USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Star Trek / Dlaczego lubimy Star Treka
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
NumberOne
Użytkownik
#1 - Wysłana: 20 Mar 2011 22:43:17 - Edytowany przez: NumberOne
Z pewnością w historii forum podobny temat już był. Powody się jednak zmieniają, zmieniają się ludzie, starzy użytkownicy odchodzą, pojawiają się nowi. Mieliśmy też niedawno wątek z ankietą w której pokrótce parę osób zajęło w tym temacie stanowisko. Jednak ankieta to nie to samo co samodzielny wątek.

Więc dlaczego lubicie Star Treka? Twór pełen przeciętnej (nierzadko słabej) gry aktorskiej, kiepskich efektów specjalnych, kiczowatych scenografii, durnowatych fabuł, gumowych obcych. W wielu miejscach napuszony w swoim moralizatorstwie, do szaleństwa naciągany w pomysłach, potrafiący kilkakrotnie samemu sobie zaprzeczyć w dwóch kolejnych epizodach. Tyczy się to w jakiej mierze każdej serii.

Jednak oglądamy to kuriozum fantastyki naukowej i twierdzimy, że jest świetne. Dlaczego? Czy to my jesteśmy w jakiś sposób "odmienni", czy jednak coś jest na rzeczy? Co takiego?
Bashir
Moderator
#2 - Wysłana: 21 Mar 2011 00:30:03
Jak byłem dzieckiem to mnie zafascanywoało to mnie później zafascynowało w innych dziełach jak np. Władcy Pierścini...

Ogrom świata przedstawionego! Po prostu czułem się jakbym się znalazł w innym świecie oglądając ST i to świecie dobrze ułożonym, rządzącym się swoimi prawami i z niesamowitymi możliwości i różnorodnościami!

Potem wszedłem na startrek.pl i się okazało że ten świat wcale nie jest taki spójny, ani dobrze ułożony.

Ale uczucie zostało!
Pisarz
Użytkownik
#3 - Wysłana: 21 Mar 2011 09:22:35
Nie wiem, ale jestem dziwadłem marzącym o podróżach kosmicznych. By oderwać się z tego świata, skoczyć w Warp, remodulować deflektor by wytworzyć korytarz do innego wymiaru i takie tam.
NumberOne
Użytkownik
#4 - Wysłana: 21 Mar 2011 15:50:52 - Edytowany przez: NumberOne
Świat alternatywny to z pewnością jedna z zalet Treka. Doświadczenie cudowności i tajemnicy, atmosfery pionierskiej fascynacji i gotowości by działać razem, ponad podziałami, w imię tego co czyni nas ludźmi. Czy nawet po prostu doświadczenie czegoś innego. W świecie który jest tak niedoskonały.

Strangely compelling, isn't it? To step through there...and lose oneself in another world.

Tą właściwością tłumaczy się np. popularność heroic fantasy. Jednak dlaczego właśnie Star Trek, a nie np. GW czy SG? I czy Star Trek tylko z tego względu? Przecież ten świat, jak pisałem, często jawi się nam durnowaty, niespójny, pełen kiczu i absurdalnych pomysłów...
MarcinK
Użytkownik
#5 - Wysłana: 21 Mar 2011 16:45:30
NumberOne:
Jednak dlaczego właśnie Star Trek, a nie np. GW czy SG?

A czy jeśli lubię Star Treka to nie mogę Lubić Star Wars i Star Gate?
NumberOne
Użytkownik
#6 - Wysłana: 21 Mar 2011 16:46:45
Oczywiście, że możesz. Jednak dla wielu osób tutaj (i w ogóle) ST jest czymś wyjątkowym.
MarcinK
Użytkownik
#7 - Wysłana: 21 Mar 2011 17:02:11
NumberOne:
Jednak dla wielu osób tutaj (i w ogóle)

Tyle że dla wielu osób tutaj (i w ogóle) ST, GW i GT są tak samo wyjątkowe.
NumberOne
Użytkownik
#8 - Wysłana: 21 Mar 2011 17:13:44 - Edytowany przez: NumberOne
MarcinK

Inaczej: istnieje fenomen Trekkie i interesujące jest zapytać, co stoi za tym fenomenem.

Zazwyczaj jest tak, że nawet mając sentyment do wielu światów alternatywnych, to któryś pośród nich jest tym jedynym, najbliższym, tym z którym człowiek szczególnie się identyfikuje. Przypadki, że dla kogoś wiele światów jest równie (a tym bardziej w ten sam sposób) wyjątkowych, rzadko dotyczą osób, które poświęcają tym światom większą uwagę. Dowodem na to chociażby fakt, że większość fanów Treka ma swoją ulubioną serię.

Zresztą ta dyskusja jest całkowicie zbędna, wiadomo o co rzecz się rozchodzi.
Madame Picard
Moderator
#9 - Wysłana: 21 Mar 2011 17:50:18
NumberOne

Dobre pytanie .
Pierwszą serią, jaką widziałam, był VOY i długo nie chciałam oglądać innych treków. Spodobały mi się ciekawe, wciągające historie, często z jakąś zagadką w tle. Mam słabość do opowiadanych przez kogoś ciekawych historii. I mogę wtedy nawet przymknąć oko na nieścisłości. Drugą rzeczą, która spodobała mi się wtedy, był optymizm tego serialu, pozytywna atmosfera, sympatyczne postaci, pogodna, wręcz sielankowa wizja świata. Można się było przy tym serialu znakomicie odprężyć i oderwać od rzeczywistości. Może niektórzy oglądają w tym celu telenowele, dla mnie zaletą była kompletna odmienność świata przedstawionego na ekranie od codziennego życia.
Z czasem przekonałam się do innych treków, ale żaden nie urzekł mnie już tak jak VOY, choć w innych też zdarzały się odcinki, które bardzo mi się podobały. Wciągnęła mnie natomiast rozległość tego świata, a później także możliwość rozmawiania na ten temat z innymi fanami, a że odcinków i wątków, a także nieścisłości, są setki, to i jest o czym rozmawiać.
NumberOne
Użytkownik
#10 - Wysłana: 22 Mar 2011 15:02:22 - Edytowany przez: NumberOne
Jak dotąd mam wrażenie, że forum to mogłoby być poświęcone jakiejś dobrej serii fantasy Wizja alternatywnego świata (w który można uciec), ciekawe, zróżnicowane historie, pozytywna, sielankowa atmosfera - to wszystko można w literaturze fantasy odnaleźć bez trudu.

