Zakładałem już tematy o tym jaki inny kształt mogły przyjąć istniejące serie ST i o tym co by się stało gdyby pewne znane seriale wymarzone logo ST otrzymały...Tym razem chciałbym byśmy zastanowili się nad tym jak inaczej mógł wyglądać obecny cykl filmowy (i związana z nim ekranowa rzeczywistość)...
Punktów zwrotnych było kilka - pierwszy to moment gdy zdecydowano, że antagonista z STID będzie jednak Khanem, nie odrębnym Harrisonem z załogi Botany Bay.
Drugi - kiedy uznano, że neoTOS nie powstanie, planowane do niego scenariusze trafią do komiksów.
Trzeci - gdy odrzucono (zawierający występ Shatnera) temporalny scenariusz Orciego.
Można do tego dorzucić pomniejsze rozdroża związane z wycinaniem z "jedenastki" pewnych scen, czy przeniesieniem wytłumaczeń istotnych filmowych wątków do komiksów.
No i samą decyzję, by pierwszy z abramsowych Treków kończył się otwarciem nowej linii czasu, nie - jak oczekiwało sporo fanów jeszcze w trakcie kinowych seansów - przywróceniem TOSowego
status quo.
Jak sądzicie, mogło z tego - przy innej polityce wytwórni - coś godnego uwagi wyjść?
ps. Jeśli nam być szczery, z perspektywy czasu uważam, że decyzja o przeprowadzonym
w ten sposób* reBoocie nie miała grama sensu. Należało "jedenastkę" zakończyć - absurdalnym fizycznie, ale osadzonym w tradycji ST - ponownym temporalnym nadpisaniem, zagrać przy tym trochę na sentymencie widzów (jak NV i - później - STC, nie przymierzając), może dać w tym finale kogoś z oryginalnej obsady wspominającego jak uratował swoją przyszłość (OGaM zaistniał dzięki udziałowi TOSowych aktorów, to wystarczyło, choć fabuła też nie ma wielkiego sensu), a wtedy fani - w imię udanych scen z Kelvinem i w/w sentymentu - wybaczyliby nieskładny scenariusz.
I może należało poczekać z premierą tego cuda tych 7 lat (co też by więcej czasu na jego formalne doszlifowanie dało, na wymyślenie, że warto dać te smaczki wizualne i "charakterologiczne", które dopiero u Lina się pojawiły)**, byśmy dostali je właśnie w tym roku, jako jubileuszowe pożegnanie z TOSem i zachętę - dla masowego widza - by doń sięgnąć, zarazem.
Z tym, że przy obecnej polityce Paramountu widzę zero szans na takie
rozdanie.
* czyli nad pomysłami Straczynskiego, Sawyera i Gummelta już bym dumał...
** choć sceny z przedstawicielami TOSowej obsady należałoby nakręcić przed resztą filmu - wiadomo, o Nimoya chodzi...
EDIT:
Wspominam zaś o tym, bo wygląda na to, że "czternastka" będzie wykorzystywać scenariusz powstały pod kierunkiem Orciego i przywracać historię na dawne tory:
http://1701news.com/node/1303/paramount-resurrects -rejected-script-star-trek-4.htmlJeśli domysły te są słuszne, pojawia się pytanie dlaczego dopiero w czwartym filmie? Czy chodziło, po prostu, o to, by po drodze zarobić na wybuchach?