Odświeżyłem sobie HF "Enemy Unknown" i uderzyło mnie niespodziewanie jak podobny schemat fabularny ma ten fanowski odcinek i początek "jedenastki". W obu wypadkach mamy ukazaną
bardziej militarnie GF, spotkanie z potężnym, nieznanym, statkiem, który z okręcików znanych humanoidów robi sito bez trudu. W obu wypadkach kończy się samobójczym taranowaniem wrażej jednostki przez korab

GF (promy uciekają). W obu wypadkach także jest to istotny moment formacyjny dla bohatera (czy jest nim zmuszony poświęcić swój statek - i porwanych załogantów - Knapp, czy tracący tym sposobem ojca Kirk). W obu wypadkach wreszcie akcja przeskakuje potem o czas jakiś (w HF o miesiące, u Abramsa - o lata).
Wiemy skądinąd, że Hidden Frontier w Paramouncie pilnie oglądali (i wszystkie scenariusze od pewnego momentu brali do - nieformalnej - akceptacji). Przypadek? Czy może Rob Caves powinien doczekać się jakiejś formy podziękowania od w/w wytwórni?