Wychodzi więc na to, że Star Trek jako sci-fi jest tutaj albo zupełnym przypadkiem, albo element sci-fi jest niektórym niezbędny do zawieszenia niewiary. Jean-Luc Picard na pokładzie Enterprise, to w końcu coś subtelnie innego, niż rycerz na koniu Przy wszystkich nieścisłościach, całym wyidealizowaniu i montowanych na kolanie prawach fizyki, jest jednak w jakiś sposób bardziej możliwy. Chociażby widz nie zastanawiał się głębiej skąd w nim to przekonanie.

Osobiście sądzę, iż ST trudno byłoby zastąpić dziełem fantasy. Również tam, gdzie sci-fi pełni w ST rolę głównie dekoracyjną wnosi pewną istotną właściwość. Jeśli nawet jakieś zjawisko trudno byłoby wytłumaczyć znanymi nam prawami naukowymi, albo wyobrazić sobie, iż kiedyś mogłoby znaleźć takie wytłumaczenie, to jednak w świecie przedstawionym przyjmuje się, że takie wytłumaczenie istnieje. I pomimo, że rozwiązanie jakiegoś problemu często okazuje się naciągane, po pierwsze: nie jest tak zawsze (przynajmniej jeśli chodzi o wewnętrzne prawidła świata), po drugie zawsze zmienia to jednak sens prowadzonego poszukiwania.

Uważam, że wielu problemów nie dałoby się w obecnym ich znaczeniu postawić, gdyby ST nie był sci-fi. Dlatego dla mnie fakt, iż ST jest sci-fi jest niezbywalną wartością. Właśnie ta właściwość odnosi konkretne problemy ku określonym pojęciom ogólnym i tym samym wyznacza specyficzną perspektywę, której fantasy nie jest w stanie powtórzyć. To ona odpowiada za przekładalność licznych dylematów i dochodzeń na język badania naukowego, lub filozofii (przynajmniej tej związanej z sekularnym humanizmem).

Piszę o tym by pewien problem zaznaczyć. Jest on znacznie bardziej złożony. Pytanie jest takie: czy na pewno chodzi tylko o złudzenie świata niemożliwego, czy jednak pewne odmienne (lub wyjątkowe) cechy ST są dla Was znaczącą wartością. M.in. te jakie wspomniałem wyżej, związane chyba jakoś z tym, iż tak wiele osób ST jest w stanie zapalić do kariery naukowej, lub pracy nad sobą.
Madame Picard
Moderator
#11 - Wysłana: 23 Mar 2011 18:52:03
NumberOne

Odpowiem tu tylko za siebie i jestem przekonana, że to pogląd na tym forum bardzo niszowy: ja w ogóle nie lubię fantastyki, ani SF ani fantasy. Nie pociąga mnie ani magia podróży kosmicznych ani pojedynki elfów z krasnoludami. Dlaczego wobec tego lubię Treka? Dobre pytanie .

Od fantasy wolę go chyba dlatego, że jest jednak bardziej realistyczny, choćby ten realizm, był bardzo umowny. Przedstawia w końcu przyszłość ludzkości i rozgrywa się w świecie, w którym obowiązują (mniej więcej ) te same prawa fizyki. Czyli jest to świat niemożliwy, ale nie tak do końca. Z drugiej strony w Treku jest (na szczęście dla mnie) paradoksalnie mało kosmosu. Statki są jak latające hotele, w przestrzeń się nie wychodzi, od transportu są promy i transportery, od komunikacji podprzestrzenny "skype". Bohaterowie mogą się więc zająć tym, co naprawdę ciekawe, czyli romansowaniem, budowaniem relacji i rozwiązywaniem zagadek .

Pewnie nie bez znaczenia jest to, że bardzo podoba mi się trekowy system wartości: racjonalizm, merytokracja, tolerancja dla różnorodności, poszanowanie wolności, brak fanatyzmów. Myśl, że kiedyś ludzkość mogłaby żyć wedle tych ideałów, jest na tyle słodka i kusząca, że pozwala przymknąć oka na magiczne sztuczki z deflektorem .
Pisarz
Użytkownik
#12 - Wysłana: 23 Mar 2011 18:55:59
Ja tam zawsze lubiłem magiczne sztuczki z deflektorem... Słynna zasada - "jeśli na coś nie pozwala technologia Federacji, użyj deflektora". Mogliby budować statki z samymi deflektorami, ciekawe dlaczego na to nie wpadli.
Eviva
Użytkownik
#13 - Wysłana: 23 Mar 2011 19:04:10
Ja w ogóle lubię sztuczki-magiczki, króliki z kapelusza, spiczaste uszka, machanie różdżką, dżinny z butelki lejdejskiej itd. To pewnie dlatego, że tak zwana szara rzeczywistość diabelnie mnie drażni.
krzychu
Użytkownik
#14 - Wysłana: 23 Mar 2011 19:10:53
ja lubie relacje miedzyludzkie jakie sa na pokladzie enterprise/voyagera
IDIC
Użytkownik
#15 - Wysłana: 23 Mar 2011 22:02:54
NumberOne:
Właśnie ta właściwość odnosi konkretne problemy ku określonym pojęciom ogólnym i tym samym wyznacza specyficzną perspektywę, której fantasy nie jest w stanie powtórzyć

IMO dla odpowiednio elokwentnego interpretatora to ostatnie jest zadaniem jak najbardziej wykonalnym
wystarczy losowo wybrane elementy danej rzeczywistości (nawet niekoniecznie fantasy) przemianować na alegorie pewnych określonych stanów/zjawisk
żeby rzucić publikę na kolana (wiadomo: z perspektywy żaby widać gorzej) można dorzucić kilka mądrze brzmiących słów-kluczy typu "eklektyczny", "dywergentny", "zinternacjonalizowany"
postępując w sposob opisany powyżej można znaleźć (wmówić innym istnienie?) licznych nawiązań do Starego Testamentu/mitologii Greków nawet w instrukcji obsługi laptopa


NumberOne:
Uważam, że wielu problemów nie dałoby się w obecnym ich znaczeniu postawić, gdyby ST nie był sci-fi.

jakiś konkretny przykład?


