Mała chwila na chwalenie się. Ostatnio FB wyświetla coraz lepiej dobrane reklamy. Jedna z nich prowadziła do
Telewizji Światłowodowej. I
Konkursu na kosmiczne zakończenie (Star Treka).
Spróbowałem swoich sił takim wpisem:
Toudi:
Rozumiem, że nie pytacie o koniec sagi Star Treka, bo ta powinna trwać wiecznie. ;) W końcu zawsze będziemy śmiało podążać tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek!
Tylko pytacie o koniec tej filmowej załogi z Kelvin Timeline (abramsoverse), a tu jest o wiele prościej.
Ja bym to widział tak:
Nasza dzielna załoga zbliża się do końca swojej pięcioletniej misji eksploracji w nieznane. Nagle na mostku pojawia niezapowiedziany Q (w tej roli nadal niezastąpiony John de Lancie), który postanowił sprawdzić gdzie zaszła ludzkość. Ale gdy postawione przez niego wyzwania kończą się raz za razem tragicznie dla załogi Enterprise, stwierdza, że coś jest nie tak. Że jak to robił ostatnio, to ludzkość radziła sobie o wiele lepiej. Byli o wiele bardziej interesujący i dawali większą nadzieję na przyszłość. Urządza więc ludzkości proces, ale Kirk (zbyt pochopny, zbyt agresywny, za młody i niedoświadczony) i załoga go przegrywa, skazując ludzkość na unicestwienie.
Przerażony Q sprawdza co się stało, przecież zgodnie z jego omnipotentną wiedzą ludzkość powinna ten proces wygrać i przetrwać. I okazuje się, że to wszystko przez zniszczenie Kelvina w 2233. A to znowu przez przyjście Nero z 2387. Q więc pstryka palcami. Supernowa nigdy nie wybucha, Romulus nie zostaje zniszczony, Nero nie zostaje wciągnięty do czarnej dziury, Kelvin bezpiecznie dociera do punktu docelowego...
Na ekranie widzimy urywki ze wszystkich załóg Star Treka śmiało podążających, tam gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.
A po napisach końcowych widzimy jak Q pojawia się w kajucie admiralskiej Picarda i zaczyna opowiadać swojemu najlepszemu przyjacielowi o kelvin timeline i jak to uratował jego teraźniejszość... THE END.
No i nagrodzono mnie główną nagrodą.
