymagające znajomości języka by je przekazać

Dukat:
Tak, że ani meduza inteligentna,

Ty zdaje się, nawet nie rozumiesz tego pojęcia.
Dobrym przykładem jest tu odcinek Darmok, gdzie dwie inteligentne rasy nie mogły się dogadać, bo ich język tak różnie interpretował te same "proste" pojęcia.

Sytuację Q tak fajnie wytłumaczył Kor, ale zdaje się jego adwersarze nie chcą przyjąć takiej interpretacji.
Dukat
Użytkownik
#119 - Wysłana: 6 Sty 2012 12:43:01
Toudi:
Nie dyskutować z Dukatem, nie dyskutować z Dukatem... Dukat nie dystkutuję z tobą, tylko przytaczam fakty, które ty i tak zignorujesz.

Gratuluje podejścia, bardzo inteligentne.

Toudi:
Star Jelly wylądowała na planecie, bo nie miała energii i chciała ją zregenerować ze źródeł termalnych planety. Nim zdążyła to zrobić, znaleźli ją mieszkańcy Farpointa (i swoją drogą, to zdaje się nie ludzie, a na pewno nie Fedki, bo chcieli przystąpić do Federacji) i zmusili ją do współpracy. Jak? Możliwe, że ograniczając jej dopływ energii, np blikując korytarze cieplne. Nie dostarczali jej dość energii by zregenerowała zasoby, ale dość by przetrwała. Nie mogła nie spełnić "próśb", bo wówczas ktoś dbał by cierpiała.

dodaj jeszcze coś oczywistego.

Toudi:
Star Jellys są telepatami, mogą czytać myśli innych, ale inni nie mogą czytać ich, chyba że też są telepatami, a mamy Troi nie było w tym odcinki...

Więc meduza (ja tam wolę określenie galaretka, ale to nie ważne) mogła spełniać czyjeś życzenia, ale nie mogła się komunikować.

Jeżeli przy swoich możliwościach nie potrafi znaleźć innego sposobu komunikacji niż jej telepatia to jest... debilem.

Toudi:
A czemu nie tabliczka, bo nie zna języka, łatwo przeczytać w myślach, co to jest jabłko, ale jak się pisze JABŁKO już nie tak łatwo.

Zaraz...zbudowała bazę, to mniej skomplikowane od napisu?

Toudi:
Człowiek normalnie nie myśli słowem pisanym, tylko obrazami. A obraz łatwo odwzorować. Tym czasem pojęcie niewola i pomocy to pojęcia abstrakcyjne, wymagające znajomości języka by je przekazać

Istota inteligentna znalazłaby sposob, próbowałaby, tym bardziej, że mogła odczytać z pewnością myśli typu: "chcę zrozumieć", "nie mam złych zamiarów" i "chce pomóc".

Toudi:
Ty zdaje się, nawet nie rozumiesz tego pojęcia.
Dobrym przykładem jest tu odcinek Darmok, gdzie dwie inteligentne rasy nie mogły się dogadać, bo ich język tak różnie interpretował te same "proste" pojęcia.

Jeżeli "Darmoka" uważasz za dobry odcinek to sam nie rozumiesz tego pojęcia. W kwestii języka Star Trek generalnie jest GŁUPI z tymi swoimi uniwersalnymi translatorami. Wprowadzanie rasy, która nie rozumie normalnych słów,, ale rozumie gdy tymi samymi słowami opowiada się bajkę, żeby pokazać trudności z komunikacją, jest stawianiem jednej głupoty na drugiej.

Toudi:
Sytuację Q tak fajnie wytłumaczył Kor, ale zdaje się jego adwersarze nie chcą przyjąć takiej interpretacji.

Które wyjaśnienie Kora masz na myśli?
Toudi
Użytkownik
#120 - Wysłana: 6 Sty 2012 13:02:51
Dukat:
Zaraz...zbudowała bazę, to mniej skomplikowane od napisu?

Mieszkańcy Farpoint nie dali jej planów i czekali na realizację, tylko pewno ktoś stał i myślał, tu chce więżę o takim i takim kształcie i to dostał...

Dukat:
"chcę zrozumieć", "nie mam złych zamiarów" i "chce pomóc".

Ta, zrozumienie abstrakcji jest takie proste.
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  8  9  10  11  12  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Najeżdżanie na ENTka

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!