NumberOne:
tak wiele osób ST jest w stanie zapalić do kariery naukowej, lub pracy nad sobą

jak wiele?
NumberOne
Użytkownik
#16 - Wysłana: 24 Mar 2011 18:19:10 - Edytowany przez: NumberOne
IDIC:
IMO dla odpowiednio elokwentnego interpretatora to ostatnie jest zadaniem jak najbardziej wykonalnym wystarczy losowo wybrane elementy danej rzeczywistości (nawet niekoniecznie fantasy) przemianować na alegorie pewnych określonych stanów/zjawisk

No imaginary world has been projected which is at once so multifarious and so true to its own inner laws; none so seemingly objective, so relevant to the actual human situation yet so free from allegory.

C.S. Lewis o "Władcy Pierścieni" Tolkiena. Nie zastanawia Cię pogrubiony fragment jako jedna z podstawowych zalet tej książki?

IDIC:
eby rzucić publikę na kolana (wiadomo: z perspektywy żaby widać gorzej) można dorzucić kilka mądrze brzmiących słów-kluczy typu "eklektyczny", "dywergentny", "zinternacjonalizowany"

I wyjdzie zwyczajny technobełkot.

IDIC:
postępując w sposob opisany powyżej można znaleźć (wmówić innym istnienie?) licznych nawiązań do Starego Testamentu/mitologii Greków nawet w instrukcji obsługi laptopa

Chciałbym to zobaczyć. Szczerze. Jakkolwiek widza czy czytelnika można zmanipulować pozorami, to zazwyczaj nie jest to trudne do odkrycia. Albo tekst mówi, albo pozoruje mowę. Bardzo często mówi coś, chociaż sam twórca tego ani nie zamierzał, ani nie przewidział.

IDIC:
jakiś konkretny przykład?

Od kwestii związanych z pochodzeniem Borga, po kwestie związane z Datą żadna z nich nie byłaby w stanie w takim stopniu (a już na pewno nie w tym samym sensie) wychodzić ku zagadnieniom przed jakimi może kiedyś stanąć (lub w jakiejś formie już stoi) ludzkość, gdyby nie była postawiona na gruncie sci-fi.

Jest to problem językowy i kulturowy. Próbowano np. ze znacznym sukcesem tłumaczyć klasyczną fizykę na język niezwiązany z rzeczywiście stosowaną przez nas matematyką. Jest to więc możliwe. Przynajmniej w systemach precyzyjnie określonych. Wyrywa to jednak tak przetłumaczoną teorię z całego naukowego kontekstu.

W przypadku systemów skrajnie rozmytych jak język naturalny i system kulturowych odniesień, takie tłumaczenie jest mrzonką. Chyba, że na poziomie o którym wspominałeś - alegorii. Tj. na poziomie schematu. Mowy, która przestała już mówić, bo została przez autora jakoś zrozumiana (w jeden z wielu możliwych sposobów), wypreparowana i w takiej (najczęściej skrajnie uproszczonej) formie przeniesiona w inny system wyrażania, gdzie ma funkcjonować jako taki właśnie preparat.

Wziąwszy dwa naturalne języki i jakieś proste definicje fizyczne np. gęstości, możemy je przetłumaczyć w ich sensie fizycznym właściwie bez utraty znaczenia. Dzieje się tak bo tego typu definicje mają cechy schematu właśnie. Tłumaczenie natomiast poezji, to sztuka sama w sobie, która nigdy nie jest w pełni skuteczna. Alegoria to natomiast takie narzędzie, które z czegoś o naturze poezji chce uczynić schemat. Jest narzędziem przydatnym jeśli nie jest nadużywana (jej skrajnego nadużycia dokonuje np. TOS - i większość tego typu odcinków TOS-u odrzuca na kilometr swoją głupotą).

Dany problem umieszczony w perspektywie sci-fi zawsze będzie wypowiadał inne treści, niż umieszczony w świecie fantasy, bo będzie zapośredniczał znaczenia poprzez to ku jakim rzeczywistościom wychodzi samo sci-fi, jak jest kulturowo zanurzone (fakt, że sci-fi w Treku zakłada, że każdy problem ma naukowe wytłumaczenie jest jednym z przykładów). Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy sci-fi jest sztafażem (z czego wynika, że do końca nigdy być nim nie może), w ST jest natomiast czymś więcej.

Pełna zgoda w sprawie, że te sensy jakie w ST są czysta alegorią, można przenieść w świat fantasy bez żadnej trudności. Takie prostacko alegoryczne sensy, to nie jest jednak wartość Treka, to jedna z jego największych wad. Istnieje też wiele zjawisk które bez problemu mogłyby być wspólne światom fantasy i sci-fi, bo np. dotyczą po prostu człowieka (np. temat romansowy). Natomiast przykładowe pochodzenie i znaczenie Borga w żadnym wypadku nie mogłoby rodzić tych samych domysłów w świecie sci-fi, co w świecie fantasy, bo zupełnie inna jest natura działania tych światów i ich związków z naszym własnym.

Oczywiście jeśli pozwolimy mówić naturze tych światów i ich związków z naszym. Możemy bowiem Borga wypreparować w kilku podstawowych znaczeniach, uczynić go tym samym alegorią i twierdzić, że mógłby być tym samym w "Pieśni lodu i ognia". Np. wypreparować go jako alegorię totalitaryzmu. Daje się go w ten sposób czytać i jest to ciekawy temat na artykuł, jednak sprowadzenie Borga do tego znaczenia, pozbawienie go samodzielnej rzeczywistości, nie oddaje mu nawet cząstki sprawiedliwości. Jego zdolność wypowiadania jest nieskończenie głębsza i pod jakimiś względami musi zniknąć lub ulec transformacji przy tłumaczeniu w świat fantasy.

Chociażby na tak podstawowym poziomie jak - by nie szukać daleko - fakt, że wymiana informacji między dronami ma charakter informatycznego transferu danych, co automatycznie uruchamia skojarzenia zarówno w kwestii wyobrażeń jak ta wymiana działa (i jakie są możliwości manipulowania nią), jak i kulturowych odniesień do naszej błyskawicznie informatyzującej się cywilizacji. I można zarzucać Trekowi, że tego typu wątki traktuje po macoszemu, często nie pozostaje wierny ich znaczeniom, jednak sam fakt ich istnienia jest dla odbioru znaczący nawet jeśli dzieje się to na poziomie nieświadomym.

Szczególnie symbolika tego typu własności, która skutecznie potrafi wyrastać ponad techniczne bzdury, czy sprzeczności, a wyrażać się w pojęciach takich jak np. "kopiowanie" (nie odnoszonych jednak do jakiejś tajemniczej magii, a właśnie techniki), bywa tutaj znacząca. Nie chodzi np. o to, że umysł został skopiowany, ale więcej o to, że został skopiowany jako materialna identyczność mózgów i że właśnie mimo tej - naukowej - identyczności tożsamość jest problemem. Właśnie w perspektywie identyczności w tym stopniu w jakim do powiedzenia ma coś nauka, identyczności "informatycznej", "ilościowej" ciekawy jest problem tego, że nie istnieje identyczność tożsamości.

Może nie każdy świadomie przywołuje tego typu sensy widząc np. wypadek Rikera z transporterem, to jednak, że nie każdy je przywołuje nie oznacza, że one nie istnieją. Takie sensy mają zresztą zdolność działania na granicy świadomości, bywają wrażeniem, które później trudno sprecyzować. Co ciekawe - mógłbyś powiedzieć, że dokonuję tu nadinterpretacji, bo twórcy mieli gdzieś takie rozmyślania. Bardzo możliwe, że mieli je gdzieś. Jednak są one możliwe i zawierają się w tej sytuacji dlatego że... ST jest sci-fi. I to właśnie powoduje, że pewne rzeczy mówi nawet bez świadomości twórców. Tutaj mówi dlatego, iż transfer dokonywany przez transporter od początku miał ustalone znaczenie transferu na poziomie cząsteczkowym. Skoro możliwy był transfer możliwa była tez kopia. Użyto problemu kopii jako narzędzia fabularnego, a dzięki ustalonym znaczeniom (które wynikały z ukierunkowania na sci-fi) poskutkowało to treściami, których może w ogóle nie zakładano. Jest to jedna z wartości istnienia literackich i filmowych gatunków, pewnych wyznaczników i ram, które w sposób naturalny zdolne są pewne rzeczy wypowiadać.

IDIC:
jak wiele?

Pytasz o konkretną liczbę? Chytre, zważywszy, że doskonale wiesz, że nie mogę jej podać. Takie osoby są i na tym forum. Niejednokrotnie spotykałem się z takimi wypowiedziami na forach zachodnich. Ujmijmy to tak: nie spotkałem się z żadną taką wypowiedzią odnośnie jakiegokolwiek innego serialu.

Są to zatem przesłanki uprawdopodobniające. Podobnie jak fakt, że o filozofii czy nauce w ST napisano niejedną książkę uprawdopodobnia fakt, że jest w tym serialu znacznie więcej rzeczywistej treści (a nie pozorów), niż sądzisz.
IDIC
Użytkownik
#17 - Wysłana: 24 Mar 2011 20:17:05
NumberOne:
No imaginary world has been projected which is at once so multifarious and so true to its own inner laws; none so seemingly objective, so relevant to the actual human situation yet so free from allegory.

C.S. Lewis o "Władcy Pierścieni" Tolkiena. Nie zastanawia Cię pogrubiony fragment jako jedna z podstawowych zalet tej książki?

Prawdę mówiąc - nie zastanawia
WP - brak alegorii, OzN - alegoria do potęgi n-tej
cóż innego mógłby powiedzieć C.S.Lewis o dziele Tolkiena?

NumberOne:
Od kwestii związanych z pochodzeniem Borga, po kwestie związane z Datą żadna z nich nie byłaby w stanie w takim stopniu (a już na pewno nie w tym samym sensie) wychodzić ku zagadnieniom przed jakimi może kiedyś stanąć (lub w jakiejś formie już stoi) ludzkość, gdyby nie była postawiona na gruncie sci-fi.

Przepraszam, ale interesowały mnie raczej przykłady braku możliwości "postawienia problemów w ich obecnym znaczeniu"
wprawdzie nie wiem, jakie kwestie lokujesz pomiedzy kwestią związaną z pochodzeniem Borga a kwestią związaną z Datą, natomiast IMO ani pierwsza ani z druga z wymienionych jeszcze długo nie będą należeć do problemów istotnych dla ludzkości
może więc jednak, aby postawić problemy w ich obecnym znaczeniu, wcale jednak nie potrzeba SF?

NumberOne:
Jakkolwiek widza czy czytelnika można zmanipulować pozorami, to zazwyczaj nie jest to trudne do odkrycia.

rozumiem, że dystansujesz się od bycia widzem/czytelnikiem?
dla kogo zatem nie jest trudne odkrycie manipulacji, o której mowa?

NumberOne:
Albo tekst mówi, albo pozoruje mowę. Bardzo często mówi coś, chociaż sam twórca tego ani nie zamierzał, ani nie przewidział.

Jeśli twórca czegoś wyrazić nie zamierzał, a ktoś inny twierdzi, że tekst to wyraża, to mamy do czynienia z nadinterpretacją.
Tekst zapewne będzie wówczas wyrażał to, co chciałby wyrazić sam nadinteretujący
Bywa niebezpiecznie, vide: Nietzsche - Uebermensch - naziści

NumberOne:
Pytasz o konkretną liczbę? Chytre, zważywszy, że doskonale wiesz, że nie mogę jej podać. Takie osoby są i na tym forum. Niejednokrotnie spotykałem się z takimi wypowiedziami na forach zachodnich. Ujmijmy to tak: nie spotkałem się z żadną taką wypowiedzią odnośnie jakiegokolwiek innego serialu.

Są to zatem przesłanki uprawdopodobniające. Podobnie jak fakt, że o filozofii czy nauce w ST napisano niejedną książkę uprawdopodobnia fakt, że jest w tym serialu znacznie więcej rzeczywistej treści (a nie pozorów), niż sądzisz.

nie sądzę
istnienia przesłanek uprawdopodobniających nie traktuję jako wystarczających do prezentowania pewnej hopotezy jako tezy
NumberOne
Użytkownik
#18 - Wysłana: 24 Mar 2011 20:49:31
IDIC:
Prawdę mówiąc - nie zastanawia
WP - brak alegorii, OzN - alegoria do potęgi n-tej
cóż innego mógłby powiedzieć C.S.Lewis o dziele Tolkiena?

To samo mówił sam Tolkien. Z czym się zresztą zgadzam. WP jest dlatego tak dobrą książką, że jest wolna od alegorii jakie niestety niektórym zdarzało się jej przypisywać. Odczytania alegoryczne automatycznie ją spłaszczają w dwuwymiarowość.

IDIC:
rozumiem, że dystansujesz się od bycia widzem/czytelnikiem?
dla kogo zatem nie jest trudne odkrycie manipulacji, o której mowa?

Nie dystansuję się - uważam, że wyrobiony czytelnik czy widz, a takich jest sporo wyczuje manipulację. Osobiście uważam, że manipulacji i pseudofilozofii jest w Treku mnóstwo (skrajnym przykładem jest I Dyrektywa), widzę też jednak wiele interesujących treści czy rzutów oka na problemy od odmiennej strony.

Jakoś tak jest, że Trek, mimo zatrzęsienia wad, skłania ludzi do dyskusji. I nie tylko tych o technikaliach statków floty

IDIC:
Jeśli twórca czegoś wyrazić nie zamierzał, a ktoś inny twierdzi, że tekst to wyraża, to mamy do czynienia z nadinterpretacją.
Tekst zapewne będzie wówczas wyrażał to, co chciałby wyrazić sam nadinteretujący
Bywa niebezpiecznie, vide: Nietzsche - Uebermensch - naziści

Zgadzam się tylko z jednym: możliwa jest nadinterpretacja, bywa to niebezpieczne.

Natomiast zdefiniowanie nadinterpretacji jako tego, czego nie chciał powiedzieć autor, to czystej wody kuriozum. Szczególnie, że wielu autorów nie pisze książek, ażeby coś powiedzieć, lecz by opowiedzieć jakąś historię, a to co można w niej wyczytać, to już jest kwestia między czytelnikiem, a tekstem. Nadinterpretacja to interpretacja, która nie jest wierna tekstowi, a nie autorowi.

nie sądzę
istnienia przesłanek uprawdopodobniających nie traktuję jako wystarczających do prezentowania pewnej hopotezy jako tezy


Twoje prawo. Proponuję jednak prześledzić ten wątek


IDIC:
Przepraszam, ale interesowały mnie raczej przykłady braku możliwości "postawienia problemów w ich obecnym znaczeniu"
wprawdzie nie wiem, jakie kwestie lokujesz pomiedzy kwestią związaną z pochodzeniem Borga a kwestią związaną z Datą, natomiast IMO ani pierwsza ani z druga z wymienionych jeszcze długo nie będą należeć do problemów istotnych dla ludzkości
może więc jednak, aby postawić problemy w ich obecnym znaczeniu, wcale jednak nie potrzeba SF?

Kwestie związane z bytami technicznymi, z którymi nie jest możliwa jakakolwiek dyskusja, gdyż bazują na oprogramowaniu (na swoistej pierwszej dyrektywie) i są w stanie zastosować przemoc wobec ludzi, są już na porządku dziennym w związku z robotyzacją amerykańskiej armii, a będą jeszcze bardziej drażliwe w najbliższym czasie w związku z rozwojem nanotechnologii (gdzie dojdzie kwestia zdolności do samoreplikacji itp.).

O innych kwestiach pisałem w editach, jak np. tutaj (i dalej):

Szczególnie symbolika tego typu własności, która skutecznie potrafi wyrastać ponad techniczne bzdury, czy sprzeczności, a wyrażać się w pojęciach takich jak np. "kopiowanie" (nie odnoszonych jednak do jakiejś tajemniczej magii, a właśnie techniki), bywa tutaj znacząca. Nie chodzi np. o to, że umysł został skopiowany, ale więcej o to, że został skopiowany jako materialna identyczność mózgów i że właśnie mimo tej - naukowej - identyczności tożsamość jest problemem. Właśnie w perspektywie identyczności w tym stopniu w jakim do powiedzenia ma coś nauka, identyczności "informatycznej", "ilościowej" ciekawy jest problem tego, że nie istnieje identyczność tożsamości.

Takich kwestii jest wiele i wydaje się mało prawdopodobne, by literatura fantasy zdolna był do eksplorowania ich we wszelkich tych zakresach, w jakich zdolna jest do tego sci-fi. Możesz jednak spróbować przełożyć Borga na fantasy, zobaczymy co wyjdzie (chociaż w myśli spróbuj).
IDIC
Użytkownik
#19 - Wysłana: 24 Mar 2011 21:43:38
NumberOne:
Jakoś tak jest, że Trek, mimo zatrzęsienia wad, skłania ludzi do dyskusji

WP również.
ST nie jest odosobnionym przypadkiem

NumberOne:
Nadinterpretacja to interpretacja, która nie jest wierna tekstowi, a nie autorowi.

IMO nadinterpretacja to interpretacja, która odbiega od interpretacji będącej intencją autora

NumberOne:
Proponuję jednak prześledzić ten wątek

próba niereprezentatywna
wynik niemiarodajny

NumberOne:
Kwestie związane z bytami technicznymi, z którymi nie jest możliwa jakakolwiek dyskusja, gdyż bazują na oprogramowaniu (na swoistej pierwszej dyrektywie) i są w stanie zastosować przemoc wobec ludzi, są już na porządku dziennym w związku z robotyzacją amerykańskiej armii, a będą jeszcze bardziej drażliwe w najbliższym czasie w związku z rozwojem nanotechnologii (gdzie dojdzie kwestia zdolności do samoreplikacji itp.).

przekonujący argument
Madame Picard
Moderator
#20 - Wysłana: 24 Mar 2011 22:13:08
IDIC:
próba niereprezentatywna
wynik niemiarodajny

Ja tylko w kwestii formalnej.
Próba reprezentatywna uprawnia nas tylko do rozciągania wniosku na całość populacji, nie jest warunkiem, który musi spełnić każde badanie (bo też różne są cele badań).
Zresztą wszystko zależy od tego, jak brzmiała teza. Jeśli tak, że ST w ogóle może zainspirować kogoś do pracy naukowej lub pracy nad sobą, to wystarczy jeden taki przypadek, aby ją potwierdzić. Jeśli tak, że jest to zjawisko powszechne, to najpierw trzeba zdefiniować powszechność.
IDIC
Użytkownik
#21 - Wysłana: 25 Mar 2011 07:30:05
Madame Picard

Madame Picard:
Ja tylko w kwestii formalnej.
Próba reprezentatywna uprawnia nas tylko do rozciągania wniosku na całość populacji, nie jest warunkiem, który musi spełnić każde badanie (bo też różne są cele badań).

zdaję sobie z tego sprawę (pewnymi podstawami podstaw jednak dysponuję )


Madame Picard:
Zresztą wszystko zależy od tego, jak brzmiała teza. Jeśli tak, że ST w ogóle może zainspirować kogoś do pracy naukowej lub pracy nad sobą, to wystarczy jeden taki przypadek, aby ją potwierdzić. Jeśli tak, że jest to zjawisko powszechne, to najpierw trzeba zdefiniować powszechność.

gdyby postawiona teza brzmiała "ST może zainspirować kogoś do pracy naukowej lub pracy nad sobą" to oczywistym jest, że znalezienie jednego zainspirowanego delikwenta udowodniłoby jej prawdziwość
nie rozmawiamy jednakowoż o hipotetecznym przypadku, lecz o tezie sformułowanej kilka postów wyżej, która to teza brzmi jak następuje:

NumberOne:
tak wiele osób ST jest w stanie zapalić do kariery naukowej, lub pracy nad sobą

oczywiście określenie "wiele osób" nie jest precyzyjne
można o nim jednak z całą pewnością powiedzieć jedno: nie zawęża ono badanej zbiorowości do grupy - nazwę ją umownie - "miłośników ST"
w odniesieniu do zbiorowości userów forum USS Phoenix (tudzież innych forów poświeconych tematyce ST) można przyjąć założenie, że zbiorowość tę stanowią w przeważającej części właśnie "miłośnicy ST" (oczywiście zdarzają się trolle, ale stanowią oni grupe o marginalnym znaczeniu)
twierdzenie, że "ST jest w stanie zapalić wiele osób do kariery naukowej lub pracy nad sobą" i popieranie prawdziwosci tego twierdzenia treścią wypowiedzi miłośników ST jest IMO nieuprawnione
taki mniej więcej tok rozumowania skłonił mnie do sformułowania komentarza o braku reprezentatywności próby
oczywiście to Ty, Madame Picard, jesteś tu "specem od badań"
jeśli w tym swoim toku rozumowania popełniłam Twoim zdaniem błąd, chylę czoła w oczekiwaniu na konstruktywną krytykę
Madame Picard
Moderator
#22 - Wysłana: 25 Mar 2011 12:40:09
IDIC:
twierdzenie, że "ST jest w stanie zapalić wiele osób do kariery naukowej lub pracy nad sobą" i popieranie prawdziwosci tego twierdzenia treścią wypowiedzi miłośników ST jest IMO nieuprawnione

Ale dlaczego? Chyba dziwne nie jest, że ST inspiruje przede wszystkim tych, którzy go znają i lubią .
IDIC
Użytkownik
#23 - Wysłana: 25 Mar 2011 16:23:01 - Edytowany przez: IDIC
Madame Picard:
Chyba dziwne nie jest, że ST inspiruje przede wszystkim tych, którzy go znają i lubią

To, że ST inspiruje przede wszystkim tych, którzy go znają i lubią, nie zaś tych, którzy go nie lubią, lub wręcz nie znają, oczywiście dziwne nie jest.

Nie o tym jednak była mowa

Postawiona teza nie brzmiała bowiem:
"ST jest w stanie zapalić do kariery naukowej lub pracy nad sobą wiele osób, będących miłośnikami ST" (badana zbiorowość = osoby, będące miłośnikami ST)
lecz:
"ST jest w stanie zapalić wiele osób do kariery naukowej lub pracy nad sobą" (badana zbiorowość = osoby, czyli zarówno ci, którzy miłośnikami ST są, jak i ci, którzy nimi nie są)

IMO jest to różnica istotna w kontekście rozważań nad reprezentatywnością/brakiem reprezentatywności próby, a co za tym idzie - miarodajnością/brakiem miarodajności wyników, a co za tym idzie - uprawnionymi/nieuprawnionymi konkluzjami

analogia?
stajesz z notesikiem na jakiejś uliczce w Oslo i stawiasz w tym notesiku kreskę każdorazowo, kiedy widzisz jasnowłosego przechodnia, a kropkę, kiedy mijająca Cie osoba jasnych włosów nie ma
po dwóch godzinach obserwacji zliczasz kreski (100) i kropki (10)
i z triumfem ślesz w świat komunikat: "tak wiele osób ma jasne włosy"
prawda? bynajmniej
prawdą byłoby twierdzenie "tak wiele osób napotykanych na ulicach Oslo ma jasne włosy"
naturalnie mogłabyś dodać "to oczywiste, że mówiąc osoby miałam na myśli osoby napotkane na ulicy Oslo, przecież to tam właśnie, a nie gdzie indziej stałam z notesikiem"
co nie zmienia faktu, że kwestionowanie Twojego prawa do wyrokowania o tym, czy wielu czy niewielu ludzi ma jasne włosy, byłoby jak najbardziej uzasadnione (jakiś życzliwy kwestionujący mógłby przy okazji poradzić Ci, żebyś ze swoim notesikiem stanęła na dwie godziny przy bramce na La Guardii i tam stawiała swoje kreski oraz kropki, i dopiero po ich zliczeniu powiedziała jak rzecz się ma z tymi jasnowłosymi)

no przynajmniej ja tak to wszystko pojmuję
jako "socjologiczny i statystyczny laik"
Madame Picard
Moderator
#24 - Wysłana: 25 Mar 2011 18:42:24
IDIC:
"ST jest w stanie zapalić wiele osób do kariery naukowej lub pracy nad sobą" (badana zbiorowość = osoby, czyli zarówno ci, którzy miłośnikami ST są, jak i ci, którzy nimi nie są)

W tym zdaniu nacisk pada na taką zdolność ST, a nie na na liczbę i właściwości inspirowanych osób. Na to, że ST w ogóle jest w stanie kogoś zainspirować i że zdarza się to nawet dość często. Zresztą, jak chcesz, dopytaj autora, co miał na myśli.

Gdyby to odnieść do Twojego porównania, to raczej "badanie" dotyczyłoby w tym przypadku ytania, czy w ogóle zdarza się taki fenomen jak jasne włosy. I, o, widzimy, zdarza się. A już dlaczego tu, a nie gdzie indziej, to już jest temat do dalszych badań.

Swoją drogą, ja bym się pochyliła z zaciekawieniem raczej nad kimś, kto zainspirował się ST, mimo że go nie zna lub nie lubi .

* A do naukowo postawionej hipotezy omawiane zdanie ma się nijak, jest zbyt nieprecyzyjne. Ale też IMO nie o to chodzi, żebyśmy porozumiewali się językiem naukowych definicji. Język naturalny jest niedookreślony, wieloznaczny i pozostawiający wiele pola domysłom, intuicji, wnioskowaniu z kontekstu, a mimo to bez problemu się ze sobą porozumiewamy. Zresztą sama pewnie o tym dobrze wiesz, a poza tym była o tym niedawno mowa w innym topiku.
IDIC
Użytkownik
#25 - Wysłana: 25 Mar 2011 20:27:49 - Edytowany przez: IDIC
Madame Picard:
W tym zdaniu nacisk pada na taką zdolność ST, a nie na na liczbę i właściwości inspirowanych osób. Na to, że ST w ogóle jest w stanie kogoś zainspirować i że zdarza się to nawet dość często. Zresztą, jak chcesz, dopytaj autora, co miał na myśli.

twierdzenie brzmiało:
"tak wiele osób ST jest w stanie zapalić do kariery naukowej, lub pracy nad sobą"

naturalnie możesz uznać to za równoważnik zdania "ST jest w ogóle w stanie zapalić kogoś do kariery naukowej, lub pracy nad sobą i zdarza się to dość często"

IMO obydwa w/w zadania równoważne pod względem treści nie są
potrzeby pytania o wykładnię autora nie odczuwam


Madame Picard:
IMO nie o to chodzi, żebyśmy porozumiewali się językiem naukowych definicji. Język naturalny jest niedookreślony, wieloznaczny i pozostawiający wiele pola domysłom, intuicji, wnioskowaniu z kontekstu, a mimo to bez problemu się ze sobą porozumiewamy. Zresztą sama pewnie o tym dobrze wiesz, a poza tym była o tym niedawno mowa w innym topiku.

cóż, ja - w znacznej mierze ze względu na specyfikę pracy, którą wykonuję (rozpatrywanie aplikacji o przyznanie środków UE na realizację projektów) - jestem szczególnie wyczulona na prezentowanie jako tez twierdzeń, których prawdziwości nie popierają dane

podobnie też - przyznaję się bez bicia - przywiązuję faktycznie dużą wagę do takiego formułowania wypowiedzi, aby w maksymalnie precyzyjny sposób wyrażały one to, co chcę wyrazić (zarówno w pracy zawodowej, jak i na co dzień)
dla niedookreśleń, wieloznaczności, świadomego pozostawianie zrozumienia znaczenia domysłom, zakładanie intuicyjnego odbioru jest IMO miejsce tam, gdzie słowo jest narzędziem arystycznego wyrazu, służącym do uprawiania sztuki
w dyskusji, tam gdzie chodzi o zaprezentowanie swojego stanowiska, należy być IMO precyzyjnym "do bólu"

tak, masz rację, przed paroma tygodniami była o tym mowa w jednym z topików
nota bene: w innym topiku - mniej więcej w tym samym czasie - można było zaobserować jak bardzo dyskusję utrudnia stosowanie skrótów myślowych w miejsce precyzyjnych określeń (http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=3065&page=4#msg213877)

PS. A tak wracając do tematu ST jako źródła inspiracji (i nie oddalając się jednocześnie od kwestii precyzji wypowiedzi ) chciałabym wyznać, że w dążeniu do osiagnięcia precyzji idealnej przyświeca mi ideał Tuvoka

ST VOY sezon 1 odc. 1-2 The Caretaker

Tuvok: Przydzielono mnie do infiltracji pańskiej załogi, sir. Jestem szefem ochrony kapitan Janeway.
Chakotay: Chciałeś im nas wydać, Wolkanie.
Tuvok: Moim zadaniem było zgromadzenie informacji o Maquis. Dopiero potem miałem was wydać.
Madame Picard
Moderator
#26 - Wysłana: 25 Mar 2011 23:02:00
IDIC:
przywiązuję faktycznie dużą wagę do takiego formułowania wypowiedzi, aby w maksymalnie precyzyjny sposób wyrażały one to, co chcę wyrazić

I chyba dlatego tak ciężko czasami zrozumieć, o co Ci chodzi .
A na serio, ta niedookreśloność, wieloznaczność i umoność to naturalne cechy ludzkiej komunikacji językowej. Mówi o tym dziedzina zwana etnometodologią. Jej główny przedstawiciel Harold Garfinkel przeprowadził mnóstwo eksperymentów, polegających na aranżowaniu rozmów, w których jedna strona albo próbowała wyrażać się właśnie w maksymalnie precyzyjny (powiedzielibyśmy: nienaturalny) sposób albo domagała się tego od drugiej. Oczywiście nie dochodziły do żadnego porozumienia, interakcja szybko kończyła się zerwaniem, natomiast bez problemu dogadywały się (i my się dogadujemy), kiedy używamy języka z tą swoją wieloznacznością. Fajne były przykłady tych eksperymentów. Niestety są zbyt długie, aby je przepisywać, ale może coś wyguglasz, jeśli Cię to interesuje.
IDIC
Użytkownik
#27 - Wysłana: 26 Mar 2011 00:17:08
Madame Picard:
I chyba dlatego tak ciężko czasami zrozumieć, o co Ci chodzi .
A na serio, ta niedookreśloność, wieloznaczność i umoność to naturalne cechy ludzkiej komunikacji językowej. Mówi o tym dziedzina zwana etnometodologią. Jej główny przedstawiciel Harold Garfinkel przeprowadził mnóstwo eksperymentów, polegających na aranżowaniu rozmów, w których jedna strona albo próbowała wyrażać się właśnie w maksymalnie precyzyjny (powiedzielibyśmy: nienaturalny) sposób albo domagała się tego od drugiej. Oczywiście nie dochodziły do żadnego porozumienia, interakcja szybko kończyła się zerwaniem, natomiast bez problemu dogadywały się (i my się dogadujemy), kiedy używamy języka z tą swoją wieloznacznością.

prawdę mówiąc dotychczas nikt się nie skarżył - może to tylko Ty masz kłopot z tym zrozumieniem?

a tak na serio: Garfinkel w swoich badaniach koncentrował się na niezobowiązujacych konwersacyjkach "o pogodzie"
IMO w tym przypadku ciężko w ogóle mówić o dogadaniu się, ponieważ taka konwersacyjka nie ma na celu wymiany istotnych informacji, służy jedynie nawiązaniu i podtrzymaniu interakcji
treść komunikatu jest w tym wszystkim najmniej istotna, równie dobrze możemy powiedzieć "hej, stary, jak leci?", jak i "cześć, słonko! co słychać?"
odydwie strony doskonale wiedzą, żę nie chodzi o to, czy coś leci, albo czy coś słychać, nikt nikogo nie uważa za starca, ani też nie kieruje komunikatu pod adresem gwiazdy stanowiącej centrum naszego układu planetarnego

tam jednak gdzie chodzi przede wszystkim o to, aby adresat zrozumiał treść komunikatu nadawcy, posługiwanie się nieprecyzyjnymi określeniami do sukcesu nie doprowadzi na pewno

wrzucanie całkowicie odmiennych sytuacji "do jednego worka" i postulowanie posługiwania się wieloznacznością i umownością - jako naturalnymi dla ogólnie rozumianej ludzkiej komunikacji językowej - jest IMO nieuzasadnione
Madame Picard
Moderator
#28 - Wysłana: 26 Mar 2011 10:55:36
IDIC:
Garfinkel w swoich badaniach koncentrował się na niezobowiązujacych konwersacyjkach "o pogodzie"

Nie tylko. Opisywał też ludzkie rozmowy w różnych sytuacjach i wskazywał, jak wiele informacji czerpiemy z kontekstu, jak wiele jest domyślnych i "oczywistych", nie wymagających precyzowania.

IDIC:
tam jednak gdzie chodzi przede wszystkim o to, aby adresat zrozumiał treść komunikatu nadawcy, posługiwanie się nieprecyzyjnymi określeniami do sukcesu nie doprowadzi na pewno

W każdej rozmowie chodzi o to, aby adresat zrozumiał treść komunikatu nadawcy . Chcę powiedzieć jedynie tyle, że w tym celu nie zawsze jest potrzebne maksymalne precyzowanie.
Jeśli w wątku obok piszę o kupowaniu cukru, to mogłabym zstąpić (gdybym umiała ) słowo "kupowanie" precyzyjnym opisem tejże czynności z kodeksu cywilnego. Myślisz, że to ułatwiłoby zrozumienie?
Są dziedziny takie jak prawo czy nauka, które takiej precyzji wymagają. Ale na forum uskuteczniamy pogaduchy. Wielu rzeczy się domyślamy z kontekstu. Oczywiście, że pewien stopień precyzji jest niezbędny. Trzeba umieć znaleźć złoty środek pomiędzy jednym a drugim.

IDIC:
postulowanie posługiwania się wieloznacznością i umownością - jako naturalnymi dla ogólnie rozumianej ludzkiej komunikacji językowej

Ja nie postuluję wieloznaczności. Jeśli coś postuluję, to jedynie porozumienie, a śiadoma rezygnacja z wieloznaczności na rzecz dopowiedzenia wszystkiego, co się da, często utrudnia to porozumienie, a nie ułatwia.
IDIC
Użytkownik
#29 - Wysłana: 26 Mar 2011 15:24:25
Madame Picard:
Nie tylko. Opisywał też ludzkie rozmowy w różnych sytuacjach i wskazywał, jak wiele informacji czerpiemy z kontekstu, jak wiele jest domyślnych i "oczywistych", nie wymagających precyzowania.

Nie napisałam, że "tylko".
Napisałam, na czym się koncentrował.
A koncentrował się na niezobowiązujących konwersacjach.

Madame Picard:
W każdej rozmowie chodzi o to, aby adresat zrozumiał treść komunikatu nadawcy .

Nie.
Nieraz chodzi o to, aby adresat zrozumiał intencję nadawcy i znaczenie komunikatu, a nie jego treść.
Przywołane przez Ciebie eksperymenty Garfinkela to właśnie doskonałe przykłady na to, że treść jako taka może mieć znaczenie drugrzędne.

Madame Picard:
Jeśli w wątku obok piszę o kupowaniu cukru, to mogłabym zstąpić (gdybym umiała ) słowo "kupowanie" precyzyjnym opisem tejże czynności z kodeksu cywilnego. Myślisz, że to ułatwiłoby zrozumienie?

A dlaczego sądzisz, że mogłabym tak myśleć?
I jaki to ma związek związek z moimi wcześniejszymi wypowiedziami?
Nota bene: kc nie zawiera precyzyjnego opisu czynności określonej jako "kupowanie"

Madame Picard:
Ale na forum uskuteczniamy pogaduchy

cóż, niektórych faktycznie satysfakcjonuje już samo to, że mniej więcej wiedzą, o co chodzi innym userom
ich odmianę stanowią ci, którzy wypowiedzi innych traktują jedynie jako doskonały pretekst do wygłoszenia własnych opinii
są jednak i tacy, których rzeczywiście interesuje to, co ktoś inny chciał wyrazić
i jeśli jakaś wypowiedź wyda im się interesująca (a autor - osobą, która może mieć coś ciekawego do powiedzenia), proszą o doprecyzowanie
IMO jeśli ów autor wygłasza przemyślane opinie, to na pewno nie zareaguje negatywnie na prośbę o rozwinięcie tematu

Madame Picard:
Ja nie postuluję wieloznaczności. Jeśli coś postuluję, to jedynie porozumienie, a śiadoma rezygnacja z wieloznaczności na rzecz dopowiedzenia wszystkiego, co się da, często utrudnia to porozumienie, a nie ułatwia

Nie chodzi o powiedzenie wszystkiego, co się da.
Chodzi o powiedzenie wszystkiego tego, co niezbędne, aby faktycznie mogło dojść do porozumienia, a nie do nieporozumienia
Madame Picard
Moderator
#30 - Wysłana: 26 Mar 2011 19:03:48
IDIC:
Chodzi o powiedzenie wszystkiego tego, co niezbędne, aby faktycznie mogło dojść do porozumienia, a nie do nieporozumienia

Amen .
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Star Trek / Dlaczego lubimy Star Treka

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!